fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty motorowe

Robert Kubica zaczyna nową przygodę

materiały prasowe Orlen Team
Robert Kubica będzie w sezonie 2020 rywalizował w serii DTM, reprezentując barwy zespołu Orlen Team ART. Polskiemu koncernowi obecność w popularnych niemieckich wyścigach, w których walczą ze sobą firmy Audi i BMW, ma pomóc w ujednoliceniu wizerunku na tamtejszym rynku, gdzie w ciągu dwóch lat marka Star ma być zastąpiona przez Orlen.

Kubica jest także kierowcą testowym i rezerwowym zespołu Alfa Romeo w Formule 1, a połączenie tych dwóch ról wiąże się nie tylko z ekwilibrystyką logistyczną i napiętym do granic możliwości kalendarzem. Do tego dochodzi związek z dwiema różnymi markami samochodów, a od strony sponsoringu – obecność konkurencyjnych firm paliwowych w fabrycznych zespołach DTM.

– Można sobie wyobrazić, że nie było to łatwe – mówi Kubica. – Dwie serie, dwie role i tak naprawdę połączenie dwóch sezonów w jednym roku kalendarzowym. Jednak wszystkim stronom zależało na tym, żebym startował w DTM i myślę, że udało się znaleźć kompromis.

Rozwiązaniem w tej skomplikowanej sytuacji było stworzenie prywatnego zespołu w DTM: Kubica będzie startował samochodem BMW, tak jak sześciu fabrycznych kierowców tego producenta, ale przygotowaniem i obsługą auta zajmą się fachowcy ze znanej w świecie wyścigów ekipy ART.

– To jeden z najlepszych zespołów, który można wybrać na rynku, jeśli nie najlepszy – mówi Kubica o zapleczu technicznym swojej ekipy. – Co ważne, cztery-pięć lat temu wystawiali już auta w DTM i mają doświadczenie. Wspominam o tym, bo poziom zespołów w DTM jest bardzo wysoki, są to ekipy fabryczne. Na początku na pewno nie będzie łatwo, ale jedną rzeczą, której na pewno nie zabraknie, jest ściganie.

Kalendarz DTM składa się z dziesięciu rund, po dwa wyścigi. Poza Niemcami (cztery weekendy), seria odwiedza także Belgię (inauguracja zmagań w ostatni weekend kwietnia), Rosję, Szwecję, Włochy, Wielką Brytanię i Holandię. Do tego dochodzą oficjalne testy, które odbędą się w połowie marca na włoskim torze Monza. Będzie to doskonały przykład wyzwań logistycznych dla kierowcy: 15 marca w Melbourne odbywa się pierwszy tegoroczny wyścig F1, gdzie Kubica będzie w roli kierowcy rezerwowego ekipy Alfa Romeo. Od poniedziałku do środy ma testować auto DTM pod Mediolanem, skąd poleci prosto do Bahrajnu, na drugą rundę F1.

 – Trzy weekendy są wspólne dla F1 i DTM [GP Kanady koliduje z zawodami DTM w Szwecji, GP Francji z rundą na Monzy, a GP Włoch z holenderskim Assen] i wiadomo, że priorytetem jest wtedy ściganie, ale jeśli będę potrzebny w trakcie jednego z tych weekendów F1, to automatycznie priorytet może się zmienić.

Kubicę w serii DTM chętnie widzą także sami organizatorzy serii. Zyskują popularnego zawodnika o wyjątkowej historii, a ponadto stawka powiększa im się o jeden samochód. Po raz pierwszy od 2011 roku w tych zawodach rywalizują tylko dwaj producenci – dwa lata temu wycofał się Mercedes, a nieudana przygoda zespołu R-Motorsport, korzystającego z samochodów Aston Martin, trwała tylko jeden sezon. Oznaczałoby to zaledwie czternaście samochodów na starcie – piętnaście, po doliczeniu wystawiającej jedno auto ekipy Orlen Team ART.

– Serii DTM nie należy lekceważyć, bo te wyścigi stoją na bardzo wysokim poziomie nie tylko technicznym, ale też sportowym – mówi Kubica. – Z niektórymi kierowcami ścigałem się dawniej w Formule 3, także w Formule 1. Samochody są bardzo specyficzne, więc mam nadzieję, że moje BMW będzie sobie lepiej dawało radę niż pojazd, którym jeździłem w zeszłym sezonie.

Trudno od razu nastawiać się na wielkie sukcesy w starciu z kierowcami fabrycznych zespołów, mających duże doświadczenie w tej serii – wszak przez całą dotychczasową wyścigową karierę Kubica nie jeździł samochodami „z dachem”, a w przeszłości różni znakomici kierowcy F1 – dwukrotny mistrz świata Mika Hakkinen czy zwycięzcy Grand Prix, jak Ralf Schumacher, David Coulthard czy Jean Alesi – nie zawojowali świata DTM. W porównaniu ze wspomnianym przez Kubicę minionym sezonem będzie jednak jedna zasadnicza różnica: możliwość walki na torze z rywalami w samochodach o zbliżonych osiągach. Tego brakowało mu po powrocie do Formuły 1.

Autor jest komentatorem telewizji Eleven Sports

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA