– Mamy przed sobą niebezpieczną perspektywę zamienienia naszego kraju w taką euroazjatycką „strefę plemion” – przestrzegał przed tym były wpływowy doradca prezydenta Władisław Surkow.
Zarówno on, jak i większość cywilnych polityków sprzeciwia się obecnie zalegalizowaniu prywatnych firm wojskowych, takich jak Grupa Wagnera. Formalnie rosyjskie prawo nie zezwala na ich tworzenie, a samo najemnictwo jest karalne. Ale wojskowi są innego zdania, również ci zajmujący się polityką.
Po buncie Grupy Wagnera: Jaka przyszłość czeka prywatne firmy wojskowe w Rosji
– Nie należy zakazywać działalności Wagnera, nie ma za co. Jego żołnierze po prostu wykonywali rozkazy, nic nagannego nie zrobili. A w dodatku to najbardziej zdatna do walki jednostka w Rosji – przekonywał były główny politruk rosyjskiej armii, a obecnie deputowany, gen. Andriej Kartapołow.
Czytaj więcej
- Dopóki Jewgienij Prigożyn będzie potrzebny, nie zostanie ścięty. Przyjdzie moment, że będzie niepotrzebny, bo wszystkie problemy z wagnerowcami s...
Przekonanie o tym, że najemnicy Wagnera są najlepszą jednostką w Rosji i na froncie wojny z Ukrainą zdominowało całą dyskusję. – Prywatne firmy wojskowe tworzone były do udziału w proxy wojnach (gdy państwa nie chcą oficjalnie występować – red.). Po co nam one dzisiaj, gdy otwarcie bierzemy udział w bitwie o Ukrainę? To nie proxy wojna – przekonywał Surkow.
Jednak decyzja o nielegalizowaniu takich firm najemników jest dla m.in. rosyjskiej armii bardzo trudna. Nikt dokładnie nie wie, ile ich bierze udział w wojnie z Ukrainą. Rosyjskie Ministerstwo Obrony wydało rozkaz, by wszyscy najemnicy do 1 lipca podpisali kontrakty bezpośrednio z nim, legalizując ich w ten sposób, ale i odbierając władzę nad prywatnymi armiami dotychczasowym właścicielom.
Czytaj więcej
Dwa samoloty powiązane z założycielem Grupy Wagnera, Jewgienijem Prigożynem, wylądowały we wtorek rano w białoruskiej bazie lotniczej poza stolicą...
Ten rozkaz stał się bezpośrednią przyczyną wybuchu puczu Prigożyna. Ale poza Wagnerem (który nie chciał się podporządkować ministerstwu) co najmniej kilkanaście (jeśli nie kilkadziesiąt) firm zgodziło się, by ich najemnicy podpisali kontrakty bezpośrednio z resortem.
Najemnicy w Rosji: Wagnerowcy, Kadyrowcy, Rusicz
Ministerstwo nie publikuje danych na ich temat. Wiadomo jednak, że podporządkowało sobie prywatną armię wodza Czeczenii Ramzana Kadyrowa. Chodzi głównie o tzw. oddziały specjalne Ahmat, które znajdują się teraz na froncie lub w jego pobliżu.
Poza Czeczenami do „prywatnych firm wojskowych” zaliczono różne „bataliony ochotników”, które niewiele się od nich różniły (bo miały prywatnych sponsorów), np. Rusicz sformowany przez rosyjskich neofaszystów, czy tworzony właśnie oddział kiboli piłkarskich. Zaciągają się do niego fani prawie wszystkich klubów, z wyjątkiem moskiewskiego CSKA (który jest klubem wojskowym) i Tereka Grozny. W tym ostatnim nie ma po prostu klubu kibica (na bazie takich klubów formowane są poszczególne jednostki), jego kibole zaś i tak trafili wcześniej do wojska.
Nie wiadomo, czy ministerstwu podporządkowały się potężne rosyjskie koncerny, jak Gazprom i Rosnieft. Ten pierwszy ma prawdopodobnie trzy własne oddziały na froncie, o drugim brak jest jasnych informacji.
Rosyjscy eksperci są przekonani, że wszystkie koncerny werbują najemników do własnych oddziałów. Pod pozorem np. ochrony złóż (jak Gazprom czy Rosnieft) tworzą prywatne armie na wypadek załamania się obecnego reżimu w Rosji. Podobnie poszczególni gubernatorowie, którzy tworzą oddziały obrony terytorialnej na podległych sobie terenach. Dotychczas jednak ministerstwo sprzeciwiało się wydawaniu im broni.
Ilu najemników liczą rosyjskie prywatne oddziały
Niejasny jest status „imiennych batalionów” formowanych jeszcze w zeszłym roku przez poszczególne gubernie czy republiki Federacji Rosyjskiej (a nawet miasta, jak Petersburg). Formalnie są podporządkowane armii, ale zaopatrywane są przez miejscowe władze, co uzależnia je politycznie od poszczególnych gubernatorów.
Czytaj więcej
Rosyjski minister obrony nie wykazał się sukcesami. I trudno się dziwić, nie jest wojskowym.
Cała ta pstra zbieranina nie odegrała jednak żadnej roli w puczu Prigożyna prawdopodobnie dlatego, że są jeszcze w początkowym stadium formowania. Choć ukraińscy żołnierze brali już do niewoli byłych stróżów pracujących w Gazpromie, których wysłano w oddziale koncernu na wojnę.
Nikt jednak nie wie, jakiej liczebności są te oddziały (prawdopodobnie od kilkudziesięciu do kilkuset osób) i czy w ogóle stanowią jakąś realną siłę na froncie.