fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Widziane z regionu

Szusowanie i paragrafy

Gdy na stoku za duży tłok wyciąg powinien stanąć.
Fotorzepa/PiotrGuzik
Już nie tylko w górach, ale i nad morzem można pojeździć na nartach i snowboardzie. Zanim jednak przypniemy deski lub deskę, przygotujmy się. Najwięcej wypadków jest na trasach najłatwiejszych.

Właśnie ruszają ferie w pierwszych województwach. Pogoda dopisuje, a to doskonała okazja na wypad. Aby w kraju pozjeżdżać na nartach lub desce snowboardowej wcale nie trzeba podróżować w Beskidy czy do Zakopanego. Narciarskie ośrodki prężnie działają w Sosnowcu, Bytomiu, na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, w Świętokrzyskiem, na Mazurach, a nawet tuż nad Bałtykiem. A stale pojawiają się coraz to nowe miejsca. Nic dziwnego – w końcu w Polsce na nartach jeździ prawie 3 mln osób.

Zanim wybierzemy konkretny stok i zapniemy sprzęt, warto zapoznać się z regulaminem obiektu, na którym zamierzamy szusować. – To bardzo ważne, choć często bagatelizowane przez turystów. Niestety, zdarza się, że niewiedza przynosi opłakane skutki – przestrzega Mikołaj Zagórski, właściciel jednego ze stoków na Pokarpaciu.

Co można wyczytać w takim regulaminie? Przede wszystkim warto poznać godziny, w których stok jest czynny, warunki jazdy, obowiązki, m.in. ten o jeździe w kasku. Na wielu stokach obowiązuje zakaz palenia, a na wszystkich obowiązuje żelazna zasada: wszyscy narciarze i snowboardziści zobowiązani są do zjeżdżania tylko po wyznaczonych oraz czynnych trasach. Co jeszcze warto wiedzieć?

Promile to pewny mandat

Zjeżdżanie po stoku po wypiciu alkoholu jest w Polsce karalne, grozi za to grzywna od 20 zł do 5 tys. zł. Ze stanem nietrzeźwości mamy do czynienia, gdy badanie wykaże zawartość alkoholu we krwi powyżej 0,5 promila (szczegóły patrz ramka obok). Policja, która pełni służbę na stokach narciarskich, od 2003 r. może sprawdzić trzeźwość narciarza czy snowboardzisty w każdej chwili, a nie tylko wtedy, kiedy dojdzie do wypadku.

Kiedy zarządzający terenem narciarskim dojrzy pijanego miłośnika białego szaleństwa, może nakazać mu opuszczenie trasy. Najbardziej opornych zmusza do tego policyjny patrol. I tak niestety się zdarza.

Już w tym sezonie na jednym ze stoków w Zakopanem grupa młodych ludzi urządziła sobie imprezę. Po dwóch godzinach raczenia się grzańcami opuściła bar i ruszyła w kierunku pozostawionego pod barem sprzętu. Na skutek interwencji policji młodzi ludzie nie zdążyli jednak wpiąć desek i wjechać na trasę. Stok opuścili wyciągiem i dzięki temu uniknęli mandatu.

Brawurowa jazda, a o taką nietrudno po wypiciu alkoholu, jest najczęstszą przyczyną groźnych wypadków. Ich poważnym konsekwencjom zapobiec też mają obowiązkowe kaski na głowach dzieci i młodzieży do lat 16. Przypilnować tego mają opiekunowie lub rodzice. Jeśli o to nie zadbają, zapłacą grzywnę od 20 do 5 tys. zł. Tak jak sprzęt – narty czy snowboard – wypożyczyć można także kask.

Aby do wypadków dochodziło jak najrzadziej, narciarze i snowboardziści muszą poznać zasady korzystania z wyciągu czy stoku. Każdy stok bowiem i wyciąg rządzi się swoimi prawami.

Zderzenia w rejestrze

– Na stokach dochodzi do coraz większej liczby zderzeń. Jedna piąta wszystkich wypadków to zderzenia narciarzy lub snowboardzistów. Do największej liczby wypadków narciarskich dochodzi na najłatwiejszych trasach, oznaczonych kolorem niebieskim, gdzie spotykają się bardzo dobrze jeżdżący z tymi, którzy dopiero stawiają pierwsze narciarskie kroki. Kolejne przyczyny przykrych zdarzeń to brak zwracania uwagi na inne osoby, niedostosowanie prędkości jazdy do umiejętności i do panujących warunków – wylicza Łukasz Bugalski, ratownik.

Sprawdziliśmy. Zakopiański szpital w szczycie sezonu zużywa dziennie 50 kg gipsu. Zdecydowana większość połamanych pacjentów tamtejszego szpitala to ci, którzy przyjechali na narty albo na snowboard.

Do groźnego wypadku doszło w Białce Tatrzańskiej tuż przed Bożym Narodzeniem. W ratownika TOPR wjechał jadący z dużą prędkością narciarz. Złamania kości podudzia doznał... ratownik. Inny przykład – już w styczniu 2019 r. doszło do wypadku na Hali Skrzyczeńskiej w Szczyrku. Narciarka uderzyła głową w podłoże i na chwilę straciła przytomność. Kobietę do szpitala zabrał śmigłowiec.

Niespokojnie bywało w latach ubiegłych. Sezon narciarski w roku 2018 w Beskidach był bardzo intensywny: dużo śniegu, nowa kolejka krzesełkowa w Szczyrku. I od razu widać było efekty. Tylko jednej soboty na beskidzkich stokach doszło do 50 wypadków.

Warto wiedzieć, że każdy narciarz i snowboardzista, który jest świadkiem wypadku, musi natychmiast powiadomić o nim ratowników. Zarządzający stokiem każde takie zajście odnotowuje w rejestrze wypadków. Wpisuje do niego dane osoby, której udzielono pomocy, rodzaj urazu oraz dane ratowników. Informacje te są przechowywane przez dziesięć lat. Obowiązkiem zarządzających trasami jest także odpowiednie oznakowanie i zabezpieczenie tras, zamknięcie tras zagrożonych zejściem lawiny, objaśnienie zasad korzystania ze szlaków zjazdowych i wyciągów oraz informowanie narciarzy o aktualnych warunkach śniegowych i pogodowych na stoku.

Tłok jest bezprawiem

Na polskich stokach określone jest dopuszczalne „obciążenie" trasy zjazdowej w zależności od stopnia jej trudności. Jeżeli na stoku robi się zbyt ciasno, zarządzający ma obowiązek zatrzymać wyciąg. I nie wolno mu od tego odstąpić nawet wówczas, kiedy zatrzymanie wyciągu znacząco wydłuży kolejki. Kilka lat temu wprowadzono sposób obliczania tzw. chłonności stoku narciarskiego, czyli tego, ile osób jednocześnie może na nim bezpiecznie szusować.

Kiedy się okaże, że zbyt dużo narciarzy przebywa na nartostradzie (obliczane jest to na podstawie przepustowości wyciągu), właściciel ma dwa wyjścia: albo powiększa obszar trasy narciarskiej, albo zmniejsza przepustowość kolejki.

Największym grzechem naszych narciarzy jest brak umiejętności połączony z brawurą. Mało kto bowiem decyduje się na profesjonalne lekcje jazdy, a to przecież podstawa bezpieczeństwa. A na tym nie powinno się oszczędzać. Jeśli się więc wybierasz na narty z dziećmi, zainwestuj w kilka lekcji lub szkółkę narciarską. Wystarczy kilka zajęć, żeby dziecko nauczyło się bezpiecznie zachowywać na stoku – hamować, podchodzić na nartach, skręcać, sprawnie i bezpiecznie korzystać z wyciągu.

Patrz na kolory

Od 31 grudnia 2011 r. obowiązują zmienione klasyfikacje tras. Podzielono je na trzy stopnie: A – niebieskie, czyli łatwe, o średnim nachyleniu do 21 proc. i maksymalnym 30 proc. B – czerwone, trudne, o średnim nachyleniu do 29 proc. i maksymalnym stopniu nachylenia do 40 proc. C – czarne o bardzo wysokim stopniu trudności, o średnim nachyleniu powyżej 29 proc. i maksymalnym powyżej 40 proc.

Odpowiedzialność za ustalenie stopnia trudności trasy ponosi właściciel terenu, na którym znajdują się stok i wyciąg.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA