Dbałość o lokalne relacje też daje korzyści

Zaangażowanie w społeczną odpowiedzialność biznesu to nie reprezentacja, więc związane z nim wydatki co do zasady mogą być kosztem podatkowym.

Publikacja: 14.10.2022 07:59

Dbałość o lokalne relacje też daje korzyści

Foto: Adobe Stock

W czwartek Naczelny Sąd Administracyjny przesądził bardzo ważną kwestię dla przedsiębiorców, którym bliska jest idea odpowiedzialnego biznesu.

Element strategii

Spór powstał na tle dwóch wniosków o interpretację. W zakresie CIT złożyła go spółka z branży spedycyjnej, a w PIT jej komandytariusz. Ale zasadniczo problem sprowadzał się do jednej kwestii, tj. możliwości rozliczenia w koszty wydatków związanych z wdrożeniem polityki społecznej odpowiedzialności biznesu (ang. Corporate Social Responsibility, CSR). Z wniosków wynikało, że w spółce jest ona traktowana jako stały element, brany pod uwagę przy podejmowaniu wszelkich decyzji. Prowadzenie działalności biznesowej niesie bowiem ze sobą również obowiązek dbania o środowisko lokalne i wspierania wartościowych inicjatyw. A skoro działalność firmy ma wpływ na środowisko lokalne – przyrodę i społeczność – to przyjęta polityka CSR pomaga w bilansowaniu negatywnego wpływu na nie.

Czytaj więcej

Społeczna odpowiedzialność biznesu: korzyści w CIT, ale nie w VAT

Prowadząca taką politykę spółka podpisała umowę o współpracy ze stowarzyszeniem Forum Odpowiedzialnego Biznesu. W ten sposób przystąpiła do programu edukacyjnego aktywizującego do działań CSR. Program daje wiele korzyści, m.in. oznaczenie jako partnera programu. Spółka i jej udziałowiec chcieli potwierdzenia, że wynagrodzenie z umowy o współpracę może być kosztem w CIT i w PIT. Odpowiedź fiskusa była ta sama: nie. Jego zdaniem wydatki związane z umową w ostatecznym rozrachunku mają doprowadzić do budowania pozytywnego wizerunku spółki, czyli mają charakter reprezentacyjny. A reprezentacja z kosztów jest wyłączona.

Na takim podejściu suchej nitki nie zostawił najpierw Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu, a ostatecznie też NSA. Zauważył, że pojęcie społecznej odpowiedzialności biznesu nie jest znane ustawom podatkowym, ale powinno być dostrzeżone w indywidualnej ocenie bezpośredniego lub pośredniego związku z przychodem.

Nie tylko pieniądz

Jak tłumaczyła sędzia NSA Małgorzata Wolf-Kalamala, koncepcja zarządzania przedsiębiorstwem polegająca na świadomym, zrównoważonym działaniu zorientowanym nie tylko na zysk finansowy i uwzględniająca potrzeby oraz wymagania szeroko pojętych interesów społecznych i ekologicznych w otoczeniu firmy, może generować wydatki uznane za koszty. NSA zgodził się, że w spornym przypadku nie chodzi wyłącznie o cel reprezentacyjny. Podkreślił jednak, że każdą sytuację należy oceniać indywidualnie. Wyroki są prawomocne.

Sygnatura akt: II FSK 362-363/20

Opinia dla „Rzeczpospolitej”
Dariusz Malinowski, doradca podatkowy, partner w KPMG

To bardzo ważne rozstrzygnięcie. Społeczna odpowiedzialność biznesu to ogólnoświatowy trend, istotny element strategii biznesowej dla bardzo wielu firm, także w Polsce. Obecnie na realne zyski przekładają się bowiem nie tylko wydatki w maszyny, pracowników czy technologie. Równie ważne są inwestycje w relacje z otoczeniem, dostrzeganie potrzeb lokalnych społeczności i wpływu danej działalności na środowisko. Dobrze, że NSA potrafił dostrzec to nowoczesne podejście do zarządzania. Niestety, firmy, które angażują środki w związku ze społeczną odpowiedzialnością biznesu, muszą się przygotować na kwestionowanie takich wydatków jako kosztów. Granica między tym, co jest reprezentacją, a co nie, jest cienka. Dlatego należy mieć przygotowaną odpowiedź, dlaczego nie służą one tylko poprawie wizerunku, ale realnie przekładają się na zysk firmy.



Samorząd
Krzyże znikną z warszawskich urzędów. Trzaskowski podpisał zarządzenie
Prawo pracy
Od piątku zmiana przepisów. Pracujesz na komputerze? Oto, co powinieneś dostać
Praca, Emerytury i renty
Babciowe przyjęte przez Sejm. Komu przysługuje?
Spadki i darowizny
Ten testament wywołuje najwięcej sporów. Sąd Najwyższy wydał ważny wyrok
Sądy i trybunały
Sędzia WSA ujawnia, jaki tak naprawdę dostęp do tajnych danych miał Szmydt