Reklama

Tysiąc stron fałszywek na prezydenta Lublina. Prokuratura na tropie autorów „operacji Lizbona”

Szokujące ustalenia prokuratury w Legnicy: tysiąc stron stenogramów, które miały zniszczyć Roberta Raczyńskiego, to profesjonalna fałszywka. Biegli wykluczyli udział sztucznej inteligencji, wskazując na „autorskie” dzieło osób z bliskiego otoczenia polityka. Kto i dlaczego chciał politycznej egzekucji prezydenta Lubina na półtora miesiąca przed wyborami?
Prezydent Lubina Robert Raczyński

Prezydent Lubina Robert Raczyński

Foto: PAP/Rafał Guz

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jak prokuratura ocenia autentyczność stenogramów przypisywanych prezydentowi Lubina?
  • Co ujawniła opinia i analiza kryminalna w sprawie autentyczności zapisów rozmów?
  • Dlaczego i w jaki sposób stworzono fałszywe stenogramy rozmów prezydenta Lubina?

Dwa lata temu sceną polityczną wstrząsnęła informacja o tym, że prezydent Lubina Robert Raczyński i naczelnik wydziału oświaty tamtejszego Urzędu Miejskiego Andrzej Pudełko czerpią zyski, z zatruwania środowiska i zakopywania śmieci na Dolnym Śląsku. Dowodem na to miały być opublikowane przez media stenogramy z rozmów obu mężczyzn – rzekomo wytworzone w nielegalnej operacji ABW. Pojawił się w nich także wątek pedofilii. Dziś, zdaniem legnickiej prokuratury, która prowadzi w tej sprawie śledztwo, stenogramy to fałszywki. Kilka dni temu prokuratura poinformowała o umorzeniu śledztwa w sprawie pedofilii, uznając, że zarzucane czyny nie miały miejsca.

Śledztwo z zawiadomienia Andrzeja Pudełki, do którego dołączył Raczyński, wszczęła prokuratura  w Legnicy. Stenogramy trafiły do analizy kryminalistycznej i opinii biegłego z zakresu informatyki śledczej. Biegły wydał opinię i po pytaniach uzupełniających prokuratora – opinię uzupełniającą (w grudniu 2025 r.). Co wykazała?

Czytaj więcej

Prezydent Lubina Robert Raczyński: Zostałem zohydzony

„Skrupulatnie przeprowadzone czynności dowodowe doprowadziły do ustalenia, że tzw. stenogramy zostały sfałszowane. (...) Ponad wszelką wątpliwość ustalono też, iż stenogramy nie są zapisem autentycznych rozmów pomiędzy osobami, które zostały w nich wymienione” – ogłosiła kilka dni temu prokuratura. W stenogramach pojawiały się również błędne daty oraz nieistniejące miejsca. Nie zgadza się m.in. nazwa i ulokowanie budynku o nazwie „Rusałka” przy ul. Zamojskiej w Lubinie, o którym miał rozmawiać Raczyński z Pudełkiem. Takie miejsce istnieje, ale w Lublinie, a nie Lubinie. „Lubinianie nigdy nie popełniliby takiego błędu” – podkreśliła prokuratura. Daty niektórych zdarzeń okazały się datami publikacji informacji na ich temat w mediach, a nie momentu, gdy do nich doszło.

Reklama
Reklama

„Analiza treści wszystkich »pakietów« tzw. stenogramów dołączonych do akt wykazała, że pojawiają się w nich aż trzy wersje rozmowy z 13 września 2021 r. oraz dwie wersje rozmowy z 21 września 2021 r.”.

Ponad wszelką wątpliwość ustalono też, iż stenogramy nie są zapisem autentycznych rozmów pomiędzy osobami, które zostały w nich wymienione

prok. Lilianna Łukasiewicz, rzeczniczka legnickiej prokuratury

Stenogramy z rozmów zostały ujawnione w lutym 2024 r. we wspólnym tekście oraz reportażu Onetu i „Superwizjera” TVN. Miały one zostać pozyskane przez funkcjonariuszy ABW w tajnej operacji o kryptonimie Lizbona. Dziennikarze zacytowali swoje źródło w ABW, które twierdziło, że nielegalną inwigilację prowadzili na zlecenie swojego przełożonego z ABW, kapitana Marcina P. o propisowskich poglądach. Materiały ujrzały światło dzienne na 1,5 miesiąca przed wyborami samorządowymi, w których o reelekcję walczył Raczyński, lider Bezpartyjnych Samorządowców, którzy byli koalicjantami PiS na Dolnym Śląsku. „Rzeczpospolita” zapytała autorów tekstu o komentarz, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

„Operacja Lizbona” i tysiąc stron kłamstwa. Czy ktoś posłużył się sztuczną inteligencją? 

Zapisy rozmów poddano także analizie kryminalistycznej i zlecono opinię biegłego z zakresu informatyki śledczej.  Czy stenogramy stworzono za pomocą sztucznej inteligencji? Na to mogłyby wskazywać banalne błędy – np. wspomniane mylenie miejsc w Lubinie i Lublinie, czy czerpanie wiedzy o czasie zdarzeń z mediów, gdy tymczasem miały one miejsce wcześniej. Nawet sama obszerność materiału – ok. tysiąca stron – mogłaby prowadzić do takich wniosków. 

Biegły z zakresu informatyki śledczej z Pomorza uznał, że nie i że „są to dialogi stworzone przez człowieka”, bazujące na sposobie mówienia Raczyńskiego i Pudełki (wykazała to tzw. analiza stylometryczna). – Poza tym, w czasie gdy powstawały pierwsze stenogramy – w 2021 r. – nie było jeszcze sztucznej inteligencji (ChatGPT w Polsce jest dostępny od końca 2022 r. – red.) – powiedziała „Rz” prokurator Lilianna Łukasiewicz, rzeczniczka legnickiej prokuratury.

Kilka dni temu Radosław Gruca z portalu Goniec.pl, powołując się na tę właśnie opinię biegłego, podał, że uznał on, że stenogramy są autentyczne. Zacytował m.in. taki fragment: „Przeprowadzona analiza wskazuje, że stenogramy są wewnętrznie spójne i wiarygodne jako zapis rzeczywistych rozmów (RR i AP), a nie są efektem fałszerstwa czy twórczości innych osób. (…) Kolejne dni i miesiące rozmów układają się w logiczną, ciągłą całość stylistyczną oraz kontekstową. Osoby zachowują się językowo konsekwentnie, tematy wracają w różnych okresach (…)” – opisuje biegły. 

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Afera Pegasusa. Są zarzuty dla byłych szefów ABW i SKW

Dlaczego więc prokuratura twierdzi dziś, że jest wręcz odwrotnie i dlaczego biegły w głównej opinii uznał, że „są to dialogi stworzone przez człowieka”? – Odnosił się do „profili językowych” a nie konkretnych osób. W opinii uzupełniającej biegły wyjaśnił, co miał na myśli – tłumaczy „Rz” prok. Łukasiewicz. Biegły, posługując się w opinii głównej nazwiskami rozmówców jako rzekomych autorów, nie miał na myśli osób fizycznych, a więc prezydenta Lubina i naczelnika, lecz „jedynie profile językowe rozmówców oznaczone takimi etykietami w badanych tzw. stenogramach”. 

Prokuratura twierdzi, że łączono wpisy na czacie z logowaniami telefonów prezydenta i urzędnika. I ustalono, że spotkania, o których rzekomi rozmówcy mówią (czas i miejsce) nie znajdują odzwierciedlenia w logowaniach ich telefonów. 

Błędy geograficzne obnażyły autorów fałszerstwa

Jak to odbierać? Z analizy kryminalnej wynika, że „stenogramy zostały wytworzone przez osobę lub grupę osób, które w jakimś stopniu znały rozmówców i miały wiedzę o wydarzeniach lokalnych, a także posiadały orientację w świecie polityki”. Robert Raczyński, prezydent Lubina, który ma w śledztwie status pokrzywdzonego (podobnie jak Andrzej Pudełko) w rozmowie z „Rz” przyznaje się, że domyśla się, kto za tym stoi, ale czeka na dowody i ustalenia prokuratury. W oświadczeniu po publikacji rzekomych stenogramów powiedział, że „jest to zemsta firm związanych z odpadami, którym zablokował budowę spalarni odpadów w Lubinie”.

Skala tych obrzydliwości była taka, że gdybym był słabszą psychicznie osobą, to bym tego nie wytrzymał

Robert Raczyński, prezydent Lubina

– Konkluzje z opinii dotyczących tych „stenogramów” przyjąłem z ulgą, choć wiedziałem, że wcześniej czy później prawda wyjdzie na jaw. Była to wobec mnie obrzydliwość. Przypisano mi potworne rzeczy, czekałem na lincz, że ktoś mnie lub mojej rodzinie za to „odpłaci” na ulicy – przyznaje. Mimo to wygrał wybory samorządowe. – Osiągnąłem wynik 60 proc. w  pierwszej turze, co dla mnie było dowodem, że moi mieszkańcy nie „kupili” tych bzdur w przeciwieństwie do dziennikarzy. Wiem, że skala tych obrzydliwości była taka, że gdybym był słabszą psychicznie osobą, to bym tego nie wytrzymał. 

Reklama
Reklama

Raczyński wytoczył autorom tamtych publikacji proces cywilny – domaga się po pół miliona zł na cele społeczne od każdej z redakcji. Został on zawieszony do czasu rozstrzygnięcia sprawy karnej. Robert Raczyński na konferencji tak tłumaczył złożenie pozwu: „Z opisu, który został tam przedstawiony, wygląda, że jestem człowiekiem ohydnym, zdemoralizowanym, alkoholikiem, narkomanem, wielokrotnym łgarzem, złodziejem i bandytą”.

Jak ujawniła „Rz”, już po publikacjach w mediach kontrola w ABW nie potwierdziła, że „czynności wyjaśniające jednoznacznie wykazały, że funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego nie brali udziału w działaniach opisanych w artykule serwisu Onet oraz reportażu stacji TVN”. 

Jeśli zdaniem prokuratury, stenogramy były fałszywe, to kto zadał sobie trud „wyprodukowania” tysiąca stron rzekomych rozmów, które miały „załatwić” prezydenta Raczyńskiego przed wyborami? Prokuratura jest na tropie ich autorów i zleceniodawców, a śledztwo jest zaawansowane. – W sprawie jak dotąd nikomu nie postawiono zarzutów – podkreśla prok. Łukasiewicz. 

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Przestępczość
Coraz więcej przemocy domowej w Warszawie. Liczba niebieskich kart rośnie lawinowo
Przestępczość
Prezydent Częstochowy zatrzymany przez CBA. Chodzi o korupcję
Materiał Promocyjny
Arabia Saudyjska. W krainie gościnności
Przestępczość
Lawinowy wzrost. Grupa z Ameryki Południowej coraz częściej dokonuje przestępstw w Polsce. Ustalenia „Rzeczpospolitej”
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama