fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Monika Hojnisz: Teraz o mnie dbają

PAP/Maciej KulczyŃski
O zmianach w przygotowaniach do sezonu, sprintach, których nie lubi, o tym, jak patrzą na nią producenci nart, mówi najlepsza polska biatlonistka, Monika Hojnisz.

Poprzedni sezon był trudny, czy czuła pani, że w tym już na początku może być tak dobrze?

Nie mogłam się doczekać tego sezonu, ale nawet nie dlatego, że czułam rewelacyjną formę. Chciałam, żeby coś się ruszyło, żeby forma była równa i żebym co weekend zdobywała punkty. Wcześniej miewałam świetne wyniki, ale to były jednorazowe wyskoki. Jestem doświadczoną zawodniczką i taka sytuacja przestawała mi wystarczać.

 

Dwa razy była pani blisko zwycięstwa – w Pokljuce i Hochfilzen...

W Pokljuce nasz sztab zdecydował, że nie będę dostawała wiadomości o sytuacji na trasie. Trenerzy chcieli, żebym się nie dekoncentrowała na strzelnicy. O tym, że jest dobrze, dowiedziałam się na ostatnim okrążeniu, po strzelaniu. Ukrainka Julia Dżyma miała tę przewagę, że biegła po mnie i znała wyniki. W Hochfilzen z kolei był bieg masowy. Wybiegłam z ostatniego strzelania jako pierwsza, widziałam rywalki. Trochę mnie to sparaliżowało, że byłam pierwsza, musiałam uciekać. To ważne doświadczenie dla mnie. Mam nadzieję, że jeśli drugi raz zdarzy mi się taka sytuacja, to zareaguję lepiej.

Świetnie strzela pani w tym sezonie...

Wszyscy liczą mi procenty celności dużo uważniej niż ja sama. W pozycji leżącej nic nie zmieniałam w swojej technice, bo zawsze byłam mocna. Czułam, że nie leży mi strzelanie stojąc, więc na początku przygotowań zmieniłam technikę. Trenerka Nadia Biełowa potrafi bardzo pomóc. Powiedziałam jej, że potrzebuję zmiany, nawet wiele nie musiałam opowiadać, bo to świetna obserwatorka. Aż do ostatniego obozu w Lenzerheide mocno nad tym pracowałam, ale nie byłam pewna efektów. W dalszym ciągu brakuje mi automatyzmów, muszę myśleć, pamiętać, jak mam się ustawić, a nie jest łatwo zmienić nawyki, przez ostatnich 15 lat strzelałam inaczej. W biegu pościgowym w Pokljuce wróciłam do starej pozycji i od razu poszło mi gorzej.

Nikt wcześniej nie zwracał uwagi, że trzeba poprawić pozycję?

Czy nikt tego nie zauważył? Nawet na zdjęciach, kiedy stałam obok innych zawodniczek, było widać, że mam zupełnie inną pozycję. Moja celność nie była jednak tak zła, aby bić na alarm. Jeśli pudłowałam, to mówiono, że miałam słabszy dzień. Nadia Biełowa stwierdziła, że może jednak chodzić o co innego. To bardzo doświadczona trenerka, sama była zawodniczką. Na sobie wiele rzeczy sprawdziła i teraz potrafi wszystko wyjaśnić. Od dawna słyszałam, że potrafi bardzo pomóc na strzelnicy.

Podobno wystarczy przekazać pani uwagi w kilku słowach, byle w dobrym momencie?

Nie dyskutuję za dużo, ale jeśli mam jakiś problem, to na bieżąco wyjaśniam sprawę. Podejście trener Biełowej mi się podoba, jest otwarta i nie ma problemu, żeby z nią porozmawiać. Dużo analizuje, próbuje wczuć się w sytuację zawodnika. Podoba mi się nasza współpraca.

Znalazła już pani narty? Na mecie sprintu w Hochfilzen gdzieś się zawieruszyły...

Rzeczywiście, nawet nie wiedziałam, że ktoś o tym wie (śmiech). Jak jesteśmy w mix zonie, to przedstawiciel producenta przynosi nam do kamery ładne obrandowane pary nart, a te startowe odstawia na bok. Rozmawiałam z Sebastianem Krystkiem z Polskiego Związku Biatlonu i w tym czasie zamieniono mi narty. Nawet tego nie zauważyłam.

Czy po sukcesach czuć zmianę w postrzeganiu pani?

Tak, i nie chodzi tylko o telewizję czy radio, ale też o inne zawodniczki. One wiedzą, że się liczę w czołówce. Nawet firmy, które dostarczają nam narty, buty czy kije, zwracają na nas większą uwagę. Dobre wyniki mają przełożenie na wszystko, nawet na jakość sprzętu. Teraz o mnie dbają.

W ten weekend Puchar Świata w Novym Meście. Ma pani stamtąd dobre wspomnienia, kilka medali zimą i latem...

Nie wiem, czy to moje ulubione trasy, ale skoro wszyscy tak mówią, to niezręcznie zaprzeczać. Mam stamtąd same fajne wspomnienia, począwszy od 2013 r. Latem na MŚ zdobyłam tam w sztafecie brąz i w sprincie srebro.

A podobno sprintu pani nie lubi.

Muszę go polubić, bo jest prawie zawsze podczas PŚ i od niego dużo zależy także w biegu na dochodzenie. Nie powiem, że nie lubię sprintu, ale czuję się w nim najmniej komfortowo. W tej konkurencji trzeba od początku mocno ruszyć, a nie jestem taką dynamiczną zawodniczką i największe straty ponoszę na pierwszym okrążeniu. Kiedy się rozpędzę, często już jest za późno, dlatego 11. miejsce w Hochfilzen mnie cieszy, a tempo biegu w porównaniu do poprzednich lat napawa optymizmem. Ostrożnie podchodzę do sprintu, bo nie czuję się dobra, nawet w testach wychodzi, że moje mięśnie lepiej sprawdzają się na dłuższych dystansach. Wiem, że muszę to ćwiczyć. W Novym Meście mogę wystartować nawet trzy razy, więc zapowiada się kolejny weekend pełen wyzwań.

Jak się pani czuje jako liderka kadry?

Zawsze uciekałam od tego słowa, ale teraz nie mogę. Skupiam się jednak przede wszystkim na sobie. To pomaga.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA