Cannes 2024. Kontrowersyjni giganci Francis Ford Coppola i Yorgos Lanthimos

Francis Ford Coppola zastawił winnicę, by nakręcić „Megalopolis”, zaś Yorgos Lanthimos w „Kind of Kindness” zaryzykował sławą.

Publikacja: 20.05.2024 04:30

„Kind of Kindnes" Yorgosa Lanthimosa podzielił krytykę

„Kind of Kindnes" Yorgosa Lanthimosa podzielił krytykę

Foto: mat.pras.

Francis Ford Coppola jest w elitarnym, ośmioosobowym gronie artystów, którzy dwukrotnie wywozili z Lazurowego Wybrzeża Złote Palmy. Pierwszą dostał w 1974 r. za „Rozmowę”, drugą w 1979 r. za „Czas Apokalipsy”. Na „Megalopolis" Cannes czekało niecierpliwie.

– Studia filmowe są potwornie zadłużone. Ludzie, którzy tam pracują, bardziej zajmują się spłacaniem długów niż produkcją dobrych filmów. Z kolei nowe firmy, takie jak Amazon, Apple czy Microsoft, mają mnóstwo pieniędzy, więc wkrótce może się okazać, że te nasze dawne, stare wytwórnie, niektóre naprawdę wspaniałe, w przyszłości po prostu znikną – powiedział na konferencji prasowej Coppola.

Francis Ford Coppola Coppola w Cannes

Od 40 lat nie mógł znaleźć producenta, który wyłożyłby fundusze na jego wymarzony projekt. W końcu „Megalopolis” zrobił za własne pieniądze, uzyskane głównie ze sprzedaży swoich winnic. „Musiałem zapytać, jaki świat zostawiamy swoim dzieciom i wnukom? Zrobiłem ten film dla nich, dla wszystkich, którym tak bardzo potrzebna jest nadzieja” – mówił reżyser, który pojawił się z dużą ekipą, w jakiej byli m.in. Adam Driver, Shia LaBeouf czy Plaza.

Czytaj więcej

Cannes 2024: Francis Ford Coppola wraca na Croisette z „Megalopolis”

„Megalopolis” jest dystopią odwołującą się do starożytnego Rzymu: Coppola pokazuje upadek nowojorskiej metropolii jak upadek Cesarstwa Rzymskiego. Nawet postacie filmowe nazywają się jak Rzymianie. Główny bohater to Cezar Catalina, burmistrz Nowego Jorku – Franklin Cicero, właściciel banku - Hamilton Crassus III.

Opowiedzieć się tego filmu nie da, choć w scenariuszu jest historia romansu Cezara z zakochaną w nim po uszy córką burmistrza. Ale nastrój tworzą dziesiątki innych postaci, a przede wszystkim katastrofa pochłaniająca miasto pogrążone w nieustającej zabawie, pełne korupcji i sprzecznych interesów. Jest też na końcu filmu Coppoli nadzieja, z którą chce on jednak – po dwuipółgodzinnym bombardowaniu horrorem – widzów zostawić.

Coppola potrafi robić filmy i obrazy „Megalopolis” wciągają. Jednocześnie ten film nuży i przy całej swojej wizualnej wspaniałości rozczarowuje. Wydaje się zbyt hochsztaplerski, jak na fantastycznego twórcę „Czasu Apokalipsy” czy „Ojca chrzestnego”. Nie bardzo dziwi, że trudno jest Coppoli znaleźć dystrybutora. Na razie „Megalopolis” zostało zakupione jedynie do Francji. Inni. Nie jestem pewna, czy Coppola odzyska swoje winnice. On sam zachowuje całkowity spokój: „Mam z czego żyć – zapewnia. – Moje dzieci również. A w wieku 85 lat nie muszę martwić się o przyszłość” – śmieje się. Po prostu spełnił swoje marzenie.

„Kinds of Kindness”. Yorgos Lanthimos, Emma Stone i Willemem Dafoe znów razem

Po sukcesach weneckich i oscarowych Yorgos Lanthimos przyjechał do Cannes z ulubionymi aktorami: Emmą Stone i Willemem Dafoe

„Kinds of Kindness” („Rodzaje życzliwości”) jest czwartym tytułem, który Yorgos Lanthimos prezentuje na festiwalu. Po raz pierwszy pojawił się w 2009 r. z „Dogtooth” – zdobył wtedy nagrodę jury w sekcji Un Certain Regard. Sześć lat później jego „Lobster” został zakwalifikowany do konkursu głównego i również wyjechał z Nagrodą Jury. W 2017 roku Lanthimos zdobył nagrodę za najlepszy scenariusz, za film „Zabicie świętego jelenia”. W ubiegłym roku grecki reżyser zdradził Cannes dla Wenecji, gdzie za „Biedne istoty” odebrał najwyższy laur – Złotego Lwa. Potem jego film zgarnął worek innych wyróżnień i cztery Oscary.

„Kind of Kindness” Lanthimos nakręcił niemal z tą samą ekipą co „Biedne istoty”. To trzy różne opowieści. W każdej grają ci sami aktorzy z Emmą Stone, Willemem Dafoe i Jessem Plemonsem na czele. Najciekawsza jest pierwsza etiuda – rodzaj satyry na współczesny świat korporacyjny. Opowieść o facecie, o którego życiu – w sprawach wielkich i najdrobniejszych – decyduje jego szef. To on mówi mu, co ma jeść (mężczyzna nie może być wychudzony), jak się ubrać, jak się zachowywać. To on zabrania mu mieć dzieci, a wreszcie każe spowodować wypadek, w którym ma zginąć inny kierowca. Lanthimos portretuje świat, który wyzuwa ludzi z osobowości, zabiera im własną wolę i życie. Niestety, potem jest dużo gorzej. W drugiej etiudzie do mężczyzny wraca nagle żona, która została uznana za zaginioną, on zaś obsesyjnie nie wierzy, że osoba, która stanęła w drzwiach ich domu, naprawdę jest jego żoną. W trzeciej opowieści bohaterka podąża za perwersyjnym przywódcą kultu, by szukać kobiety mogącej wskrzesić zmarłych.

Lanthimos obserwuje te sfery życia, w których człowiek oddaje władzę nad sobą komuś innemu. W korporacji, małżeństwie, wierze. Jednak dwa ostatnie akty, pełne seksu, okrucieństwa i surrealizmu, nie przekonują. Nie mają dyscypliny, grzeszą intelektualnym hochsztaplerstwem, wydają się maksymalnie absurdalne.

Czytaj więcej

Cannes 2024: Yorgos Lanthimos z surrealistycznymi „Rodzajami życzliwości”

– To nie nasz film jest absurdalny – bronił się na konferencji prasowej Yorgos Lanthimos. – To świat jest pełen absurdów. Nie widzicie co się z nim stało?

Krytycy są w ocenach „Kind of Kindness” podzieleni. Jedni się zachwycają, innych film rozczarowuje. Należę do tych drugich. Wiele osób jest też w rozmowie o nowym dziele Lanthimosa bezradnych. Na konferencji prasowej mniej było pytań o ideę filmu, więcej o sposób jego realizacji i pracę z aktorami, zwłaszcza przy drażliwych scenach. Pytano o skrajne okrucieństwo kilku scen, nagość, mocną erotykę.

Feministka Emma Stone

– Z Yorgosem zastanawiamy się, jak bohaterka ma wyglądać, chodzić, okazywać swoją kobiecość. Ja potem dodaję jej „wnętrze” – potwierdziła Emma Stone, a wyczuwając pytania o wizerunek kobiety w filmie, dodała: – Jestem feministką i bardzo lubię pracować z Yorgosem.

Ciekawe, jak przyjmie „Kind of Kindness” jury. Kino w takim wydaniu wydaje się dość obce Grecie Gerwig, która wyszła ze skromnego, intelektualnego, nowojorskiego mumblecore, a dziś porywa tłumy dość prostą w swojej filozofii „Barbie”.

Francis Ford Coppola jest w elitarnym, ośmioosobowym gronie artystów, którzy dwukrotnie wywozili z Lazurowego Wybrzeża Złote Palmy. Pierwszą dostał w 1974 r. za „Rozmowę”, drugą w 1979 r. za „Czas Apokalipsy”. Na „Megalopolis" Cannes czekało niecierpliwie.

– Studia filmowe są potwornie zadłużone. Ludzie, którzy tam pracują, bardziej zajmują się spłacaniem długów niż produkcją dobrych filmów. Z kolei nowe firmy, takie jak Amazon, Apple czy Microsoft, mają mnóstwo pieniędzy, więc wkrótce może się okazać, że te nasze dawne, stare wytwórnie, niektóre naprawdę wspaniałe, w przyszłości po prostu znikną – powiedział na konferencji prasowej Coppola.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Film
Grzegorz Łoszewski nowym prezesem SFP
Film
Zmarł Andrzej Mularczyk, scenarzysta "Samych swoich" i serialu "Dom"
Film
Rekomendacje filmowe: Kino zamiast meczu piłkarskiego?
Film
Nie żyje Donald Sutherland. Legendarny aktor miał 88 lat
Akcje Specjalne
Firmy chcą działać w sposób zrównoważony
Film
Robert De Niro w filmie o osobach autystycznych. Każdy twórca ma je w rodzinie
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży