fbTrack

Ekonomia

Jesteśmy skazani na politykę małych kroków

Rzeczpospolita
Bliskość kolejnych wyborów sprawia, że rząd zamiast odważnych decyzji oferuje gospodarce delikatny lifting
Zaproponowany przez rząd Wieloletni Plan Finansowy teoretycznie powinien skłaniać do refleksji nad stanem finansów i stać się przyczynkiem do dyskusji o konieczności gruntownych reform sfery budżetowej państwa.
Rzetelna dyskusja na ten temat z góry jednak skazana jest jeśli nie na niepowodzenie, to przynajmniej na „niskoskalowość”. Głównym powodem takiego stanu rzeczy jest to, że decyzje o działaniach ograniczających zadłużenie państwa są podejmowane w okresie zbliżających się wyborów parlamentarnych. W momencie kiedy można by rozważyć zasadność poważnych reform i rozwiązań pobudzających gospodarkę, może nawet powrócić do tematu ujednolicenia stawek VAT i uproszczenia systemu podatkowego, skazani jesteśmy na politykę małych kroków. Politykę społecznie bezpieczną, bo choć obliczoną na umiarkowane rezultaty, ale też nie generującą większych emocji.
Mam nadzieję, że po małych krokach przyjdzie czas na większe i odważniejsze, gdy klimat będzie bardziej sprzyjający. [srodtytul]Kosmetyczne zmiany to za mało[/srodtytul] Bardziej zdecydowane działania z pewnością okażą się niezbędne – sama rzeczywistość się o to upomni. Zaproponowana przez rząd decyzja o podwyżce stawki podstawowej VAT o 1 punkt procentowy, zapewne nie uchroni polskiego długu publicznego od przekroczenia poziomu 55 proc. PKB. Chodzi przecież o roczne oszczędności na poziomie około 20 miliardów złotych lub o wygenerowanie takich właśnie przychodów w skali roku. Pytanie, czy podjęte działania mogą go zagwarantować, by w perspektywie trzech lat obniżyć deficyt budżetowy do 20 – 30 miliardów złotych? Obawiam się, że może to być trudne. I że podjęte działania stanowią zaledwie minimum koniecznego rozwiązania, obliczonego na zyskanie na czasie, a także uspokojenie inwestorów oraz stosownych instytucji Unii Europejskiej. Nie można odmawiać rządowi dobrych chęci, ale jego poczynania należy oceniać, mając na uwadze wspomniany kontekst polityczny. W takiej sytuacji rząd nie może i nie chce narazić się większym grupom społecznym, naruszając ich interes. Zrozumienie kontekstu politycznego nie rozwiewa jednak obaw, że czas do wyborów parlamentarnych nie będzie w odpowiednim stopniu wykorzystany dla uporządkowania krajowych finansów. Trzeba jasno powiedzieć, że zaproponowane rozwiązania są zaledwie kosmetyczne, tymczasowe i na dłuższą metę bez znaczenia. Świadczy o tym najlepiej fakt, że rząd bierze pod uwagę kolejne podwyżki VAT, jeśli te zaplanowane na najbliższe trzy lata nie przyniosą oczekiwanych skutków. Są to wszystko działania jednostronne, sprowadzające się do „dojenia” rynku. [srodtytul]Unowocześnić gospodarkę![/srodtytul] Tymczasem należałoby, oprócz podwyżek i planowanych oszczędności, zastanowić się nad pobudzeniem rynku, wsparciem przedsiębiorczości, wzmocnieniem konkurencyjności, a także mocniejszym postawieniem na innowacyjność. Może warto wykorzystać ten moment do systemowego unowocześnienia gospodarki i „ucieczki do przodu” przed końcową, miejmy nadzieję, fazą kryzysu? Niech te tematy będą podłożem przyszłej dyskusji. Jestem przekonany, że dzięki „pochyleniu” się nad nimi Platforma Obywatelska będzie miała szansę stać się promotorem realnych zmian, prowadzących do jakościowych zmian gospodarki. To jednak wymaga ogromnej odwagi i determinacji, a przede wszystkim wyobraźni oraz korzystania z doświadczeń własnych oraz innych państw. Takich doświadczeń dostarczyły nam działania podjęte w latach 2006 – 2007, między innymi obniżenie składki rentowej, wprowadzenie ulgi prorodzinnej czy obniżenie stawek PIT, które jednak niezabezpieczone w odpowiedni sposób i niezrównoważone redukcją wydatków, odbiły się niekorzystnie na stanie budżetu państwa. [srodtytul]Otwartość sprzyja zrozumieniu[/srodtytul] Po wyciągnięciu wniosków, kolejnym krokiem powinno być opracowanie planu działania, w którym jednym z pierwszych kroków byłyby konsultacje społeczne. Brak debaty, a także brak ekspertyz przedstawionych przez rząd zawsze budzą wątpliwości. Stawianie obywateli przed faktem dokonanym w tak ważnych kwestiach wydaje się nie sprzyjać tworzeniu dobrej atmosfery wokół zaproponowanych działań. Społeczeństwu należy się rzetelna informacja o kondycji polskiej gospodarki, wytłumaczenie, co się stanie, jeśli nie podejmiemy działań ogólnie uważanych za „niepopularne”. Konieczne jest uświadomienie, że zadłużenie nie zniknie samo i trzeba je będzie kiedyś spłacić, tak samo jak „długi gierkowskie”, które spłaciliśmy dopiero w ubiegłym roku. Jeżeli stale będziemy zwiększać zadłużenie, zabraknie chętnych do udzielania Polsce pożyczek, a w konsekwencji nie będzie możliwe terminowe spłacanie długów. Wtedy jedynym ratunkiem może okazać się drastyczne zwiększenie podatków, co negatywnie odbije się na konkurencyjności naszej gospodarki. Firmy albo będą bankrutować, albo zawczasu przenosić działalność do innych krajów. Bezpośrednim efektem będzie emigracja zarobkowa, głównie ludzi młodych, bez których nie można wyobrazić sobie rozwoju gospodarczego naszego kraju. Gospodarka to system naczyń połączonych, dlatego jedna zła decyzja może wywołać lawinę trudnych do zatrzymania skutków. Tragiczna wizja? Tak, ale możliwa i trzeba uświadomić społeczeństwu, że wybieramy rozwiązania może trudne i bolesne, ale prowadzące do pozytywnych, długoterminowych skutków. Poza tym, jeśli znamy mechanizmy i jesteśmy świadomi przyczyn pewnych działań, łatwiej nam zaakceptować zmiany, nawet te – wydawałoby się – drastyczne. [srodtytul]Dlaczego rosną ceny[/srodtytul] To jest prosta reguła, której zasadność można zademonstrować, posługując się różną skalą wielkości. Weźmy np. rynek energetyczny. Wzrost kursu dolara wpływa bezpośrednio na cenę gazu, po której kupuje surowiec Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo. W Polsce ceny gazu regulowane są przez Urząd Regulacji Energetyki. Jeżeli więc ceny zostały zatwierdzone przez urząd przy niskim kursie dolara, po których firma zobowiązana była sprzedawać gaz, mimo wzrostu kursu, to w naturalny sposób wpływało to na budżet firmy. Tym samym powoduje chęć uzyskania rekompensaty poniesionych kosztów poprzez podwyższenie cen. PGNiG wystąpiło więc do URE o podwyżkę, bo jako odpowiedzialna firma musiało podjąć kroki zabezpieczające swoją stabilność finansową. Co więcej, kondycja amerykańskiej gospodarki względem europejskiej pozwala przypuszczać, że dolar nadal będzie się umacniał w stosunku do polskiej waluty. Dlatego takie działanie, jakim jest chęć podwyżek, w tym wypadku, jest logiczne. Chociaż zwyżki cen nigdy nie są optymistycznie przyjmowane przez społeczeństwo – wytłumaczenie ich podłoża, przedstawienie kontekstu, intencji zwykle skutkuje większym zrozumieniem. Ten sam mechanizm ze skali mikro możemy zastosować do skali makro i odnieść do planowanych reform rządowych. Naświetlenie sytuacji i wspólna analiza przebiegu oraz możliwych rezultatów wdrożenia różnych scenariuszy, powinny wpłynąć na wzrost akceptacji społecznej dla zmian, a tym samym umożliwić już nie tylko kosmetyczne, ale także zakrojone na szerszą skalę reformy. Planowane działania nie są więc tylko wyzwaniem merytorycznym dla rządu, ale poważnym testem także jego polityki informacyjnej. W głównej mierze, to od niej będzie zależał stopień społecznej aprobaty proponowanych rozwiązań, a tym samym przyszłość partii rządzącej. [i]Autor jest prezesem Krajowej Izby Gospodarczej[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL