Co prezydent Karol Nawrocki powinien zrobić z ustawą budżetową?
To nie ma praktycznego znaczenia, dlatego że ustawa budżetowa, nawet gdyby prezydent jej nie podpisał, wchodzi w życie. Co najwyżej byłby to gest symboliczny. Patrząc na wypowiedzi prezydenta, to jakoś nie nasunęła mi się myśl, żeby był orędownikiem dyscypliny budżetowej, co by oznaczało mniejsze wydatki i dzięki temu mniejszy deficyt.
Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański ostrzega przed konsekwencjami ewentualnego skierowania ustawy budżetowej do Trybunału Konstytucyjnego i mówi, że taki ruch ze strony prezydenta oznaczałby nie tylko wstrzymanie podwyżek dla sfery budżetowej, ale także dodatkowych środków przeznaczonych na ABW oraz Agencję Wywiadu.
To by oznaczało, że obowiązuje poprzedni budżet, czy jakaś jego kontynuacja. Poprzedni budżet ma również ogromne wydatki i ogromny deficyt. Byłbym bardziej rad, gdyby minister finansów zwracał uwagę na problemy finansów publicznych w Polsce.
Czytaj więcej
Deficyt w budżecie za rok 2025 był o kilkanaście miliardów złotych niższy, niż planowano – powied...
Ustawa budżetowa na ten rok zakłada, że wydatki państwa wyniosą 918,9 mld zł, a deficyt budżetowy ukształtuje się na poziomie nie wyższym niż 271,7 mld zł. Dochody budżetu państwa zaplanowano na 647,2 mld zł. Relacja państwowego długu publicznego do PKB ukształtuje się na poziomie 53,8 proc., pozostając poniżej progu ostrożnościowego 55 proc. określonego w ustawie o finansach publicznych. Wydatki na obronę narodową przekroczą 200 mld zł, co odpowiada 4,81 proc. PKB.
Liczby niewiele mówią, bo trzeba zobaczyć, jak to się ma procentowo i na tle innych krajów. Mamy największy deficyt budżetowy w Europie. W granicach 7 proc. PKB. To jest ogromna suma. Dla porównania Czechy mają 2,1 proc. Można być krajem postsocjalistycznym i zdecydowanie bardziej zdyscyplinowanym pod względem wydatków.
Dlaczego Czechom się udaje, a Polsce nie?
Za mało osób zaangażowanych w kształtowanie opinii publicznej zwraca uwagę na problemy ogromnego deficytu i rosnącego długu. Kontynuacja tego kursu, który zaczął się kilkanaście lat temu, jeszcze za rządów PiS, trwa za rządów obecnej koalicji. Taka polityka nie może doprowadzić do happy endu, tylko zderzenia ze ścianą. A jaki jest najlepszy tego miernik? Ile płaci się z roku na rok za koszty obsługi długu? A te koszty rosną i będą rosły wskutek utrzymywania nadmiernych wydatków i deficytu. Więc jak to się może zakończyć? Bez ograniczania wydatków Polskę czeka zderzenie się ze ścianą. A to oznaczałoby ogłoszenie niewypłacalności.