fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

"Giertych nie ma prawa". Prokuratura nie boi się pozwu mecenasa za nazywanie go "podejrzanym"

Roman Giertych
Roman Giertych
Fotorzepa/Robert Gardziński
Nieudolną próbą wywarcia nacisku na prokuratora i usiłowaniem wprowadzenia w błąd opinii publicznej nazwała Prokuratura Krajowa pozew przeciwko Prokuratorowi Regionalnemu w Poznaniu, którego złożenie zapowiedział dziś adwokat Roman Giertych.

Przypomnijmy, że znany adwokat i były wicepremier w rządzie Jarosława Kaczyńskiego  został zatrzymany przez Centralne Biuro Antykorupcyjne 15 października w związku ze sprawą Polnordu. Podczas przeszukania w willi Giertycha w podwarszawskim Józefowie adwokat zasłabł i nieprzytomny został przewieziony do szpitala.

Następnego dnia Prokuratura Regionalna w Poznaniu postawiła mu zarzuty i poinformowała o zastosowaniu środków zapobiegawczych: poręczenia majątkowego w wysokości 5 mln złotych, zawieszenia w czynnościach adwokata, zakazu opuszczania kraju i dozoru policji.

Sąd Rejonowy w Poznaniu zdecydował we wtorek o wstrzymaniu wykonania wszystkich tych  środków zabezpieczających do czasu rozpatrzenia zażalenia Giertycha w tej sprawiem, czyli do 3 grudnia.

Prokuratura nie ma możliwości zaskarżenia tej decyzji.

Wczoraj Roman Giertych ostrzegł na Facebooku "wszystkich, którzy w tym trudnym czasie szkalowali dobre imię moje i mojej rodziny. Z zamówionego raportu wynika, że do takich działań doszło w mediach związanych z PiS, ale nie tylko. Jeżeli ktoś chciałby mnie publicznie przeprosić, to ma czas do końca tygodnia Zaznaczam jednak, że ta swoista amnestia nie dotyczy tzw. dziennikarzy mediów rządowych. Później każda redakcja, portal, osoba, dziennikarz, który naruszył moje dobra osobiste będzie miał okazję w sądzie bronić tez, które wczoraj Sąd Okręgowy w Poznaniu uznał za nie do obrony."

Zapowiedział także pozwy o naruszenie dóbr osobistych przez prokuraturę. "medialną aktywność prokuratury".

"To nie prokuratura w Polsce jest ponad sądami, ale sądy są ponad prokuraturą i to one orzekają, czy coś jest przestępstwem, czy nie. Kto używa takich określeń nie może się spodziewać, że pozostanie to bez reakcji. Sam fakt powoływania się na publiczne depozycje prokuratury i cytowanie ich też nie zmienia tej oceny, gdyż zapowiadam, że medialna aktywność prokuratury w tej sprawie będzie również poddana sądowej weryfikacji poprzez pozwy o naruszenie dóbr osobistych. Nie można się powoływać na urzędową powagę oświadczeń organu prokuratorskiego, skoro oświadczenia takie zostały negatywnie zweryfikowane w procedurze sądowej." - napisał Giertych.

Dziś swoje stanowisko w sprawie tej wypowiedzi opublikowała Prokuratura Krajowa stwierdzając, że żadne z zapadłych w tej sprawie orzeczeń sądowych, nie oznacza, że śledztwo zostanie zakończone.

"To nie sąd, a prokurator decyduje o prowadzeniu postępowania przygotowawczego i przedstawieniu zarzutów. Wszelkie twierdzenia podejrzanego Romana G. o rzekomych naruszeniach obowiązującej procedury karnej czy pozamerytorycznym charakterze decyzji procesowych podejmowanych wobec niego nie mają odzwierciedlenia w zgromadzonym materiale dowodowym czynnościach podejmowanych w tej sprawie" - wskazuje PK.

Jej zdaniem „pozew" Romana G., nie ma podstaw prawnych i jest nieudolną próbą wywarcia nacisku na prokuratora i wprowadzenia w błąd opinii publicznej.

W ocenie PK, wszystkie działania prokuratury w sprawie, w której podejrzany Roman Giertych usłyszał zarzuty, są legalne i wynikają z gromadzonych materiałów dowodowych, które  wskazują, że "śledztwo zakończy się sądowym procesem."

PK przypomina też, że prokurator działający w granicach prawa nie ponosi za swoje decyzje odpowiedzialności odszkodowawczej. Zaznacza, że wszyscy są równi wobec prawa, zatem  status, majątek, pozycja zawodowa i społeczna oraz działalność polityczna i medialna osoby, której przedstawiono zarzuty, nie mają dla prokuratury żadnego znaczenia.

"Wbrew temu, co twierdzi Roman G., pozostaje on osobą podejrzaną o popełnienie poważnych przestępstw kryminalno-gospodarczych o łącznej kwocie strat ponad 70 mln zł, za co grozi mu kara nawet 10 lat pozbawienia wolności" - czytamy w oświadczeniu PK.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA