To sedno niedawnego orzeczenia SN, które ma duże znaczenie dla kwalifikowanych pełnomocników, którzy chcieliby reprezentować państwowe jednostki organizacyjne, w tym również podległe Ministerstwu Sprawiedliwości. Kwestia ta pojawiła się w sprawie, w której osadzony dochodził zapłaty zadośćuczynienia z tytułu bierności aresztu śledczego wobec jego choroby – żółtaczki. Mężczyzna miał przez wiele tygodni być traktowany jako symulant, a pomocy lekarskiej nie otrzymał mimo dużego bólu, jaki wiązał się z jego schorzeniem. Administracja aresztu była bierna nie tylko na zgłaszane bóle, ale i na drastyczną utratę wagi.
Czytaj więcej
Przez ostatnie 10 lat żaden prokurator w największym polskim mieście nie odpowiedział z własnej k...
50 tys. zł zadośćuczynienia za brak leczenia aresztowanego
– Chciano zlekceważyć także zażółcenie oczu, a osadzony pomoc medyczną uzyskał w ostatniej chwili, w stanie zagrożenia życia, najpierw po odwiezieniu karetką do miejscowego szpitala, skąd helikopter przetransportował go do więziennego szpitala – przekonywał reprezentujący aresztowanego mec. Bartosz Rumiński. Jego klient z tytułu udowodnionych krzywd otrzymał 50 tys. zł zadośćuczynienia. Postanowił nie odwoływać się od tego orzeczenia, choć zdaniem mec. Rumińskiego za doznane cierpienie należała się dużo większa rekompensata. Zgodnie z art. 4 kodeksu karnego wykonawczego kary i środki zapobiegawcze wykonuje się bowiem w sposób humanitarny, z poszanowaniem godności ludzkiej.
– Na kanwie tej sprawy widać patologie systemu więziennictwa. Osadzeni nie są ludźmi drugiej kategorii. Kara pozbawienia wolności jest wystarczająco dolegliwa. Osadzony, trafiając do zakładu karnego, nie traci przymiotu człowieczeństwa i ma oczywiste prawo do opieki medycznej – przekonywał pełnomocnik.
Czytaj więcej
Praktycy sądowi uważają, że przed Sądem Najwyższym nie ma prostych spraw i pomoc pełnomocnika jes...