fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dane gospodarcze

Dwa scenariusze dla naszej gospodarki

Fotolia
Jeśli MFW poprawnie ocenia potencjał gospodarczy Polski, dogonimy Niemcy o niemal cztery dekady później, niż sugerują prognozy rządu.

W ostatnich tygodniach instytucje finansowe prześcigają się w podwyższaniu prognoz wzrostu polskiej gospodarki. Zrobił to także Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Tyle że zrewidował w górę jedynie swoje oczekiwania na bieżący rok, i to nieznacznie. Prognozy na kolejnych kilka lat obniżył. Obecnie uważa, że od 2019 r. tempo wzrostu PKB Polski spadnie poniżej 3 proc., a w 2022 r. wyniesie już tylko 2,7 proc. Dla porównania, rok temu waszyngtońska instytucja przewidywała, że polska gospodarka ustabilizuje się na poziomie 3,5 proc. rocznie.

Zupełnie inaczej perspektywy wzrostu naszej gospodarki ocenia Ministerstwo Finansów. W sporządzonym niedawno wieloletnim planie finansowym państwa (WPFP) na lata 2017–2020 resort założył, że w tym okresie wzrost PKB będzie bliski 4 proc. Od kwietnia 2016 r. zrewidował swoje oczekiwania w dół, ale tylko minimalnie.

Demograficzna kotwica

Gdyby tempo rozwoju polskiej gospodarki ustabilizowało się na poziomie 2,7 proc. rocznie, a gospodarki Niemiec – jak zakłada MFW – na poziomie 1,2 proc., to pod względem PKB per capita dogonilibyśmy naszych zachodnich sąsiadów około 2100 r. Gdyby jednak Polska była w stanie utrzymać tempo rozwoju rzędu 3,9 proc. rocznie, to nadrobiłaby zaległości wobec Niemiec o blisko 40 lat wcześniej. Z prognoz MFW i MF – choć różnice między nimi są pozornie niewielkie – wyłaniają się dwa odmienne scenariusze.

– Podejrzewam, że to założenia dotyczące zachowań na rynku pracy oraz dynamiki inwestycji są najistotniejszymi czynnikami, które mogły przesądzić, że prognoza MFW jest tak pesymistyczna. Prawdopodobnie MFW nie bierze pod uwagę skuteczności rządu w zachęcaniu do dobrowolnego wydłużania czasu przebywania na rynku pracy osób, które mogłyby uzyskać prawo do emerytury – mówi Leszek Skiba, wiceminister finansów.

Resort finansów zakłada, że mimo obniżki wieku emerytalnego, która wejdzie w życie jesienią, liczba pracujących w gospodarce nadal będzie rosła. – Potencjał naszej gospodarki będzie ograniczany przez kurczącą się ze względów demograficznych podaż pracy – ripostuje Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – Działania rządu, takie jak obniżenie wieku emerytalnego, tylko przyspieszają ten proces. – dodaje.

Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK, zwraca jednak uwagę, że w Polsce wciąż jest przestrzeń do zwiększania aktywności zawodowej, co może neutralizować skutki starzenia się ludności dla podaży pracy. Nadal możliwy jest też przepływ pracowników z rolnictwa do wydajniejszych sektorów gospodarki. – Czy te zasoby zostaną wykorzystane, to osobne pytanie – zastrzega.

Nadzieja w wydajności

W odpowiedzi na nasze pytania MFW potwierdził, że rewizja prognoz wzrostu polskiego PKB miała związek z obniżeniem wieku emerytalnego. Dotyczy to jednak tylko ich obniżki między październikiem ub.r. a kwietniem br., a nie tej większej, której MFW dokonał między kwietniem ub.r. a październikiem.

Wiktor Krzyżanowski z biura prasowego MFW tłumaczy, że na ocenę perspektyw polskiej gospodarki wpłynęły także m.in. założenia dotyczące wzrostu produktywności. – Ostatnio trend jest taki, że produktywność w Polsce hamuje. I nie jest to kwestia ubiegłorocznego tąpnięcia inwestycji. Wcześniej one rosły, a produktywność hamowała – przyznaje Piotr Bielski, ekonomista z BZ WBK. Wzrostowi produktywności, na co zwrócił niedawno uwagę NBP, nie sprzyja m.in. wyczerpywanie się zasobów pracy. Nieaktywni zawodowo pozostają bowiem głównie ci, którym brakuje umiejętności poszukiwanych przez pracodawców.

– Szybkie wdrożenie strategii odpowiedzialnego rozwoju mogłoby podbić produktywność i wpłynąć na wzrost inwestycji. Ten wpływ nie został uwzględniony w obecnej prognozie – powiedział w tym kontekście Krzyżanowski.

Ekonomiści dostrzegają także inne powody, aby powątpiewać w prognozy MFW. – Fundusz zakłada, że dynamika PKB będzie malała w każdym roku. Z uwagi na przesunięcia w czasie realizacji dużych inwestycji taka ścieżka wzrostu jest mało prawdopodobna – wskazuje Jarosław Janecki, główny ekonomista Société Générale w Polsce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA