Z tego artykułu się dowiesz:
- Jak prokuratura ocenia autentyczność stenogramów przypisywanych prezydentowi Lubina?
- Co ujawniła opinia i analiza kryminalna w sprawie autentyczności zapisów rozmów?
- Dlaczego i w jaki sposób stworzono fałszywe stenogramy rozmów prezydenta Lubina?
Dwa lata temu sceną polityczną wstrząsnęła informacja o tym, że prezydent Lubina Robert Raczyński i naczelnik wydziału oświaty tamtejszego Urzędu Miejskiego Andrzej Pudełko czerpią zyski, z zatruwania środowiska i zakopywania śmieci na Dolnym Śląsku. Dowodem na to miały być opublikowane przez media stenogramy z rozmów obu mężczyzn – rzekomo wytworzone w nielegalnej operacji ABW. Pojawił się w nich także wątek pedofilii. Dziś, zdaniem legnickiej prokuratury, która prowadzi w tej sprawie śledztwo, stenogramy to fałszywki. Kilka dni temu prokuratura poinformowała o umorzeniu śledztwa w sprawie pedofilii, uznając, że zarzucane czyny nie miały miejsca.
Śledztwo z zawiadomienia Andrzeja Pudełki, do którego dołączył Raczyński, wszczęła prokuratura w Legnicy. Stenogramy trafiły do analizy kryminalistycznej i opinii biegłego z zakresu informatyki śledczej. Biegły wydał opinię i po pytaniach uzupełniających prokuratora – opinię uzupełniającą (w grudniu 2025 r.). Co wykazała?
Czytaj więcej
„To nie były podsłuchy a zdjęcia spreparowano” – Robert Raczyński pozywa dziennikarzy za publikac...
„Skrupulatnie przeprowadzone czynności dowodowe doprowadziły do ustalenia, że tzw. stenogramy zostały sfałszowane. (...) Ponad wszelką wątpliwość ustalono też, iż stenogramy nie są zapisem autentycznych rozmów pomiędzy osobami, które zostały w nich wymienione” – ogłosiła kilka dni temu prokuratura. W stenogramach pojawiały się również błędne daty oraz nieistniejące miejsca. Nie zgadza się m.in. nazwa i ulokowanie budynku o nazwie „Rusałka” przy ul. Zamojskiej w Lubinie, o którym miał rozmawiać Raczyński z Pudełkiem. Takie miejsce istnieje, ale w Lublinie, a nie Lubinie. „Lubinianie nigdy nie popełniliby takiego błędu” – podkreśliła prokuratura. Daty niektórych zdarzeń okazały się datami publikacji informacji na ich temat w mediach, a nie momentu, gdy do nich doszło.