Sandro Gozi, kandydat na przewodniczącego Komisji Europejskiej: Bez reform Unię Europejską zjedzą Chiny i USA

– To ostatnia chwila, aby UE zasiadła za stołem wielkich tego świata – uważa Sandro Gozi, kandydat liberałów na szefa KE.

Publikacja: 20.05.2024 04:30

Sandro Gozi, eurodeputowany i kandydat na przewodniczącego Komisji Europejskiej liberałów z klubu Od

Sandro Gozi, eurodeputowany i kandydat na przewodniczącego Komisji Europejskiej liberałów z klubu Odnowić Europę.

Foto: European Union 2024 - Source : EP/ Fred MARVAUX

Władimir Putin coraz bardziej zagraża Europie. Za parę miesięcy Donald Trump może wrócić do Białego Domu i odciąć się od naszego kontynentu, od NATO. A i w samej Wspólnocie narasta fala nacjonalistycznego populizmu. Emmanuel Macron stawia sprawę jasno: Unia jest śmiertelna, może tego wszystkiego nie przetrwać.

Weszliśmy w okres polityki siły. Kto jej nie ma, ten nie istnieje. Albo Unia stanie się potęgą polityczną, wojskową finansową czy przemysłową i obok Stanów Zjednoczonych, Chin i Rosji będzie miała swoje miejsce za stołem, gdzie są podejmowane decyzje, albo wejdziemy w skład menu dla Putina, Xi i innych.

Tyle że wiele krajów, w szczególności tych mniejszych, nie chce słyszeć nawet o minimalnej reformie, jaką byłoby ograniczenie prawa weta przy podejmowaniu przez Radę UE decyzji w polityce obronnej i zagranicznej.

Nie ma czasu do stracenia. To nie my decydujemy o tempie, w jakim się zmienia świat. Jeśli nie podejmiemy działań natychmiast, inni pójdą do przodu. Dlatego jeśli nie da się przeprowadzić koniecznych zmian w gronie wszystkich krajów Unii, musi tego dokonać grupa tych państw, które są na to zdecydowane. Tyle że to będzie reforma podwójna. Przejęciu większych kompetencji przez Brukselę musi towarzyszyć demokratyzacja procesu podejmowania decyzji w europejskiej centrali.

Od zawarcia traktatu lizbońskiego w 2007 roku przywódcy Unii nie chcieli otwierać europejskich traktatów. Obawiali się, że proces ten wymknie się spod kontroli, bo każda ze stolic będzie forsowała swoje postulaty. Dziś to jeszcze bardziej ryzykowne, skoro nawet w takich krajach założycielskich Wspólnoty, jak Włochy czy Holandia, rządzi skrajna prawica.

Otwarcie traktatów jest niezbędne, bo zmiana, jakiej potrzebuje Unia, jest zbyt głęboka, aby można ją było przeprowadzić w ramach istniejącego prawa. Wystarczy, aby na otwarcie traktatów zdecydowało się 14 spośród 27 przywódców Unii, z czym nie będzie problemów. Gdyby zaś któreś państwo zawetowało uzgodniony pakiet reform, można zawrzeć umowę międzynarodową, pomijając je, działając poza UE. Tak zrobiono w 2012 r. z paktem fiskalnym, którego nie akceptowały Czechy i Wielka Brytania. Największe osiągnięcia integracji, jak euro czy strefa Schengen, były możliwe dzięki budowie Europy wielu prędkości: dopiero kiedy okazało się, że dana inicjatywa w gronie kilku państw jest sukcesem, przyłączyli się do niej inni.

Czytaj więcej

Koalicyjny gabinet w Holandii. To będzie rząd skrajnej prawicy

Jakie reformy są niezbędne?

Gdy idzie o weto w Radzie UE, powinno ono zostać ograniczone tylko do szczególnych przypadków, jak decyzja o przyjęciu do Wspólnoty nowego państwa. Trudności, jakie już trzeci rok z rzędu mamy w uzgodnieniu kolejnych pakietów sankcji na Rosję, pokazują, że otrzymanie obecnego systemu prowadzi do paraliżu. Ale potrzebujemy też innych zmian. Jedną z nich jest zasadnicze wzmocnienie kompetencji Parlamentu Europejskiego. Dziś Komisja Europejska ma monopol inicjatywy ustawodawczej. Takie prawo musi uzyskać i europarlament, tak aby się stał pełnoprawną władzą ustawodawczą Wspólnoty. Musi on także współdecydować na równych prawach z Radą UE o ustanowieniu nowego prawa we wszystkich dziedzinach. Ale Unia powinna też uzyskać własne, stałe dochody podatkowe, czy to z ceł pobieranych na granicach, czy praw do emisji CO2. W ten sposób jej budżet będzie się opierał na trwałych podstawach i przestanie być zależny od decyzji podejmowanych co kilka lat przez przywódców Unii. Wreszcie musimy wyciągnąć wnioski z niezwykłego sukcesu, jakim jest fundusz odbudowy po pandemii. Po raz pierwszy udało się go sfinansować dzięki uwspólnotowieniu długu, emisji gwarantowanych przez Brukselę obligacji. To jednak nie powinna być jednorazowa inicjatywa, ale stały model finansowania naszych działań.

Taki plan nie ma dziś poparcia ani większości państw Unii, ani większości eurodeputowanych. Załóżmy jednak, że po wyborach 9 czerwca to się zmieni. Jaki kalendarz działań przewiduje pan w takim przypadku?

Ze względu na wojnę, którą prowadzi w Ukrainie Putin, absolutnym priorytetem musi być budowa europejskiego potencjału obronnego. Unia nie ma innej opcji jak masowa produkcja amunicji i broni. Gdy zaś idzie o reformę ustrojową Wspólnoty, nadchodzący rok powinien być poświęcony na opracowanie jej koncepcji. I to w dwóch ośrodkach: z jednej strony w Parlamencie Europejskim, ale z udziałem nie tylko eurodeputowanych, lecz także przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego. A z drugiej w Radzie UE. Potem przyjdzie czas na decyzję.

We Francji, kluczowym kraju Unii, sondaże wskazują na spektakularne zwycięstwo Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Może ona liczyć na ponad 30 procent głosów, dwa razy więcej niż ugrupowanie Renaissance Emmanuela Macrona. A francuska skrajna prawica chce radykalnie ograniczyć kompetencje Brukseli, a nie je wzmocnić.

Nacjonalistyczny populizm jest problemem właściwie we wszystkich krajach Unii. Realnym niebezpieczeństwem jest utworzenie przez partie wrogie integracji mniejszości blokującej, która uniemożliwi rozwój Wspólnoty. Możemy jednak temu zapobiec. Wszystko zależy od postawy Europejskiej Partii Ludowej, chadeków. Zachowują się oni bardzo dwuznacznie, bo są podzieleni. Z jednej strony jest Donald Tusk, który chce budować koalicję centrową z socjaldemokratami i nami, liberałami. Z drugiej Manfred Weber, który zerka w kierunku skrajnej prawicy, choćby Giorgii Meloni i jej Fratelli d’Italia.

Czytaj więcej

Unia Europejska zamrozi wniosek akcesyjny Gruzji? Tbilisi przed wyborem między UE a Rosją

Weber nie bez racji wskazuje, że jeśli nie weźmie się pod uwagę obaw wyborców, na przykład w odniesieniu do imigracji, skrajna prawica zyska jeszcze więcej głosów.

To jest kwestia odpowiedniej informacji. Unia robi bardzo wiele we Francji, choćby ratując drobnych przedsiębiorców w czasie pandemii. Tyle że niewiele się o tym mówi. Do brexitu doszło przede wszystkim dlatego, że wyborcy chcieli odzyskać kontrolę nad granicami, ale także nad rynkami cyfrowymi, globalną finansjerą, zmianami klimatycznymi. Jednak doświadczenie Wielkiej Brytanii, gdzie dziś 60 procent osób uważa, iż wyjście z Unii było błędem, pokazuje, że do tego nie trzeba przywracać kontroli na granicach narodowych, zamykać się. Tą suwerenność trzeba odzyskać na poziomie całej Wspólnoty poprzez demokratyzację procedur podejmowania decyzji.

Pakt migracyjny, który bardzo utrudnia uzyskanie azylu w Europie, zawiera wiele idei forsowanych od lat przez skrajną prawicę.

To jest znaczący krok naprzód, który pozwoli nam odzyskać kontrolę nad procedurami azylowymi, ale także nad granicami zewnętrznymi Unii. Pakt pchnie kraje członkowskie do większej współpracy. Ale musimy pójść dalej. W szczególności należy teraz zająć się migracją ekonomiczną, która jest wielokrotnie większa. Do tego Unia musi nawiązać ściślejszą współpracę gospodarczą z krajami, z których przybywają imigranci.

Giorgia Meloni, premier Włoch, najwyraźniej uznała, że to nie wystarcza, i zawarła umowę o kierowaniu azylantów do Albanii, gdzie mają być rozpatrywane ich podania.

Ta umowa jest skandalem! Pakt migracyjny stanowi jasno, że decyzje o przyznaniu lub nie prawa do ochrony uchodźców muszą być podejmowane na terenie Unii. Komisja Europejska powstrzymuje się przed podnoszenia tej kwestii, bo Ursula von der Leyen potrzebuje wsparcia Rzymu, aby uzyskać kolejny mandat na czele europejskiej egzekutywy.

W całej Unii obawiano się dojścia do władzy Meloni. Jednak przez półtora roku nie doszło do dramatu. Może Manfred Weber i Ursula von der Leyen mają rację, nawiązując z włoską premier bliższą współpracę?

Parlament Europejski musi współdecydować na równych prawach z Radą UE o ustanowieniu nowego prawa we wszystkich dziedzinach

Sandro Gozi

Nie dajmy się zmylić! Meloni ustępuje tam, gdzie musi. Była wielką fanką Putina, pisała o tym w swojej książce. Jednak po rosyjskiej inwazji na Ukrainę nie chciała iść na otwartą konfrontację z Amerykę. Potrzebuje też 200 mld euro, jakie przeznaczono dla Włoch z funduszu odbudowy. Przed wyborami obiecywała blokadę morską, wstrzymanie imigracji. Ale za jej rządów liczba imigrantów jeszcze wzrosła. Przystąpiła więc do unijnego paktu migracyjnego. Ale tam, gdzie nie jest zależna od zagranicy, działa inaczej. Wystarczy wspomnieć zaostrzenie prawa do aborcji, ograniczenie wolności mediów. To są sygnały ewolucji w kierunku Orbána, tylko w trzecim najważniejszym kraju Unii.

Emmanuel Macron już w 2017 r. wystąpił z szeregiem rewolucyjnych pomysłów, jak desygnowany w wyborach powszechnych „prezydent Europy” (przewodniczący Rady Europejskiej), budżet strefy euro wart kilka punktów procentowych dochodu narodowego unii walutowej czy listy kandydatów do Parlamentu Europejskiego obejmujące wiele krajów. Nic z tego nie wyszło.

Jestem Włochem, a startuję z listy francuskiej. To jest pierwszy krok. Udało się w ostatnich latach osiągnąć wiele innych rzeczy, jak fundusz odbudowy. To jest długi proces. Macron jest jednym z nielicznych przywódców Unii, który potrafi nakreślić wieloletnią wizję rozwoju integracji.

Tyle że nie bardzo potrafi zreformować samą Francję. Pamiętamy, jakie ogromne protesty towarzyszyły przesunięciu o dwa lata wieku emerytalnego. A dziś prezydent stracił większość w Zgromadzeniu Narodowym i musi uciekać się do dekretów, aby choć trochę posuwać sprawy do przodu.

Francja ma ustrój prezydencki. To jest więc absolutnie demokratyczny sposób działania ujęty w artykule 49.3 konstytucji.

Budowa wspólnej polityki obronnej wymaga przede wszystkim uzgodnienia wspólnej polityki zagranicznej. Inaczej jak polska armia miałaby się podporządkować dowódcy niemieckiemu czy hiszpańskiemu?

Zgoda, nie jesteśmy na tym etapie. Teraz powinniśmy skoncentrować się na harmonizacji procedur, uzgodnieniu jednolitych standardów broni. Doprowadzić do interoperatybilności naszych sił zbrojnych. Musimy też zwiększyć produkcję uzbrojenia w Europie, a nie wszystko kupować w Ameryce.

Władimir Putin coraz bardziej zagraża Europie. Za parę miesięcy Donald Trump może wrócić do Białego Domu i odciąć się od naszego kontynentu, od NATO. A i w samej Wspólnocie narasta fala nacjonalistycznego populizmu. Emmanuel Macron stawia sprawę jasno: Unia jest śmiertelna, może tego wszystkiego nie przetrwać.

Weszliśmy w okres polityki siły. Kto jej nie ma, ten nie istnieje. Albo Unia stanie się potęgą polityczną, wojskową finansową czy przemysłową i obok Stanów Zjednoczonych, Chin i Rosji będzie miała swoje miejsce za stołem, gdzie są podejmowane decyzje, albo wejdziemy w skład menu dla Putina, Xi i innych.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Polityka
Francja: Zjednoczenie Narodowe ma "plan Matignon". "Pracujemy od miesięcy"
Polityka
Argentyna: Ustawa forsowana przez prezydenta przeszła jednym głosem. Ruszy prywatyzacja?
Polityka
Bundeswehra domaga się rekrutów. Do armii ma trafić 10 tys. młodych mężczyzn
Polityka
Belgia się nie rozpadnie. Wyniki wyborów inne niż wskazywały sondaże
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Polityka
Emmanuel Macron stawia Francuzów przed wyborem. "Albo ja albo chaos"
Polityka
Armenia nie chce już być sojusznikiem Rosji. Czy premier straci za to stanowisko?