fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Szachy: Mozart lub hip-hop

27-letni Magnus Carlsen (z lewej) i Fabiano Caruana (lat 26) podczas meczu w Londynie
AFP
W środę poznamy mistrza świata. Magnus Carlsen czy Fabiano Caruana? Zadecyduje dogrywka. Jedno jest pewne: znów wygrała ta stara i wciąż młoda gra.

Grają od 9 listopada w amfiteatralnej sali londyńskiego gmachu The College przy Southampton Row w dzielnicy Holborn.

W 12 partiach padło 12 remisów. Partie były różne: krótkie, agresywne, ale też siedmiogodzinne, pozycyjne, z szansami i nadziejami na wygrane z obu stron, ale tylko ostatnia, w poniedziałek, wzbudziła ekstremalne emocje: norweski mistrz miał wyraźną przewagę, lecz po 31 posunięciach zaproponował remis.

To pierwszy mecz w 132-letniej historii walki o mistrzostwo świata, który nie dał rozstrzygnięcia w głównej części rywalizacji. Dla kibiców to dodatkowa frajda, dla organizatorów i szachów – także. O tytuł grają bowiem dwaj ludzie, którzy już udowodnili, że stare szachy pozostają młodym sportem, bywają fantastyczną rozrywką medialną, inaczej mówiąc, wciąż są sexy.

Thor szachów

Z jednej strony szachownicy usiadł obrońca tytułu, 27-letni Norweg Magnus Carlsen. „Mozart szachów", jak piszą o nim media, choć niektóre w Norwegii wolą „Thor szachów". Carlsen przy okazji turniejów reklamuje auta Porsche i ubrania G-Star, to miłośnik komiksów z Kaczorem Donaldem (po latach sam się w nich pojawił), był też postacią w znanej kreskówce „The Simpsons".

Magazyn „Forbes" wycenia jego wartość marketingową na ponad 8 mln dol. rocznie, kiedyś w pokazówce dał mata Billowi Gatesowi w dziewięciu posunięciach.

Drogę do profesjonalnych szachów miał naturalną. Do gry zachęcił go ojciec Henrik, konsultant techniczny, niezły szachista. Bawili się raczej, niż trenowali. Starsza siostra Ellen też rywalizowała z bratem, Magnus dopiero gdzieś około ósmego roku życia zaczął traktować szachownicę jako przeznaczenie.

W wieku czterech lat składał konstrukcje z klocków lego przeznaczonych dla 14-latków, miał wyjątkowy dar koncentracji na zadaniach, które mu się podobały, ale powtarzał w wywiadach – moja pierwsza autobiografia zacznie się od zdania: „Nie jestem geniuszem".

Został jednak złotym dzieckiem szachów, szybko parł do zwycięstw i sławy, polubił blask reflektorów. Arcymistrzem został w wielu 13 lat (to nie rekord, byli młodsi) i potrafił utrzymać tempo rozwoju sportowego także jako dorosły.

Świetnie daje sobie radę z mediami, sponsorami i kibicami. Tytuł „najbardziej seksownego mężczyzny 2013 roku" przyjął z uśmiechem, tak samo jak kilka filmów dokumentujących jego błyskotliwą karierę.

Jest nieprzerwanie mistrzem świata od 2013 roku, gdy pokonał w Chennai Viswanathana Ananda. Potem raz jeszcze zwyciężył z hinduskim arcymistrzem w 2014 roku i obronił tytuł dwa lata później w starciu z Siergiejem Karjakinem – Ukraińcem reprezentującym Rosję.

Teraz rywalem jest o niespełna dwa lata młodszy Fabiano Caruana, Amerykanin mający po matce także obywatelstwo włoskie. Dla szachów w USA to wielka chwila, ostatnim, który walczył o szachowy tron, był Bobby Fischer w 1972 roku (wygrał wtedy z Borisem Spasskim).

Fabiano zobaczył pierwszy raz szachy, gdy miał pięć lat. Rodzice uznali, że synek był trochę za bardzo rozkojarzony, powinien nauczyć się koncentracji, więc zapisali go na zajęcia dodatkowe z szachownicą w roli głównej. Z początku przegrywał każdą partię, lecz szybko pojął w czym rzecz i zaczął być lepszy od starszych dzieci.

Rodzina w 2004 roku przeniosła się z Nowego Jorku, dokładniej z Brooklynu do Hiszpanii, tam Caruana grał już pod opieką poważnych instruktorów i z silniejszymi rywalami. Uczył się w domu, dokładał do lekcji po dziesięć godzin szachów w dni weekendowe, zaczął starty w turniejach. Trenował też w Budapeszcie. Rodzice szacowali, że wydawali na syna po 50 tys. dol. rocznie, ale się opłaciło. Dwa tygodnie przed 15. urodzinami Fabio został arcymistrzem.

Jak MMA lub boks

Caruana lubi porównywać szachy do MMA albo boksu. Mówi o presji, skokach pulsu, zamroczeniach w czasie gry i twardości psychicznej, która pozwala przezwyciężać kryzysy. O tym, że szachy wymagają równie mocnego treningu fizycznego i psychicznego, jak i przygotowania technicznego. Dużo biega, dba o żywienie (jak Carlsen) i uprawia jogę. Mieszka w St. Louis, ma też dom w Miami. Nie jest takim talentem medialnym jak jego przeciwnik, ale reguły tworzenia wizerunku zna.

– Nie jestem „Mozartem szachów", moje muzyczne upodobania są dalekie od klasyki, więc prawdopodobnie trzeba mi wybrać kogoś sławnego z hip-hopu lub rockandrolla – mówił dziennikarzom w Londynie.

Prawo do walki z Carlsenem wywalczył w rewelacyjnym stylu w marcu w Berlinie, w turnieju ósemki kandydatów. Oficjalny ranking na tydzień przed meczem w Londynie miał tylko o 3 pkt niższy niż norweski mistrz.

Nieuchronne porównania prowadziły do wniosku, że może to być zaskakująco równy mecz, bo Carlsen ostatnimi czasy nie błyszczał, a jego rywal wciąż piął się w górę. Bilans wcześniejszych 56 partii (22 zwycięstwa Norwega, 12 Amerykanina, 22 remisy) mówił co innego, ale paru sławnych arcymistrzów ostrzegało: Caruana umie walczyć i nie ma słabych stron.

12 partii dowiodło, że mieli rację, czas zatem na dogrywkę. W regulaminie meczu zapisano: najpierw będą cztery partie szachów szybkich – 25 minut dla każdego plus dziesięć sekund po każdym posunięciu. Jako pierwszy białymi zagra Carlsen.

W przypadku remisu rywalizacja zmieni format na szachy błyskawiczne – pięć minut na partię dla uczestnika plus dodatkowe trzy sekundy po każdym ruchu. W programie jest pięć minimeczów (po dwie partie blitza w każdym).

Jeśli nadal nie będzie rozstrzygnięcia, zadecyduje tzw. Armageddon, czyli ostatnia partia, w której grający białymi ma pięć minut, czarnymi – cztery, po 60 posunięciach każdy otrzymuje jeszcze trzy sekundy na ruch. Jeśli padnie remis – zwycięzcą meczu zostaje ogłoszony szachista grający czarnymi bierkami.

Nie przegrał od 13 lat

Carlsen jest nie tylko numerem 1 rankingu w szachach klasycznych. Prowadzi także w światowych klasyfikacjach szachów szybkich i błyskawicznych (jego rywal jest odpowiednio ósmy i 16.). Norweg nie przegrał żadnej dogrywki od 13 lat.

Twierdzenie, że obrońca tytułu wchodzi w środę na pole, na którym jest zdecydowanym faworytem, wydaje się zatem uzasadnione, ale były mistrz świata Garri Kasparow podaje w wątpliwość tę przewagę. – W świetle szokującej propozycji remisu Magnusa w 12. partii, gdy był w znakomitej pozycji i miał więcej czasu na namysł, zastanawiam się nad taką oceną. Dogrywka wymaga żelaznych nerwów i wydaje się, że on je traci – napisał na Twitterze.

Dla miłośników szachów to tylko zapowiedź jeszcze większych emocji. Zwycięzca meczu Carlsen–Caruana nie bierze wszystkiego, ale większość: na pewno będzie numerem 1 rankingu FIDE, z racji dogrywki otrzyma 55 proc. z gwarantowanego miliona euro premii oraz wpływów z biletów, reklam oraz transmisji pay-per-view (gdyby rozstrzygnięcie padło w 12 partiach otrzymałby 60 proc.) Mozart czy hip-hop? Odpowiedź już za chwilę.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA