fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Chrabota: Andrzej Duda bawi się puszką Pandory

Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz
Prezydent Andrzej Duda nie rzuca słów na wiatr i powoli zaczyna realizować swój pomysł przygotowań do referendum na temat nowej konstytucji.

Jak napisała „Rzeczpospolita", projekt rozpocznie seria otwartych debat z zainteresowanymi środowiskami, po których dojdzie do sprecyzowania około dziesięciu pytań, które znajdą się w referendum. Wedle przecieków głowa państwa nie wyklucza, że część z nich będzie dotyczyła kwestii światopoglądowych.

Na pierwszy ogień pójdzie NSZZ Solidarność. Z przedstawicielami związku prezydent spotka się już 25 sierpnia. Potem będą kolejne zainteresowane środowiska, a cały proces konsultacji ma trwać około pół roku. Nie wiemy, z jaką intensywnością prezydent ma debatować z partnerami społecznymi, ale wybór pierwszego interlokutora nie pozostawia wątpliwości co do charakteru tych konsultacji. Związkowcy na pewno rozpoczną od dyktowania prezydentowi konstytucyjnych gwarancji praw socjalnych, a znając entuzjazm głowy państwa dla rozwiązywania problemów ludzi pracy, to pierwsze spotkanie może zdeterminować cały proces konsultacyjny.

Po związkowcach z Solidarności zapewne będą pana prezydenta odwiedzać delegacje rolników, górników, pielęgniarek, Klubów „Gazety Polskiej", narodowcy, leśniczowie, pszczelarze, aktywiści pro-life i działacze Legionu Maryi. Wszyscy, którzy mają silnie rozbudowaną reprezentację i dostatecznie dużo czasu, by przebić się na gościnne salony Pałacu Prezydenckiego.

Każdy przyniesie stosy ulotek, a przede wszystkim uzasadnione postulaty dotyczące przyszłej konstytucji. Czy to nie poważne ryzyko otwarcia puszki Pandory? Niestety, można się tego obawiać.

To, co mnie martwi jeszcze bardziej, to oczywiście nie problem przepustowości pałacowych korytarzy, czy efektywności pracy urzędników pana prezydenta. W nich akurat wierzę jak w Zawiszę. Niepokoi mnie zasłyszana deklaracja, że „prezydent będzie przede wszystkim słuchać głosu obywateli i organizacji, które będą chciały uczestniczyć w konsultacjach i kampanii społecznej". Czy to automatycznie oznacza, że prezydent nie weźmie pod uwagę poglądów tych, którzy do pałacu się nie wybierają?

Pomijając przewidywaną nieobecność opozycji, na salony prezydenta siłą rzeczy trafią przede wszystkim jego sympatycy. Cała dyskusja może więc odbyć się w kręgu „krewnych i znajomych królika", którzy zagwarantują sobie monopol na ustalenie tematów referendalnych. Najgorsze, że większość uczestników debat przyniesie tematykę mocno naznaczoną światopoglądowo, pytań więc o tym profilu w referendum finalnie może być więcej niż kilka.

Na dodatek, każda z dyskutowanych kwestii będzie jak metronom odmierzać rytm całej polskiej debaty publicznej i ogniskować ją wokół kwestii czysto aksjologicznych. W zainteresowanie gości prezydenckich wyższością kanclerskiego modelu demokracji nad prezydenckim podczas tych spotkań jakoś nie chce mi się wierzyć. To tematy trudne i hermetyczne. Dużo łatwiej iść do prezydenta w sprawie własnych interesów. Jeśli konsultacje potoczą się właśnie w ten sposób, to referendum będzie nie tylko karykaturą tego, czym w założeniu miało być, ale również kolejnym plebiscytem popularności rządzących. Chciałbym w tej sprawie się mylić.

Od dawna piszemy w „Rzeczpospolitej" o konieczności debaty na temat nowej konstytucji. Anachroniczność tej obowiązującej jest dla wielu z nas oczywista. By jednak ją zmienić, potrzebne jest spełnienie dwóch warunków. Pierwszy to definiowalny konsensusem wszystkich sił politycznych tzw. moment konstytucyjny. Drugi to wizja nowoczesnej ustawy zasadniczej, która będzie porządkowała, a nie skłócała, państwo i jego obywateli. Niestety, latem 2017 roku od spełnienia obu warunków dzieli nas jeszcze ocean czasu. ©?

Z konstytucją jak z jajkiem >A10

Praca organiczna zamiast rewolucji >A11

Referendum: obywatele dostali szansę i od nich zależy, czy z niej skorzystają >C6 – 7

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA