Chodzi o konferencję prasową z 6 maja ub. r., kiedy poseł PiS Przemysław Czarnek odniósł się do sprawy kawalerki, którą Karol Nawrocki wraz z żoną, Martą Nawrocką, w 2017 roku nabył od 80-letniego dziś Jerzego Ż.
Sprawę nagłośnił portal Onet. Doszło do tego, gdy – w trakcie debaty organizowanej przez „Super Express”, w odpowiedzi na pytanie Magdaleny Biejat na temat podatku katastralnego, Nawrocki, stwierdził, że „mówi w imieniu Polek i Polaków zwykłych, takich jak on, którzy mają jedno mieszkanie”. Tymczasem z opublikowanego później oświadczenia majątkowego Nawrockiego wynikało, że de facto jest właścicielem lub współwłaścicielem trzech mieszkań.
Co pokazano podczas konferencji prasowej w Sejmie?
Jak pisaliśmy na łamach rp.pl, sprawa 28-metrowego mieszkania wywołała kontrowersje w związku z niejasnymi okolicznościami jego pozyskania przez Nawrockiego. Poseł PiS Przemysław Czarnek postanowił wesprzeć kandydata i pokazał publicznie m.in. testament sporządzony przez Jerzego Ż. 20 października 2011 roku, a także umowę przedwstępną oraz akt notarialny umowy sprzedaży mieszkania Nawrockiemu. Wszystko nagrały kamery dziennikarzy obecnych na konferencji. Okazało się, że dokumenty nie zostały zanonimizowane tj. widoczne były dane osobowe podlegające ochronie prawa: imię, nazwisko, adres oraz numer PESEL.
Sprawą zajął się Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski, ponieważ w dokumentach zaprezentowanych podczas konferencji były dane osobowe nie tylko kandydata na prezydenta, ale także dwóch osób, które funkcji publicznych nie pełniły (właściciela mieszkania i małżonki kandydata). Pierwsza z nich z pewnością nie wyraziła zgody na udostępnienie danych, której jej dotyczyły. W związku z tym, Prezes UODO zwrócił się do Przemysława Czarnka o wyjaśnienie, na jakiej podstawie prawnej to zrobił, z jakiego źródła oraz w jakim celu pozyskał ujawnione przez siebie dane osobowe.
Pełnomocnik posła zapewniał, że Przemysław Czarnek nie miał zamiaru „ujawnienia jakichkolwiek danych osobowych widniejących na dokumentach”. Sam poseł tłumaczył, że dokumenty otrzymał od organizatorów konferencji, którzy go „poinstruowali, żeby przedstawić na konferencji prasowej rzeczywiste okoliczności zdarzeń objętych oszczerstwami w kampanii wyborczej”.