fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Wystarczy zarzut, winny się znajdzie - o projekcie przepisów ws. odpowiedzialności „przebijającej" w spółkach kapitałowych

Fotolia
Jeśli proponowane przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii zmiany staną się obowiązującym prawem, właściciel każdej spółki kapitałowej może być zagrożony – mówią prof. Michał Romanowski i Tomasz Siemiątkowski.

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii przygotowało projekt ustawy o szczególnej odpowiedzialności odszkodowawczej podmiotu dominującego (czyli o tzw. odpowiedzialności „przebijającej"). Ustawa jest elementem strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju, ma chronić małe i średnie przedsiębiorstwa. To wszystko brzmi niewinnie.

Michał Romanowski: Pozornie. To bardzo zły projekt. Zrywa on z zasadą wyłączonej odpowiedzialności wspólników za zobowiązania spółki kapitałowej np. ponad 400 tys. spółek z o.o. Teraz odpowiedzialność wspólników jest ograniczona ekonomicznie do wartości ich wkładów do spółki.

Tomasz Siemiątkowski: To eksperyment grożący katastrofą w wymiarze ekonomicznym i prawnym. Osłupienie i zgrozę budzi nieostrość i pojemność przesłanek odpowiedzialności podmiotu dominującego w spółkach kapitałowych. W niedodefiniowanych sytuacjach będzie on ponosić odpowiedzialność.

W jakich sytuacjach, na podstawie jakich przesłanek?

TS: Nie wiemy, kiedy będziemy ponosić odpowiedzialność, ale wiemy, że będziemy ją ponosić. Na przykład gdy „doprowadzimy do podejmowania przez spółkę działań nieuzasadnionych gospodarczo, w wyniku których stała się ona niewypłacalna". Co to naprawdę znaczy? Pamiętajmy, że odpowiedzialność poniesie nie zarząd, ale udziałowcy.

Kolejna przesłanka to doprowadzenie do pozbawienia spółki zależnej aktywów bez należnego jej ekwiwalentu. W tym mieszczą się tysiące przypadków. Następna: niewyposażenie spółki w środki adekwatne do skali lub przedmiotu jej działalności. To horrendum, które otwiera wszystkie pola. To znaczy, że spółka w którymś momencie wpada w kłopoty i my zawsze możemy powiedzieć, że udziałowiec nie wyposażył jej w środki adekwatne do skali lub przedmiotu działalności. Tu nie ma żadnego kryterium, wedle którego można by to ustalić.

MR: Jest gorzej. Projekt zakłada domniemanie winy udziałowca. Udziałowiec będzie obowiązany do naprawienia szkody, chyba że to on wykaże, iż nie ponosi winy. Wystarczy zatem postawić zarzut.

Jakie to może mieć konsekwencje?

MR: Efekt paraliżujący aktywność biznesową. Jak mogę robić określone operacje w sferze restrukturyzacji czy optymalizacji działalności, jeżeli będę ryzykował odpowiedzialność za zdarzenia, które zmieszczą się w opisie przesłanek, lub co najmniej wieloletni proces? Przesłanki są tak pojemne, że dopuszczają arbitralność ocen sądów i prokuratora. Spółka bywa złożona jak organizm człowieka. Ocena podejmowanych działań rzadko jest zero-jedynkowa.

TS: Wystarczą problemy z płynnością. One będą mogły te przesłanki uruchomić.

Czy podmiotem dominującym opisanym w projekcie są udziałowcy czy spółki matki?

TS: Każdy udziałowiec spółki kapitałowej może być uznany za podmiot dominujący. Niech nas nie zwiedzie to określenie, mogące sugerować, że chodzi wyłącznie o grupy kapitałowe. Podmiot ten to już Kowalski posiadający w spółce z o,o, 51 proc. udziałów albo Nowak i Kowalski mający łącznie tyle udziałów, również w sytuacji kiedy spółka ta nie ma spółki zależnej. Wcale nie trzeba być udziałowcem, aby być uznanym za podmiot dominujący.

Ktoś, kto nie ma udziałów, może być podmiotem dominującym?

MR: W myśl projektu podmiotem dominującym może być bank, który udzielił przedsiębiorcy kredytu. Absurdalność projektu ilustruje przesłanka odpowiedzialności dotycząca niedokapitalizowania spółki. Spółki z o.o. muszą posiadać kapitał zakładowy w kwocie 5 tys. zł. Czy taka spółka jest wyposażona w środki adekwatne do skali lub przedmiotu jej działalności? W prostej spółce akcyjnej (projekt Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii, czyli tego samego resortu, który stworzył ten projekt) minimalny kapitał zakładowy wynosi 1 zł. W świetle projektu PSA z takim kapitałem jest z założenia niedokapitalizowana. Żaden rozsądny sędzia nie uzna takiej spółki za należycie dokapitalizowaną.

TS: A zatem akcjonariusze prostych spółek akcyjnych staną się oczywistymi ofiarami ustawy, o której rozmawiamy, w przypadku jakichkolwiek „turbulencji".

Czyli proste spółki akcyjne z nieograniczoną odpowiedzialnością?

MR: Tak. Projekt w istocie wprowadza nowe formy spółek kapitałowych, tj. PSA z nieograniczoną odpowiedzialnością i spółkę z o.o. z nieograniczoną odpowiedzialnością, skoro udziałowcy PSA oraz ponad 400 tys. spółek z o.o. z założenia będą ponosić osobistą odpowiedzialność za zobowiązania spółki. To już lepiej mieć spółkę osobową.

TS: Ta ustawa de facto zrównuje spółki z o.o. ze spółkami osobowymi, jeśli chodzi o ryzyko odpowiedzialności, a nawet stawia te pierwsze w gorszej sytuacji, pozostawiając obciążenie ich CIT. Efektem powinna być ucieczka wspólników do spółek osobowych bądź tworzenie spółek w innych jurysdykcjach. Projekt przeora cały system prawa spółek, bo nie będzie stuprocentowej bezpiecznej konstrukcji prawnej. A największą ofiarą tej ustawy będzie Skarb Państwa.

Dlaczego?

TS: Skarb Państwa jest największą grupą kapitałową w Polsce. Będzie podmiotem dominującym w rozumieniu projektu. Zostanie zarzucony pozwami w sytuacjach, w których jego spółki zależne będą miały jakiekolwiek problemy względem swoich wierzycieli. Pojawią się tysiące pozwów przeciwko Skarbowi Państwa i jego spółkom zależnym, wytaczanych chociażby po to, by spowodować szybsze rozliczenie. Będzie można budować przeróżne roszczenia do podmiotu dominującego, zarzucając mu, że doprowadził do obniżenia wartości akcji lub udziałów, nie wyposażając spółki w należyte środki albo doprowadzając do pozbawienia jakichś aktywów bądź wreszcie powodując jakieś działania nieuzasadnione.

MR: Skarb Państwa jest dobrym przykładem ze względu na specyfikę jego polityki w odniesieniu do spółek, która nie zawsze opiera się na przesłankach biznesowych. Problem dotknie także spółek wsparcia z prywatnych grup kapitałowych. Projekt generuje we wszystkich spółkach kapitałowych olbrzymie pole konfliktów. Odżyje zjawisko szantażu korporacyjnego i wierzycieli-rozbójników. Pojawi się nieusuwalny konflikt na linii właściciel–zarząd. Projekt narzuca, aby zarząd dokonywał oceny polityki właścicielskiej pod kątem jej zgodności z interesem spółki. A przecież interes spółki to interes właściciela. Każdy przedsiębiorca powie, że spółka powinna prowadzić politykę właścicielską. To kwintesencja natury spółki.

TS: Właściciel każdej spółki kapitałowej będzie zagrożony. Projekt stanowi wyraźnie, że jeżeli spółka ma problem, to jej udziałowiec, a co najważniejsze wierzyciel, w tym pracownik, będzie mógł pozwać nie tylko spółkę, ale również jej właściciela, np. Skarb Państwa, osobę fizyczną.

Czyli otwiera się nowa możliwość dochodzenia roszczeń przez pracowników?

TS: Pracownik będzie mógł pozwać podmiot dominujący w spółce – być może akcjonariusza większościowego, a być może bank kredytujący i dobrze zabezpieczony, o naprawienie szkody. Dzisiaj może on pozwać spółkę, co jest oczywiste, ale nie może pozwać jej wspólnika, bo ten nie ponosi odpowiedzialności. Wyobraźmy sobie sytuację dużych spółek Skarbu Państwa, w których są zatrudnione tysiące ludzi i te spółki mają przejściowe problemy. To oznacza, że np. kolejarze czy górnicy nie idą do swojej spółki, tylko natychmiast pozywają Skarb Państwa, budując argumentację na podstawie nieprawidłowo skonstruowanych przesłanek.

MR: Także w maleńkiej spółce zatrudniającej od jednego do dziewięciu pracowników, jeżeli pracodawca będzie się chciał rozstać z pracownikiem, ten może na odchodne złożyć zawiadomienie do prokuratury o działaniu na szkodę spółki. Zwiększy się rola prawa karnego w prawie spółek. Pojawią się kolejne niejasne przesłanki ustawowe wikłania prokuratury i sądów karnych w konflikty udziałowców i konflikty z wierzycielami. Zawiadomienia będą składane przeciwko udziałowcom, a tych jest co najmniej kilkaset tysięcy w Polsce. Dajcie mi udziałowca, a znajdę na niego paragraf.

TS: Wierzyciele (w tym pracownicy) będą składać pozwy z uzasadnieniem, że w wyniku nadużycia pozycji dominującej przez właściciela zaspokojenie ich roszczeń względem spółki stało się całkowicie lub częściowo niemożliwe. A to na przykład dlatego, że kiedyś właściciel ten pobrał dywidendę, a powinien ją zmagazynować w kapitale rezerwowym.

MR: Efektem ubocznym będzie paraliż sądownictwa oraz zwiększone ryzyko działania spółek. Polska stanie się nieatrakcyjna nie tylko dla rodzimego biznesu, ale także dla inwestorów zagranicznych. Stanie się przykładem kraju, w którym przedsiębiorca nie ma prawa popełnić błędu, nie ma prawa do ryzyka. Taki pakiet stu zmian dla przedsiębiorców brzmi jak ponury żart.

Jakie panów zdaniem były intencje autorów tej ustawy? Co chcieli osiągnąć?

MR: Mamy tylko strzępy uzasadnienia. W tym, co jest, czytamy, że projekt pozytywnie wpłynie na mały i średni biznes. Projektodawca w istocie pisze, że zasada wyłączonej odpowiedzialności udziałowca za zobowiązania spółki nie ma znaczenia dla przedsiębiorców. Jest to absurd sprzeczny z ponad 200-letnim dorobkiem prawa spółek i zdrowym rozsądkiem.

TS: Autorów projektu nie znamy, co istotnie odbiega od dotychczasowych standardów w prawie prywatnym, w którym projekty przygotowywali uznani autorzy i poddawano je weryfikacji. Można zakładać, że podjęto próbę stworzenia możliwości dochodzenia roszczeń o naprawienie szkody podmiotom, które rzeczywiście ją poniosły wskutek nadużycia formy prawnej spółki przez wspólnika chowającego się za zasłoną korporacyjną. To jednak bardzo zniuansowana sprawa. Dlatego słusznie nasze ustawodawstwo nigdy się na to nie zdecydowało.

MR: Rozwiązania dotyczące spółek kapitałowych muszą być szyte na miarę. Ustawodawca nie ma takiej zdolności. Sytuacje są najróżniejsze. Nie da się ich zadekretować ustawą. Walkę z nadużyciem formy prawnej spółki należy pozostawić sądom, bo kluczowy jest kontekst każdej sprawy.

Przecież dochodzi do przypadków tzw. nadużycia osobowości prawnej. Spółki słupy są tego najlepszym przykładem. Może ustawa ma chronić przed tego typu sytuacjami?

MR: Nie ochroni, ale otworzy nowe ryzyka. Należy zbadać, jak działają mechanizmy ochrony wierzycieli, a nie strzelać na oślep. Mamy rozwiązania w prawie restrukturyzacyjnym, w prawie upadłościowym, w kodeksie cywilnym, w kodeksie karnym. Wierzyciele nie będą zainteresowani taką obroną ich praw. Nie zechcą zniszczenia instytucji spółki, gdyż poniosą tego koszty. Wierzyciel spółki też działa w formie spółki. Fakt, że ktoś korzysta z jakiegoś narzędzia nieuczciwie, nie uzasadnia niszczenia narzędzia i konstrukcji spółki kapitałowej. Może zakażemy jazdy samochodami? Ile jest wypadków drogowych? A przecież nikomu nie przychodzi do głowy, żeby zakazywać ludziom jeździć samochodem.

TS: Za pomocą tych katastrofalnych przepisów zostanie zaminowane całe pole działalności gospodarczej w Polsce, tworząc bat na udziałowców w kilkuset tysiącach spółek kapitałowych. A przy tym taranując fundamentalną zasadę w biznesie. To jakby chcieć zmienić reguły budowy mostów poprzez zadekretowanie nowych, totumfackich zasad wytrzymałości materiałów, a następnie na tak zbudowane mosty posłać kawalkady tirów.

Prof. dr hab. Michał Romanowski, wspólnik w kancelarii Romanowski i Wspólnicy, profesor Uniwersytetu Warszawskiego

Prof. nadzw. dr hab. Tomasz Siemiątkowski, wspólnik w Kancelarii Głuchowski Siemiątkowski Zwara, profesor SGH i UKSW

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA