fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Artyści na Krupówkach

materiały prasowe
„Ślady mojego istnienia” Pauliny Ibek zdobyły główną nagrodę – Grand Prix Burmistrza Zakopanego – na zakończonym w sobotę 22. Festiwalu Filmów o Sztuce.

Zwycięski film to portret Anny Szałapak, artystki, która związana była z krakowską Piwnicą pod Baranami. Śpiewała tam utwory Czesława Miłosza, Ewy Lipskiej czy Agnieszki Osieckiej, do których muzykę pisali Zygmunt Konieczny, Jan Kanty Pawluśkiewicz, Zbigniew Preisner. Z wykształcenia etnografka, obroniła pracę doktorską na temat krakowskich szopek, ale przede wszystkim żyła sztuką. Była zjawiskowa: eteryczna, pełna poezji. Osiecka nazywała ją Białym Aniołem Piwnicy. W filmie Ibek czuje się niezwykłość Szałapak. Wtopienie w artystyczny Kraków, w Bohemę Piwnicy pod Baranami. Ale też samotność. Bo czy Anioły nie są samotne?

Czytaj także: Filmy o sztuce w Zakopanem 

 

Druga nagroda ufundowana przez  Zakopiańskie Centrum Kultury przypadła filmowi „Mieczysław Karłowicz. Samotna wędrówka” Tomasza Knittla. To znakomicie zrealizowana opowieść o człowieku, który łączył wielkie pasje do fotografii i muzyki, a ponad wszystko kochał góry. 

Trzecią nagrodę - Miejskiej Galerii Sztuki w Zakopanem – odebrała Hanna Kramarczuk za „Przemijane w obrazach Stanisława Baja”. Portret malarza, wykładowcy na warszawskiej ASP, który miał ponad 100 wystaw w Polsce i za granicą, ale nigdy nie zapomniał o świecie, z którego wyszedł: o podlaskiej wsi Dołhobrody, o nadbużańskich, podlaskich krajobrazach i ludziach, którzy tam mieszkają. Film Kramarczuk jest opowieścią o artyście, który składa hołd matce, na płótnie utrwala jej twarz i jej odchodznie. Wpisuje ten portret w klimat Podlasia i koloryt rzeki, która o każdej porze roku przypomina inną fazę ludzkiego życia. Piękny film o istnieniu, o śmierci. I o wierności własnym korzeniom. 

Nagrody ufundowane przez Stowarzyszenie Autorów ZAiKS oraz Stowarzyszenie Filmowców Polskich przypadły filmom „Jazz na Kalatówkach czyli wolność improwizowana” Roberta Piotra Kaczmarka oraz „Jonasz w brzuchu Lewiatana” Krzysztofa Wierzbickiego. „Prawdziwa wolność jest tam, gdzie nie ma wolności” - mówi ktoś w filmie Kaczmarka. I właśnie autorzy obu tych obrazów  sportretowali ludzi, którzy w czasach siermiężnego socjalizmu potrafili zachować wewnętrzną niezależność. Nie dali się wprząc w reżimową machinę, żyli w zgodzie z własnymi marzeniami. „Jazz to było pragnienie wolności, to był sen o Ameryce, o niepodległości, to był zryw młodego pokolenia” — mówi w filmie Kaczmarka Paweł Brodowski. „Jazz wiódł nas na ku naszym ideałom życia w demokracji, w poszanowaniu dla jednostki. Ku wszystkiemu, czego nie było w socjalizmie” - dodaje Janusz Majewski. Kaczmarek pokazał grupę rozbawionych, barwnych ludzi, którzy chcieli żyć na własnych zasadach, nadążać za światem i nowoczesnością. 

Pięknym, barwnym ptakiem był też Jonasz Kofta, współzałożyciel razem z Adamem Kreczmarem i Janem Petrzakiem kabaretu w „Hybrydach”, a potem „Egidy”. Człowiek, który wszystko zamieniał w poezję. Autor nastrojowych piosenek, wspaniałych skeczy kabaretowych i elegii do kraju, który nosi się w sercu: „Póki czas, lepiej otwarcie ze mną pomów / Zanim w złości lepszy numer ci wykręcę / Chyba prawo mam, by w moim własnym domu / Więcej w oczy mi patrzono, mniej na ręce / Wiem na pewno, że ze sobą zostaniemy / Chociaż życie nam układa się nieprosto / Nie możemy rozstać się trzasnąwszy drzwiami / Moja miła, moja droga / Moja Polsko” W filmie Krzysztofa Wierzbickiego są fragmenty występów Kofty, wspomnienia przyjaciół. Ale też wzruszająca rozmowa żony Jonasza Kofty i jego syna Piotra, dzisiaj świetnego krytyka literackiego. Oba te obrazy o ludziach noszących wolność w sobie, w dzisiejszych turbulentnych czasach nabierają niepokojąco współczesnych znaczeń.

I wreszcie ostatnia nagroda przeglądu - Medal im. Grzegorza Dubowskiego, jednego z pomysłodawców festiwalu, przypadł filmowi „Plewiński. Spojrzenia” w reżyserii Katarzyny Kotuli, Pauliny Ibek i Macieja Dźwigaja - portretowi fotografika Wojciecha Plewińskiego, który ze swoim aparatem od lat towarzyszy artystom, pięknym dziewczynom (przed laty jego zdjęcia zdobiły okładki „Przekroju”), twórcom teatru i Krakowowi. 

Przegląd filmów o sztuce narodził się przed półwieczem, w 1968 roku, z inicjatywy Władysława Hasiora i dokumentalisty Grzegorza Dubowskiego. Jednak pod koniec lat osiemdziesiątych impraza umarła. Wróciła w Tatry przed rokiem, reaktywowana przez miejscowe Centrum Kultury. I dobrze, bo bardzo pasuje do Zakopanego. Miasta, które przecież tak bardzo kiedyś przyciągało artystów. Dobrze też, że turyści po spacerze w Chochołowskiej, po zjedzeniu na Krupówkach kiełasy z grilla i smażonego oscypka, mogą wstąpić do kina i zanurzyć się w sztukę – malarstwo, muzykę, teatr. Na specjalnych pokazach głośnych, długometrażowych dokumentów - „Księcia i dybuka” Elwiry Niewiery i Piotra Rosołowskiego, „Maksymiuka. Koncertu na dwoje” Tomasza Drozdowicza czy „Jeszcze dnia życia” Raula de la Fuente i Damiana Nenowa mała sala zakopiańskiego kina pękała w szwach. A przedstawiciel Urzędu Miejskiego na zakończenie imprezy powiedział: „Takie Zakopame mi się podoba”. Przyznaję, że mnie też. Wierzę, że także przegląd filmów o sztuce z roku na rok będzie stawał się imprezą coraz ważniejszą i ciekawszą. 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA