fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Elektorat już przejrzał grę PiS

Fotorzepa, Krzysztof Skłodowski
Wybory pokazały, że w PSL wszystko jest zharmonizowane. Stąd nasz wynik – mówi Krzysztof Hetman, europoseł PSL.

W tym roku były dwie kampanie, trzecia jest w drodze. Jak pan teraz zdefiniuje sytuację PSL? Co ruch ludowy zyskał, a co stracił?

To były bardzo trudne dla PSL kampanie. Pierwszą PiS sprowadziło tylko i wyłącznie do spraw światopoglądowych, oskarżając wszystkich w Koalicji Europejskiej bez wyjątku o gigantyczny skręt w lewo. My próbowaliśmy mówić o tym, co chcemy zrobić w Parlamencie Europejskim i jakie ma kompetencje. W efekcie kampania okazała się wielkim wyzwaniem dla PSL. Zarówno dla kandydatów, działaczy, ale i także dla naszego elektoratu.

Druga połowa meczu wyglądała inaczej.

Też nie było łatwo. Podjęliśmy decyzję o budowie Koalicji Polskiej. Na początku tej drogi mało kto wierzył, że może się udać. To ciągłe pokazywanie PSL pod progiem wyborczym też nie pomagało i zasiewało defetyzm wśród naszego elektoratu i ludzi, którzy rozważali głosowanie na nas. Efekt zaskoczył prawie wszystkich.

Czyli pana też.

Oczywiście. Byłem spokojny o przekroczenie progu. Ale nie byłem w stanie przewidzieć, ile punktów procentowych będzie na samym końcu. To była miła niespodzianka. To wielki sukces Władysława Kosiniaka-Kamysza. Podjęte decyzje oraz sama kampania pokazały charakter i determinacje naszego prezesa.

PO ma do dziś pretensje dotyczące rzekomej decyzji PSL o rozbiciu Koalicji Europejskiej. Czemu to służy?

To nieprawda, że PSL rozbił Koalicję Europejską. My to wszyscy wiemy. Co jednak najważniejsze, ja od ludzi z PO, z którymi się spotykam lub z którymi pracuję w PE, tej pretensji nie słyszę. Może jest ona gdzieś umiejscowiona. Ale wprost mi tego nikt nie wyraził. Jeśli nawet jacyś członkowie PO takie sugestie czynią, to mogą je robić nieświadomi całej sytuacji, nie wiedząc, jak było naprawdę. Dlatego ja nie mam o to pretensji.

PSL jest teraz wzmocniony?

Na pewno tak. Zaufało nam ponad 1,6 mln osób, projekt Koalicji Polskiej, którą zbudował Władysław Kosiniak-Kamysz się powiódł, poszerzyliśmy się o nowe środowiska. Przełamany został stereotyp, że w mieście nie ma co oddawać głosu na PSL. Symboliczny jest mandat Władysława Teofila Bartoszewskiego w Warszawie.

Tylko te 1,6 mln głosów nie jest jednak dane raz na zawsze.

Ależ oczywiście. Zapewniam, jesteśmy dalecy od huraoptymizmu. Ja nie mam wątpliwości, że trzeba cały czas pracować. Ta droga, którą wytyczył Kosiniak-Kamysz, to jest droga, która w kolejnych wyborach parlamentarnych może przynieść 13–15, nawet 16 proc. To nie jest tylko kwestia utrzymania tych 1, 6 mln głosów. Chcemy ten wynik podwoić w następnych wyborach. Stąd powołanie Rady Koalicji Polskiej, stąd niezwykły szacunek do partnerów w Koalicji, szczególnie ze strony Kosiniaka-Kamysza. Złożyliśmy już w Sejmie pierwsze projekty jako Koalicja Polska. Zdaje sobie sprawę, że są ludzie, dla których PiS jest zbyt radykalny, PO stała się zbyt lewicowa i szukają trzeciej drogi. Wcześniej straszna wojna polsko-polska zabijała poczucie, że możliwe jest powstanie centrum.

Teraz, w przededniu kampanii prezydenckiej Donald Tusk mówi, że trzeba połączyć PO-PSL i potrzebne jest umiarkowane centrum. Co pan na to? PSL taką współpracę może rozważyć?
 
 My to umiarkowane centrum zaczęliśmy budować zanim pan Donald Tusk wypowiedział te słowa. Jednocześnie przypomnę że proponowaliśmy PO przeprowadzenie prawyborów prezydenckich w ramach Europejskiej Partii Ludowej do której wspólnie należymy. Władysław Kosiniak-Kamysz jasno deklarował że jeśli będzie lepszy, bardziej godny kandydat to on odda pole i takiego kandydata będzie w wyścigu do Pałacu Prezydenckiego popierał. Ale nasza propozycja została odrzucona, a chyba właściwiej byłoby powiedzieć nierozpatrzona. A szkoda.

Na ile będzie ostre będzie starcie o centrum?

Moim zdaniem PiS będzie jednak bardziej zajęty czyszczeniem prawej flanki. I na tym polega problem PiS. Wyrósł im rywal w postaci Konfederacji. Moim zdaniem prezes PiS większą uwagę będzie zwracał w tym kierunku, by Konfederacja nie urosła jeszcze bardziej. PO będzie mocno za to zajęta lewym skrzydłem. Wyrosła im konkurencja w postaci Lewicy, która ponownie jest w Sejmie. Dlatego to centrum jest i będzie konsekwentnie zagospodarowywane przez PSL–Koalicję Polską.

Pomoże w tym ludowcom Jacek Jaśkowiak? Czy to nowa twarz PO?

Dla tych, którzy interesują się polityką, to nie jest nowa twarz. W końcu jest już drugą kadencję prezydentem Poznania. On sam mówi, że bardziej pasują mu liberalne wartości. Postawa i poglądy pana prezydenta Jaśkowiaka pokazują, że PO szuka swojej nowej drogi. I to od kilku lat. Mówią, że mają dwa skrzydła. Ale to wygląda tak, że gdy Marek Biernacki w sprawie aborcji zagłosował zgodnie ze swoimi przekonaniami w poprzedniej kadencji, to wyleciał z partii. A na pokładzie jest teraz pani Barbara Nowacka. Teraz, jak rozumiem, skrzydło konserwatywne mają tworzyć panowie Paweł Kowal i Paweł Poncyljusz. Tylko wcześniej czy później w Sejmie znowu będzie głosowanie w sprawie aborcji. Jeśli zagłosują zgodnie ze swoimi przekonaniami, to co wtedy?

Mówi pan, że PiS będzie trzymać się prawej flanki. Ale gdy słuchałem przewodniczącej Komisji Europejskiej, gdy mówiła o zielonej energii i premiera Morawieckiego w expose, to widać punkty wspólne. Mówi też premier o normalności.

Czym innym jest język, a czym innym realne działanie. Premier Morawiecki od czterech lat mówi różne rzeczy, a później mamy niespełnione obietnice. W retoryce będą brzmiały takie postulaty, opinie, które są chętnie słyszalne przez centrowego wyborcę. Ale działania będą absolutnie nastawione na wyborcę mocno konserwatywnego. Zresztą część wyborców przejrzała tą grę i z tego między innymi powodu nie oddała swojego głosu na PiS w ostatnich wyborach. Gdyby PiS faktycznie takie działania podejmował, to być może miałby większość konstytucyjną.

Jaki jest cel PSL w wyborach prezydenckich? Historycznie rzecz ujmując, to bardzo trudne wybory dla PSL.

Wyniki nigdy nie były zgodne z oczekiwaniami. Ale teraz mamy realne otwarcie na nowe środowiska. Doskonałą rolę odgrywa tu Władysław Kosiniak-Kamysz. I nie mam wątpliwości, że te wybory parlamentarne po raz pierwszy od lat udowodniły, że w PSL wszystko jest zharmonizowane. Lider, kandydaci, działacze, cała struktura. To wszystko świetnie funkcjonowało. Nasz prezes bije rekordy zaufania społecznego. Jest ceniony za normalność, ale także za odwagę w podejmowaniu trudnych wyzwań. Polacy dostrzegli podczas ostatniej kampanii wyborczej, że był to jedyny lider, który nie unikał debat. To wszystko daje nadzieję na dobry wynik Kosiniaka-Kamysza.

Co najmniej dwucyfrowy?

Tak. Co najmniej. Gdy dojdzie do pierwszych debat, to poziom poparcia dla Kosiniaka-Kamysza skoczy natychmiast powyżej 10 proc.

Zmiana w Pałacu Prezydenckim to wcześniejsze wybory parlamentarne?

Niekoniecznie. Na pewno byłoby to z korzyścią dla wszystkich, szczególnie dla polskiej demokracji i systemu praworządności. Gdyby prezydentem był Władysław Kosiniak-Kamysz, to byłby prezydentem prawdziwie samodzielnym. On nie ma żadnych prezesów nad sobą. I nie miałby. Pan prezydent Duda stał się karykaturą kandydata Dudy, który zarzucał prezydentowi Komorowskiemu, że jest notariuszem. Jak to wyglądało przez ostatnie lata, wszyscy widzieli.

W przyszłym roku sprawozdawczo-wyborcza kampania w PSL. Ludowcy będą się nadal odmładzać?

Ten proces jest naturalny, ale najważniejsze jest to, by przy tych zmianach młodsi zawodnicy nie pogubili starszych kolegów, by oni też dobrze się czuli w PSL i ich głos był ważny. Ale czasami się przesadza z młodością. Np. o mnie czy Adamie Jarubasie mówi się, że jesteśmy młodzi. Ale my już mamy z Adamem bliżej pięćdziesiątki niż dalej. Jest wiele osób młodszych od nas, co cieszy, ale nie jest tak, że przychodzą młokosy bez doświadczenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA