fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kadry

Prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców: najsilniejszy zawsze dyktuje warunki

Fotolia.com
Cezary Kaźmierczak prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Rz: Związek Przedsiębiorców i Pracodawców niebawem dołączy do Rady Dialogu Społecznego jako piąta organizacja pracodawców. Czemu to trwa, skoro uprawnienia ZPP zostały potwierdzone już w marcu?

Cezary Kaźmierczak: Dwie rzeczy za to odpowiadają. Po pierwsze, fatalnie napisana ustawa o RDS i przewidziany w niej tryb przyjmowania nowych członków. Gdyby nie odrobina dobrej woli, to nikt nigdy nie zostałby powołany do RDS. Po drugie, brak zdecydowania prezydenta.

Uroczyste posiedzenie RDS planowane na 28 listopada w Pałacu Prezydenckim, na którym miały zostać dokonane zmiany w RDS, zostało odwołane. Dlaczego?

Zostały już odwołane trzy takie posiedzenia. Pewnie prezydent miał ważniejsze sprawy na głowie. A z rządem nie mamy żadnego problemu. Naszych przedstawicieli powołano do wszystkich gremiów reprezentatywnych organizacji pracodawców, z radą nadzorczą ZUS, do której trudniej dostać się niż do podstawowego składu Rolling Stones.

Co pan chce osiągnąć w RDS?

Chcemy reprezentować interesy małych i średnich przedsiębiorstw. Jeśli chodzi o organizacje zrzeszające przedsiębiorców, jesteśmy największym tego typu podmiotem. Reprezentujemy prawie 52 tys. firm. Będziemy dążyć do tego, by inne przepisy były przyjmowane dla małych przedsiębiorstw, a inne dla dużych.

Z raportu otwarcia opublikowanego przez Dorotę Gardias, nową szefową RDS, a także szefową Forum Związków Zawodowych, wynika, że rząd nie liczy się z partnerami społecznymi. Większość projektów trafia do RDS z naruszeniem terminów i przepisów o konsultacjach. Wiele projektów przechodzi też jako poselskie, nie są konsultowane z partnerami społecznymi. Jak pan ocenia dialog rządu z biznesem i związkami zawodowymi?

Jakość dialogu zależy od rządu. Zawsze najsilniejszy dyktuje warunki. Z nieznanych mi powodów niektóre projekty są procedowane jako poselskie i uchwalane na łapu-capu. Mimo licznych upokorzeń rząd nie wyciąga z tego żadnych wniosków. Dowodem jest kolejna nowelizacja ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele. Nie ma powodu jej procedować tak jak obecnie. Potrzeba normalnej ścieżki legislacyjnej. Przede wszystkim przed jakąkolwiek zmianą powinny być zbadane skutki obecnie obowiązujących przepisów. Nie znamy ich, a zaraz będzie nowelizacja. To taka radosna twórczość, zabawa prawem, która przypomina zmianę przepisów w związku z 12 listopada.

Co pan myśli o poselskim projekcie wprowadzającym wolne 12 listopada?

Ta ustawa bardzo dużo złego przyniosła rządowi i Prawu i Sprawiedliwości. Nic by się nie stało, gdyby przyjąć ją rok wcześniej. Wtedy nie byłoby żadnego problemu. Sejm ją uchwalił w ostatnim momencie i było tu dużo pychy i buty. Nie słuchano przedsiębiorców. A szacuje się, że przedsiębiorcy i ich rodziny to ok. 4 mln głosów. 2 mln głosuje na Platformę Obywatelską, milion na PiS, a milion pływa między nimi. Właśnie ten milion pomógł PiS wygrać wybory w 2015 r. Jak się takie działania będą powtarzały, to ten milion głosów może odpłynąć w innym kierunku. Przez sposób prac nad wolnym 12 listopada PiS wiele stracił w środowisku biznesowym. ©?

Jak pan ocenia dotychczasową politykę rządu wobec biznesu? Z jednej strony kolejne ustawy i konstytucje dla biznesu przewidują ułatwienia, z drugiej strony inne przepisy nakładają kolejne obowiązki i coraz to ostrzejsze kary. A wśród przedsiębiorców rośnie atmosfera nieufności.

Jest wiele rzeczy, za które można rząd pochwalić, ale są także takie, za które trzeba go zganić. Złą zmianą jest wprowadzenie drugiego progu podatkowego do działalności gospodarczej. Od początku 2019 r. jest to 4 proc. powyżej miliona złotych, jutro może to być 8 proc. powyżej 500 tys. zł. Uważam to za bardzo niebezpieczny precedens. Z zaniechań to brak nowej ustawy o VAT. Matryca VAT jest krokiem w dobrą stronę, ale tu potrzebne są radykalne rozwiązania. Wystarczy zaś jedna neutralna stawka VAT w wysokości 16,25 proc. i podniesienie o 2400 zł kwoty wolnej od podatku. Tymczasem rząd stawia na konsumpcję i przychody z VAT.

—rozmawiał Mateusz Rzemek

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA