fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Nieznajomość konstytucji wciąż szkodzi

Rzeczpospolita
Lech Wałęsa, proponując bezzwłoczne usunięcie Lecha Kaczyńskiego z urzędu, powinien wiedzieć, że zgodnie z konstytucją jest to niemożliwe – pisze konstytucjonalista.
Pisałem kiedyś w „Rzeczpospolitej” pod podobnym tytułem, że wiedza ustrojowa naszych polityków pozostawia sporo do życzenia („Nieznajomość konstytucji szkodzi”, 8 października 2007 r.).
Po 11 latach obowiązywania obecnej konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej można byłoby się spodziewać, że jej znajomość wśród polityków będzie dobra, a przynajmniej dostateczna. Konstytucja może być bowiem postrzegana przez nich jako podstawowa instrukcja obsługi państwa.
Tymczasem okazuje się, że znaczna liczba osób zaangażowanych w życie polityczne, zajmujących w nim niekiedy prominentne pozycje, popisuje się publicznie zadziwiającą ignorancją w tej sprawie. Na wszelki wypadek pragnę zastrzec, że swoje dalsze uwagi opieram na doniesieniach prasowych, ufając, iż są zgodne z prawdą o dotyczących ich faktach.
Mirosław Orzechowski sam już posiada podwójne obywatelstwo i to z mocy prawa. Jest to obywatelstwo Unii Europejskiej
Oto przed paru dniami były prezydent RP Lech Wałęsa, rozgoryczony wypowiedzią obecnej głowy państwa na temat jego domniemanej współpracy przed niemal 40 laty z tajnymi służbami PRL, zapowiedział, że zrobi wszystko, aby w trybie natychmiastowym usunąć Lecha Kaczyńskiego z zajmowanego urzędu. Wprawdzie Lech Wałęsa zakończył swoją prezydencką kadencję, zanim weszła w życie obecna konstytucja Rzeczypospolitej, ale powinien wiedzieć, że tzw. usunięcie z urzędu, a zwłaszcza usunięcie bezzwłoczne, jest niemożliwe.
Pozbawienie prezydenta stanowiska wbrew jego woli jest dopuszczalne jedynie trzech przypadkach: nieważności wyboru stwierdzonej orzeczeniem Sądu Najwyższego, trwałej jego niezdolności do sprawowania urzędu wynikającej ze złego stanu zdrowia oraz złożenia z urzędu orzeczeniem Trybunału Stanu z powodu popełnienia deliktu konstytucyjnego lub przestępstwa. Niezdolność taką stwierdza Zgromadzenie Narodowe większością 2/3 głosów ustawowej liczby jego członków. Taka sama większość potrzebna jest do postawienia prezydenta przez to Zgromadzenie przed Trybunałem Stanu.
Nietrudno wyobrazić sobie, że uruchomienie tych procedur w przypadku, na który skarży się Lech Wałęsa, jest więcej niż nieprawdopodobne. Innych legalnych sposobów usunięcia prezydenta RP nie ma. Nie można go odwołać w drodze powszechnego, referendalnego głosowania obywateli (tak jak np. wójta gminy), na które być może liczył były prezydent.
Inny, wykpiony już przez prasę przypadek ignorancji w sprawach konstytucyjnych wiąże się z wypowiedzią byłego wiceministra edukacji narodowej Mirosława Orzechowskiego. Oburzony tym, że w drużynie Niemiec występującej przeciw drużynie Polski na mistrzostwach Europy w piłce nożnej grają dwaj podwójni obywatele – Polski i RFN, zażądał od prezydenta bezzwłocznego podjęcia procedury pozbawienia ich obywatelstwa polskiego. Pan Mirosław Orzechowski twierdził przy tym, że prawo polskie nie dopuszcza podwójnego czy wielokrotnego obywatelstwa.
Gdyby znał lepiej polską konstytucję, wiedziałby, że obywatel polski nie może utracić obywatelstwa, chyba że sam się go zrzeknie. Z tego postanowienia wynika też, że nabycie obcego obywatelstwa przez daną osobę obywatelstwa polskiego jej nie pozbawia. Owszem, są nieliczne stosunkowo konstytucje, które zakazują posiadania przez obywateli innego jeszcze obywatelstwa. Tak stanowi np. konstytucja Ukrainy, ale nie obowiązuje ona w Polsce.
Eksminister Orzechowski, a obecnie kandydat na senatora, powinien wiedzieć, że on sam, tak jak wszyscy obywatele polscy, ma już podwójne obywatelstwo, i to z mocy prawa. To obywatelstwo Unii Europejskiej. Nie ma ono charakteru wyłącznie symbolicznego, bo łączy się z pewnymi uprawnieniami o charakterze politycznym i osobistym. Na przykład jako obywatele Unii możemy brać dział w wyborach samorządowych na szczeblu lokalnym w kraju naszego zamieszkania, innym niż Polska, jeśli jest to kraj należący do Unii.
W niektórych państwach unijnych możliwe jest też uzyskiwanie w wyniku wyboru stanowisk w samorządzie lokalnym przez osoby będące obywatelami Unii. Gdy przebywamy w państwie, w którym nasz kraj nie ma swojego przedstawicielstwa konsularnego lub dyplomatycznego, a znajdziemy się w potrzebie, możemy zwrócić się o pomoc do takiego przedstawicielstwa innego kraju członkowskiego Unii.
Warto też wiedzieć, że obecnie dla częściowego choćby wynagrodzenia krzywd, jakie ponieśli obywatele polscy narodowości lub pochodzenia żydowskiego usunięci z kraju w latach 60. i pozbawieni wbrew swej woli naszego obywatelstwa, obywatelstwo takie jest im przywracane, o ile są tym zainteresowani. Dotyczy to przede wszystkim mieszkańców Izraela. Oznacza to oczywiście, że już posiadają lub wkrótce posiadać oni będą podwójne obywatelstwo. Może się to panu Mirosławowi Orzechowskiemu nie podobać, ale taka jest prawda.
Jednak także czynni dziś politycy nie zawsze dobrze się orientują w swoich uprawnieniach i obowiązkach. Prezydent Lech Kaczyński powstrzymywał się dłuższy czas z powołaniem nowych sędziów, których kandydatury wysunięte były zgodnie z przepisami przez Krajową Radę Sądownictwa. Kwestia, czy prezydent może negatywnie zareagować na wnioski personalne KRS, została przedstawiona do rozstrzygnięcia Trybunałowi Konstytucyjnemu.
Moim zdaniem prezydent ma taką możliwość, w przeciwnym razie jego uprawnienia nominacyjne dotyczące sędziów posiadałyby charakter czysto formalny. Są oczywiście takie sprawy, w których prezydent nie może nie podjąć pozytywnej decyzji, i to w oznaczonym przez konstytucję czasie. Dotyczy to np. zwołania pierwszych posiedzeń nowo wybranego Sejmu i Senatu czy desygnowania jakiejś osoby na premiera po podaniu się dotychczasowej Rady Ministrów do dymisji.
Jednak niepodejmowanie żadnych decyzji odnośnie do powołania sędziów narusza konstytucyjny obowiązek prezydenta dbania o zachowanie ciągłości władzy państwowej, której jest gwarantem. Prezydent powinien zatem podjąć decyzję odmowną, jeśli taki jest jego zamiar, bez zbędnej zwłoki i zawiadomić o tym zainteresowane osoby oraz Krajową Radę Sądownictwa, a także przedstawić powody decyzji.
Także obecny prezes Rady Ministrów nie pozostaje bez winy. Po ustąpieniu wiceprezesów Narodowego Banku Polskiego prezes NBP wysunął na opróżnione stanowiska nowych kandydatów. Powołanie ich należy do prezydenta. Akt prezydencki dotyczący takiego powołania wymaga dla swej ważności kontrasygnaty prezesa RM. Ten jednak zwlekał z jej złożeniem, co uniemożliwiło obsadę jednego z tych stanowisk.
Premier ma niewątpliwe prawo odmówić kontrasygnaty, ale nie powinien odkładać decyzji w tej sprawie ad kalendas graecas. Jeśli uważa za niewłaściwe, aby powoływana przez prezydenta osoba została wiceprezesem NBP, powinien w rozsądnym czasie (czyli stosunkowo szybko) oznajmić to prezydentowi, uzasadniając swoje stanowisko. W ten sposób otwarta byłaby droga do poszukiwania dalszych kandydatów na nieobsadzony urząd państwowy.
W przeciwnym razie jego zwłoka jest działaniem niesprzyjającym dobru wspólnemu, ponieważ prawidłowe funkcjonowanie centralnego banku państwa za takie dobro może być słusznie poczytane.
Nieznajomość konstytucji lub opaczne jej interpretowanie przez polityków nie służy dobrze państwu, obywatelom, a także im samym.
Autor jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, znawcą tematyki konstytucyjnej, stałym współpracownikiem „Rzeczpospolitej”
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA