Challengers
Reż.: Luca Guadanino
Wyk.: Zendaya, Mike Faist, Josh O'Connor
Nie ukrywam: uwielbiam oglądać tenisowe mecze, wielkie szlemy i mniejsze turnieje. I „Challengers” to dla mnie poezja. Zrobione przez Sayombhu Mukdeeproma fantastyczne zdjęcia rozgrywek zachwycają, a wejście Luki Guadanigno w sportowy świat wydaje się atrakcyjne i ciekawe.
Na ekranie trwa mecz dwóch doświadczonych już tenisistów. Idą równo. Raz jeden zdobywa punkty, raz drugi. To oczywiste, że musi dojść do tie-breaka. Ich mecz obserwuje piękna kobieta. Jest trenerką i partnerką jednego z nich – tego, który zawsze był poważniejszy i bardziej introwertyczny, kiedyś była dziewczyną drugiego - lekkoducha. Ona też robiła wielką karierę jako tenisistka, dopóki nie uległa ciężkiej kontuzji. Ale przez lata przyjaźnili się we trójkę. Kochali się, flirtowali, uprawiali seks. Życie przeplatało się ze sportem. Emocje były podniesione do potęgi.
Czytaj więcej
Iga Świątek i Zendaya spotkały się podczas turnieju w Indian Wells, a Polka kurtuazyjnie zaproponowała nawet Amerykance trening, ale aktorkę do fil...
Można powiedzieć, że to najmniej wyrafinowany film Luki Guadanino, autora „Tamtych dni, tamtych nocy”. Na pewno najbardziej nastawiony na rozrywkę. Ale to jest rozrywka najwyższej klasy. Pasjonująca i pełna pytań o wartości życia, o młodość i dojrzewanie, o miłość, lojalność, przyjaźń, zdradę. No i te niebywałe zdjęcia tie-breaka. Pozycja obowiązkowa dla fanów tenisa, Luki Guadanino, atrakcyjnej, grającej główną rolę Zendayi i dobrej rozrywki.
Mój pies Artur
Reż.: Simon Cellan Jones
Wyk.: Mark Wahlberg, Simu Liu, Juliet Rylance
Ta historia wydarzyła się naprawdę. W wyścigu przygodowym w Ekwadorze wziął udział Szwed Mikael Lindnord. Do niego i jego towarzyszy, którzy pokonali setki kilometrów dołączył jeszcze jeden zawodnik. Bezpański pies, któremu Mikael dał gdzieś po drodze do zjedzenia pulpet. Artur szedł za nimi, biegł, płynął aż stał się członkiem ich załogi. Pokonali razem góry, lasy, wartkie rzeki. Potem Lindnord zabrał Artura do domu, do Szwecji. Historia psa stała się już sławna, na lotnisku czekali dziennikarze. O Arturze usłyszało pół świata.
Powstała książka „Arthur”, potem dokument, a wreszcie film fabularny. Niby jest to zwyczajny obraz przygodowy o sile charakteru, przyjaźni, pasji. Ale jego główny bohater – psi „aktor” adoptowany potem podobno przez aktora Simu Liu – tworzy niezwykłą atmosferę tej opowieści. I nie tylko dzieci się wzruszą. Także ci wszyscy, którzy od czasu pandemii masowo adoptują ze schroniska samotne, poobijane przez życie kundelki. I wiedzą, ile miłości potem od nich dostają. Mikael Lindnord nigdy nie ukrywał, że jego największym zwycięstwem w dalekim Ekwadorze było spotkanie Artura. Przyjaciela na życie.