fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ubezpieczenia

Drogie polisy, za mała ochrona

Przy zakupie tabletu sprzedawca może nam zaoferować ubezpieczenie.
123 rf
Będzie mieć pani ochronę od wszystkiego. Gdy upuści pan telefon i ten się zepsuje, to dostanie pan nowy. Takie zachęty ze strony sprzedawców sprzętu elektronicznego nie należą do rzadkości.
Jeżeli jesteśmy namawiani na zakup drogiego ubezpieczenia czy „przedłużonej gwarancji" zapewniającej „pełną" ochronę tabletu lub smartfona, miejmy się na baczności. Ubezpieczenia od wszystkiego nie ma, a polisy kupowane razem ze sprzętem przeważnie oferują słabą ochronę.
Mało który klient przed zawarciem umowy dostaje do przeczytania ogólne warunki ubezpieczenia (OWU). Najczęściej dowiadujemy się o szczegółach posiadanej ochrony dopiero wtedy, gdy występujemy o odszkodowanie. Rzecznik finansowy opublikował obszerny raport o ubezpieczeniu sprzętu elektronicznego. Okazuje się, że pułapek w ubezpieczeniu laptopów, tabletów czy aparatów fotograficznych jest bardzo dużo.
– Sprzedawcy w sieciach handlowych przekonują klientów, że takie umowy obejmą każde uszkodzenie sprzętu. Robią to, bo mają określone plany sprzedażowe, a prowizje dla sklepu sięgają 70 proc. płaconych przez klienta składek – mówi Krystyna Krawczyk, dyrektor wydziału klienta rynku ubezpieczeniowo-emerytalnego w Biurze Rzecznika Finansowego.
– Niestety, po szkodzie okazuje się, że umowa zawiera wiele ograniczeń. Efekt jest taki, że korzyści ze sprzedaży tego typu ubezpieczeń czerpią głównie sieci handlowe pobierające wysokie prowizje za sprzedaż. Klienci mają niewielką ochronę w stosunku do płaconej składki.

Kłopotliwa siła zewnętrzna

Ubezpieczenie sprzętu elektronicznego zapewnia ochronę m.in. w razie takich zdarzeń jak: awaria, przypadkowe uszkodzenie, nieszczęśliwy wypadek, przepięcie prądu, kradzież z włamaniem. Zasady określone są w OWU i niestety nierzadko budzą kontrowersje.
Podstawowy problem zgłaszany przez klientów to odmowa pokrycia szkód w sytuacjach, gdy nie było działania tzw. siły zewnętrznej (np. telefon po prostu wysunął się z ręki klienta).
– Nie wspieramy roszczeń, jeśli klient celowo niszczy sprzęt, żeby wymienić go na nowy model. Jednak brak precyzyjnej definicji tzw. czynnika zewnętrznego powoduje, że takie postanowienia należy interpretować na korzyść klienta. Przez niedookreślenie ubezpieczyciele sami „uczą" klientów, że warto podawać nieprawdę przy zgłaszaniu szkody – mówi Aleksander Daszewski, radca prawny w Biurze Rzecznika Finansowego.
Z analizy rzecznika wynika, że na różnych forach internetowych pojawia się coraz więcej „porad", jaki czynnik zewnętrzny należy podać przy zgłoszeniu szkody, żeby dostać pieniądze.
W ubezpieczeniu sprzętu elektronicznego zostały też wprowadzone niepokojące standardy, nieznane w innych ubezpieczeniach, np. pokrywanie przez klientów kosztów transportu i diagnozy, gdy ubezpieczyciel nie uzna swojej odpowiedzialności. To niewysokie kwoty, 40 – 60 zł, ale klienci są zaskakiwani taką informacją często dopiero przez kuriera odwożącego sprzęt.

To nie jest gwarancja

Nazwy niektórych produktów ubezpieczeniowych, których przedmiotem jest sprzęt elektroniczny, zawierają słowo „gwarancja", co może wprowadzać klientów w błąd. Z gwarancji można skorzystać wtedy, gdy dana rzecz nie posiada właściwości określonych w oświadczeniu gwarancyjnym, czyli np. gdy w aparacie fotograficznym nie działa jakaś funkcja.
W przypadku ubezpieczenia klient otrzyma świadczenie w razie zdarzenia przewidzianego umową.
Ubezpieczenie obejmuje ryzyko wykraczające poza zakres gwarancji (np. przypadkowe uszkodzenie czy nieszczęśliwy wypadek), ale nie zawsze zapewnia taką ochronę, jaką daje gwarancja. Poza tym często wprowadzony jest udział własny obniżający odszkodowanie.
W przypadku gwarancji to sprzedawca musi udowodnić, że nie ponosi odpowiedzialności za wadę. Natomiast w ubezpieczeniu jest odwrotnie: ciężar dowodu spoczywa na kliencie. W praktyce rodzi to problemy, np. gdy towarzystwo uznaje, że klient nieprecyzyjnie opisuje sposób powstania uszkodzenia.
Ma bysć lepiej
Nieprawidłowości w ubezpieczeniach sprzętu elektronicznego widzą same towarzystwa. Polska Izba Ubezpieczeń przygotowała „Dobre praktyki PIU na polskim rynku ubezpieczeń w zakresie ubezpieczeń sprzętu". Planowane jest wdrożenie dobrych praktyk od końca pierwszego kwartału 2017 r. Zgodnie z nimi dystrybutorzy sprzętu będą mieli obowiązek przedstawić informacje o ubezpieczeniu w taki sposób, by charakter ochrony nie był utożsamiany z gwarancją udzielaną przez producenta sprzętu. Informacje w materiałach promocyjnych, przekazywane telefonicznie oraz podczas zakupu będą musiały jednoznacznie wskazywać formę prawną usługi i nazwę ubezpieczyciela. Musi z nich jednoznacznie wynikać, że ochrona nie jest tożsama z gwarancją lub rękojmią za wady fabryczne w rozumieniu kodeksu cywilnego.

Sprawy, które trafiły do rzecznika finansowego

- Kot wbiegł pod nogi chłopca niosącego tablet. Chłopak nie chciał go nadepnąć i potknął się, co spowodowało, że upuścił i uszkodził sprzęt. Ojciec chłopca wystąpił o świadczenie z umowy ubezpieczenia, czyli o naprawę tabletu. Ubezpieczyciel odmówił argumentując, że „gdyby nie kot, nie doszłoby do uszkodzenia sprzętu", a szkody spowodowane przez zwierzęta nie są objęte ochroną. Interwencja rzecznika finansowego sprawiła, że ubezpieczyciel zmienił zdanie.
- Właściciel ubezpieczonego laptopa kąpał półtoraroczną córkę w wanience, która stała w łazience. Po kąpieli i przebraniu dziecko przeszło do drugiego pokoju i korzystając z nieuwagi rodziców zabrało laptop z biurka. Wróciło z nim do łazienki i wrzuciło go do wody. Towarzystwo ubezpieczeniowe odmówiło świadczenia tłumacząc, że do szkody doszło na skutek celowego działania półtorarocznego dziecka, a działanie umyślne wyłączone jest z ochrony. W sprawie tej interweniował rzecznik finansowy. Stanął na stanowisku, że w przypadku tak małego dziecka nie można mówić o działaniu celowym. Ubezpieczyciel przyznał rację, ale znowu odmówił wypłaty odszkodowania. Tym razem stwierdził, że sprzęt był użytkowany niezgodnie z instrukcją obsługi. W instrukcji było napisane, że baterie laptopa powinny być przechowywane poza zasięgiem dzieci oraz że nie wolno dopuścić do kontaktu baterii z wodą.
- Klient zgłosił uszkodzenie telefonu, który wpadł do morza po tym, gdy klient stojący na brzegu został potrącony przez osobę wbiegającą do wody. Najpierw towarzystwo odmówiło wypłaty odszkodowania argumentując, że zdarzenia nie można zakwalifikować jako zalanie aparatu. Tymczasem w umowie ubezpieczenia było napisane, że firma bierze na siebie odpowiedzialność za szkodę, jeśli do uszkodzenia telefonu doszło wskutek działania siły zewnętrznej. Ostatecznie towarzystwo zgodziło się, że zamoczenie aparatu przez fale morskie było skutkiem takiego właśnie zdarzenia.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA