fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Andrzej Porawski: Dwója z reformy edukacji

PAP, Maciej Kulczyński
Minister Zalewska chyba wie, że reforma będzie źle przyjęta przez ludzi, skoro woli zrobić ją teraz, a nie w roku wyborczym – podkreśla dyrektor Biura Związku Miast Polskich Andrzej Porawski.

Minister edukacji Anna Zalewska z uporem nazywa część uczestników debaty na temat proponowanych zmian w oświacie „politykami". Chce w ten sposób osłabić ich argumenty, ale zapomina, że sama jest politykiem. Słowo „polityk" brzmi w jej ustach złowrogo, nawet jeśli dotyczy osób, których kwalifikacje są merytorycznie oczywiste i wielokrotnie potwierdzone.


Sławomir Broniarz, nauczyciel, były dyrektor szkoły, jest od 18 lat prezesem ZNP, co potwierdza jego klasę jako szefa ważnego i silnego związku zawodowego.

Przemysław Krzyżanowski na obraźliwy epitet „polityk" zasłużył jako były – przez niecałe dwa lata – wiceminister edukacji. Wcześniej był szefem wydziału oświaty w Koszalinie (2000–2008), wiceprezydentem miasta (2008–2013). Na stanowisko to wrócił w styczniu 2015 r. po epizodzie pracy w ministerstwie. Jako wiceprezydent przewodniczy Komisji Edukacji Związku Miast Polskich (z przerwą na czas pracy w resorcie). Jest wybitnym fachowcem od edukacji, o czym świadczy przede wszystkim wysoka od lat ocena koszalińskiego systemu oświaty, zbudowanego z jego decydującym udziałem.

A co nam funduje minister Zalewska? Pomysł na strukturalną reformę oświaty, w której tylko jeden element zasługuje na pozytywną ocenę – od lat oczekiwana reforma szkolnictwa zawodowego. Likwidacja gimnazjów zaś jest nie tylko merytorycznie nieuzasadniona, lecz w dodatku kompletnie nieprzygotowana. Związki zawodowe oceniają ją jednoznacznie negatywnie, choć nauczycielska Solidarność – ze względów politycznych – powstrzymuje się od protestów, a tylko domaga się działań osłonowych dla tracących miejsca pracy nauczycieli. Pani minister na razie oświadcza, że nikt nie straci pracy, choć nie podaje żadnych konkretów.

 

 

Negatywna jest też ocena większości samorządów prowadzących gimnazja – gmin. Wiemy to od nich – z ankiet, na które odpowiedzieli imiennie, a nie – jak w sondażach – anonimowo. Ta ocena ukształtowała się, zanim pani minister przedstawiła projekty ustaw. Przedstawienie projektów tylko ją pogłębiło.


Bo to są złe projekty, zwłaszcza ustawy wprowadzającej reformę. Powinny one dawać pełne narzędzia wdrożenia reformy (a nie dają), jasno wskazywać źródła finansowania (nie wskazują nawet kosztów). Za to odsyłają do rozporządzeń ministra, co zapowiada ręczne sterowanie. Szkoda tylko, że nie ma sternika...

Teraz dochodzi krytyka ze strony innych resortów. Ministerstwo Finansów podkreśla brak oceny kosztów i skutków reformy. Kancelaria Premiera zaznacza, że ocena skutków finansowych dla gmin i powiatów jest nieodzowna. Rządowe Centrum Legislacji krytykuje liczne odesłania do rozporządzeń, bez których znajomości nie wiadomo, jak reforma ma wyglądać. Samorządy wspierają krytykę RCL, bo uważają, że – zgodnie z konstytucyjną zasadą pomocniczości państwa – to organy gmin i powiatów, a nie rozporządzenia ministra, powinny decydować o sposobie wykonywania zadań własnych. A takim zadaniem jest prowadzenie szkół.

Pani minister uparcie powtarza, że teraz jest najlepszy czas na reformę, bo za rok będzie gorzej, gdyż odbędą się wybory samorządowe. Z jednej strony chyba ma do nas, samorządowców, zaufanie, że mimo wszystko damy sobie z nią radę. Z drugiej – chyba wie, że reforma będzie źle przyjęta przez ludzi, skoro woli zrobić ją teraz, a nie w roku wyborczym.

Jedno jest pewne: reforma jest nieprzygotowana – ani finansowo, ani narzędziowo. Jest nierealna czasowo, biorąc pod uwagę konieczność zakończenia prac nad budżetami gmin do 15 listopada tego roku, a także dokonania zmian w sieci szkolnej do połowy lutego 2017 r. Wypada mieć nadzieję, że ktoś (politycy?) się jednak nad tym zastanowi.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA