fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Diagnostyka i terapie

Jak ustrzec się infekcji intymnych w sezonie wakacyjnym?

AdobeStock
Wysokie temperatury, romansowa atmosfera, kąpiele w basenach – to wszystko sprawia, że okres urlopowy dla niejednej kobiety oznacza infekcje – mówi ginekolog, dr n. med. Marcin Mika z krakowskiego Centrum Medycznego Superior.

Co roku to samo: wakacyjne infekcje dróg rodnych. Dlaczego?

Nie wakacyjne, a „urlopowe". Od kiedy coraz więcej pań wyjeżdża zimą do ciepłych krajów, sezon na tego typu infekcje mamy w zasadzie przez cały rok. Jeśli chodzi o ich przyczyny, to bez względu na wybraną destynację, są te same: pływanie w ciepłych, stojących zbiornikach wodnych, takich jak baseny i małe jeziorka, kąpiele w jacuzzi. Patogeny uwielbiają takie środowisko. Mnóstwo jest ich też na obrzeżach takich zbiorników, gdzie panie siadają, by się wysuszyć i poopalać. Szczególnie trudne dla nas do wyleczenia są bakterie przywiezione z egzotycznych krajów. Nasze laboratoria miewają problemy z oznaczeniem ich lekowrażliwości, co wpływa na proces leczenia, który może ciągnąć się miesiącami. Takie patogeny przywiezione z Egiptu, Tunezji czy Dominikany kolonizują mikrobiotę pochwy i są wyzwaniem dla ginekologów.

Kontakt z wodą z wysokim stężeniem patogenów nie wyczerpuje jednak tematu. Same też możemy ściągnąć na siebie taki problem.

Owszem. Wystarczy, że po wyjściu z wody nie zmieni pani kostiumu kąpielowego na suchy albo wytrze się brudnym ręcznikiem podniesionym z leżaka czy z piasku. W ten sposób może pani złapać nie tylko infekcję bakteryjną, ale i grzybiczą. Bo grzyby, jak bakterie, lubią wilgoć i ciepło. Przeniesione w okolice dróg rodnych tylko czekają na odpowiedni moment, by zacząć się rozwijać.

Odpowiedni moment? Czyli osłabienie naszej immunologii?

Dokładnie. I tu przechodzimy do trzeciej, najczęstszej „urlopowej" infekcji czyli zapalenie dróg moczowych. Kiedy chodzi się w mokrym kostiumie czy siada na chłodnych powierzchniach, dochodzi do wychłodzenia okolicy miednicy mniejszej. Znajdujące się w niej organy, w tym jajniki, macica, narządy układu moczowego, funkcjonują prawidłowo do czasu, w którym utrzymywana jest (w nim) homeostaza, czyli właściwe proporcje korzystnych dla nas bakterii i patogenów. Zmiana warunków sprawia, że może dojść do jej zaburzenia, a w efekcie lepszych warunków do rozwoju tych niechcianych drobnoustrojów. Dochodzi do zapoczątkowania infekcji, która może się rozwinąć w infekcję dróg moczowych lub rodnych – czyli okolic sromu, pochwy i jajników.

Pojawia się ból, pieczenie. Co robić?

Na początek obserwować. Często objawy same ustępują po miesiączce. Albo nawet wcześniej. Oznacza to, że organizm sam je zwalczył. Jeśli jednak dolegliwości narastają, warto zgłosić się do lekarza, raczej unikać leczenia na własną rękę.

Dlaczego?

Po pierwsze dlatego, że nie wie pani, z powodu jakiego rodzaju infekcji pani cierpi. Czy jest to infekcja mieszana, bakteryjno-grzybicza, bakteryjna, grzybicza, a może zmiany w okolicach dróg rodnych to efekt działania wirusa.

Pacjentki, lecząc się na własną rękę, utrudniają nam postawienie diagnozy. Substancje te zmieniają bowiem pH pochwy, więc samo badanie kliniczne często nie wystarcza, by z pewnością określić przyczyny. Wówczas opieramy się na wynikach badań mikrobiologicznych, na które trzeba jednak czekać około tygodnia. W międzyczasie skazani jesteśmy na leczenie lekami empirycznymi, czyli na podstawie objawów, licząc na to, że uda się w ten sposób tę infekcję wyleczyć.

Poza tym dostępne bez recepty preparaty to w dużej części suplementy, które mają działać jako blokery i nie dopuszczać do rozwoju infekcji. Kiedy jednak już do niej dojdzie, nie wyleczą jej. Bez zastosowania odpowiedniego kremu czy czopków przepisanych przez lekarza kobiety nie pozbędą się problemu.

Jeśli jednak jestem w podróży, muszę jakoś móc sobie z tym poradzić.

Najlepiej, aby przed wyjazdem, zwłaszcza na drugi koniec świata lub w miejsce, w którym jest utrudniony dostęp do lekarza, odwiedzić swojego ginekologa. Znając skłonność pacjentki do takich, a nie innych infekcji, wiedząc, z jakimi zagrożeniami może mieć kontakt na urlopie, doradzi odpowiednie leki i środki prewencyjne.

Jeśli taka wizyta nie miała miejsca, pozostaje kontakt telefoniczny. Na podstawie karty pacjentki i opisanych przez nią objawów może ustalić prawdopodobną przyczynę choroby i doradzić, jak jej się pozbyć.

Wspomniał pan o prewencji. Jak mogę zminimalizować ryzyko infekcji. Co mogę zrobić, oprócz wysuszenia się czystym ręcznikiem i przebrania w suchy kostium po pływaniu?

Moim pacjentkom ze skłonnościami do tzw. infekcji basenowych polecam używanie żeli probiotycznych, które zakwaszają okolice intymne, zwiększając ich ochronę przed patogenami. Wystarczy nałożyć niewielką ilość w okolicę warg sromowych i ujścia pochwy tuż przed wejściem do wody.

Ale uwaga, nie w każdym przypadku jest to dobre rozwiązanie. U pań cierpiących na atopowe zapalenie skóry, alergie, szczególnie wrażliwych takie preparaty mogą wywoływać podrażnienia, a przez to ułatwiać infekcje.

Alternatywą jest zakładanie tamponów, które fizycznie blokują kontakt z wodą?

Są nawet tampony probiotyczne, nasączone kwasem mlekowym, które mogą pomóc. Można je wkładać na czas pływania, ale trzeba pamiętać, by zaraz po kąpieli się ich pozbyć. Pozostawione w pochwie na dłużej mogą powodować namnażanie bakterii i tym samym wywoływać stany zapalne.

Poza tym tampony mają też swoich przeciwników. Jest grupa lekarzy, którzy argumentują, że faktycznie, tampon stanowi blokadę dla wnikania patogenów. Ale, i to też jest słuszna uwaga, zakładając je, kobiety podrażniają ścianę pochwy i wycierają zabezpieczający ją biofilm, co może skutkować kolonizacją tych miejsc przez złe bakterie.

Tak jak mówiłem, osobiście jestem większym zwolennikiem żeli-blokerów. A paniom ze skłonnością do podrażnień polecam preparaty łagodniejsze, odbudowujące florę bakteryjną.

Tampony nie są również dla dziewczynek i młodych kobiet, które jeszcze nie współżyją.

Ale one też dużo rzadziej cierpią z powodu infekcji. To dlatego, że mają mniejsze stężenie hormonów, ich flora bakteryjna jest mniej podatna na zakażenia. Chroni je również błona dziewicza. Ponieważ nie współżyją, ściany pochwy nie są podrażniane. A, z czego wiele kobiet nie zdaje sobie sprawy, jest mała grupa kobiet, które po każdym stosunku odczuwają dyskomfort czy mają objawy infekcji pęcherza moczowego.

A czy stosując specjalne środki do codziennej higieny intymnej, mogę zminimalizować ryzyko wakacyjnych zakażeń?

Pomogą te, które są badane na naszej populacji, czyli w kontakcie z mikrobiotą pochwy, która występuje u kobiet żyjących w naszej szerokości geograficznej. Preparaty, które z powodzeniem są stosowane przez Azjatki czy mieszkanki Stanów czy Kanady, mogą się u nas nie sprawdzić.

Nie należy również przesadzać z tą higieną. Podmywając się takimi środkami dwa razy dziennie, nie tylko na zewnątrz, ale też głęboko, panie naruszają równowagę bakteryjną, co jak już mówiłem, zwiększa prawdopodobieństwo infekcji.

Golenie okolic intymnych może pomóc utrzymać okolice intymne w czystości, a  przez to ograniczyć dotkliwe dolegliwości?

Tu znów, jak w przypadku tamponów, nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Z pewnością jednak korzystanie z jednej maszynki przez dłuższy czas, zwłaszcza takiej trzymanej w okolicy prysznica, gdzie są idealne warunki dla bakterii, golenie tym samym ostrzem nóg i okolic bikini, nie jest dobrym pomysłem. Lepszym rozwiązaniem może być laser.

Wakacje to czas, w którym chcemy wyglądać jak najbardziej atrakcyjnie. Część pań sięga po seksowną bieliznę z tworzyw sztucznych, część koryguje swoje kształty za pomocą majtek obciskających.

Nie jest żadnym odkryciem, że wszelkie syntetyki sprzyjają infekcjom okolic dróg rodnych. Brak odpowiedniej wentylacji, podwyższona temperatura, pocenie się, obtarcia to prosty przepis na kłopoty. Polecam bieliznę bawełnianą.

Oprócz bakterii i grzybów infekcje wywołują też wirusy i pierwotniaki. I w ten sposób przechodzimy do chorób wenerycznych, które, jak pokazują statystyki, nadal stanowią problem.?Nie tylko u młodych osób. To problem, o którym warto mówić. Moim młodym pacjentkom wydaje się, że kiła to schorzenie arystokratów żyjących w XVIII w. Tymczasem dziś możemy mówić o jej powrocie. Przed większością chorób wenerycznych chroni nas prezerwatywa. Ale nie zawsze. HPV, czyli wirusa brodawczaka ludzkiego, można przekazać nawet podczas kontaktów zewnętrznych narządów płciowych. Do zakażeń często dochodzi u ludzi, którzy dopiero zaczynają kontakty seksualne i nie mają takiej świadomości. To bardzo powszechny wirus. Jego nosicielem jest 75 proc. społeczeństwa. W wielu przypadkach choroba ogranicza się do pojawienia się charakterystycznych brodawek na narządach płciowych. Ale niektóre rodzaje HPV mają cechy onkogenne, czyli krótko mówiąc, nieleczone mogą prowadzić do raka.

Przed tym ryzykiem uchroni nas szczepionka.

Owszem, ale w Polsce szczepienie na HPV nie jest obowiązkowe, a jedynie zalecane. Dlatego mamy niski procent zaszczepionych kobiet.

Infekcje intymne kojarzą się głównie z kobietami. Panowie nie cierpią z powodu tych urlopowych dolegliwości?

Sporadycznie, dzięki różnicom w budowie anatomicznej. Bakterie czy grzyby, które najczęściej wywołują te schorzenia, lubią wilgoć i ciepło. U mężczyzn trudno o takie warunki. Choć zdarzają się grzybice prącia czy bakteryjne infekcje gruczołu krokowego. Dlatego zawsze pytam pacjentki, czy ich partner nie skarży się na jakieś objawy. Jeśli tak, żeby pozbyć się problemu, trzeba leczyć obydwoje partnerów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA