fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przemysł Obronny

Ciężkie śmigła na wschodniej rubieży

materiały
Siły zbrojne muszą rozpocząć wymianę floty śmigłowcowej, aby zwiększyć mobilność bojowych jednostek - twierdzą eksperci.

W obliczu obecnych zagrożeń pilnie potrzebne są zwłaszcza ciężkie śmigłowce transportowe, niezastąpione w misjach szybkiego przerzutu grup bojowych w trudnym lesisto - jeziornym terenie północno- wschodniej Polski. Do tego musimy pomyśleć o wymianie najbardziej zużytych obecnie , pamiętających jeszcze Układ Warszawski średnich helikopterów wsparcia. Z całej transportowej floty eksploatowanych obecnie przez armię ok. 170 maszyn rotacja , ze względów technicznych powinna objąć co najmniej jedną trzecią najbardziej zużytych helikopterów - ocenia generał w st. spocz. Dariusz Wroński autorytet w dziedzinie śmigłowców, były dowódca 25.brygady Kawalerii Powietrznej, uczestnik kampanii irackiej.

- Zakup kilkunastu specjalistycznych maszyn dla bojowego ratownictwa (Combat SAR) a także zwalczania okrętów podwodnych i poszukiwań rozbitków zarządzony właśnie przez MON w sytuacji absolutnej konieczności utrzymania tych bojowych zdolności, nie dokona technologicznego przełomu tam gdzie jest najbardziej pożądany czyli w wojskach aeromobilnych – potwierdza Bartosz Głowacki analityk lotniczy i dziennikarz pisma Skrzydlata Polska.

Szybki przerzut bojowych grup

Generał Wroński przekonuje, że realne wzmocnienie pierwszorzutowych formacji mogłoby nastąpić dopiero po wymianie kilkudziesięciu starych poradzieckich helikopterów, które dożywają kresu technicznej sprawności.- Potrzebowalibyśmy też ok. 22 ciężkich maszyn do przerzutu w trudnym terenie grup bojowych i sprzętu. - Czy to nie paradoks, że mają je Belgowie, duńscy czy holenderscy sojusznicy i armie krajów położonych daleko od wschodniej flanki NATO, a Polska nie ma ani jednego takiego helikoptera? – pyta gen. Wroński.

Na początku kwietnia Bartosz Kownacki wiceszef MON ds. zakupów uzbrojenia i sprzętu wywołał gorąca dyskusję , gdy przekonywał, że inwestycje w śmigłowce nie są dziś najpilniejsze bo spora część helikopterów pozostających w dyspozycji jednostek bojowych jest w przyzwoitym stanie, a resursy wielu maszyn także rosyjskiej produkcji, wskazują, że można je będzie eksploatować w linii jeszcze co najmniej do 2026 – 2035 roku.

Wysłużony sprzęt do wymiany

- Kiedy planowaliśmy przetarg na śmigłowce wielozadaniowe Sztab Generalny dokładnie analizował sytuację i potrzeby wojska. Potem długo spieraliśmy się ze sztabowcami gdzie rzeczywiście wymiana helikopterów jest najpilniejsza. Liczba 50 śmigłowców ujęta potem w planach zakupów i postępowaniu nie wzięła się z sufitu – mówi Czesław Mroczek b. wiceminister obrony odpowiedzialny za modernizację sił zbrojnych w rządzie Ewy Kopacz (PO/PSL).

Opozycyjny dziś poseł Mroczek nie podziela optymizmu swojego następcy w MON w kwestii sprawności i przydatności do służby wojskowych wiropłatów: - Tu nie może być żadnej improwizacji - rzeczywisty stan każdej maszyny używanej obecnie w siłach zbrojnych zapisany jest drobiazgowo w jej dokumentach eksploatacyjnych – tłumaczy.

Trudne negocjacje

MON ponaglany przez opinie publiczną, aby zamówić nowe, wojskowe śmigłowce wybrał przyspieszone postępowanie, towarzyszące zakupom „uzbrojenia istotnego dla bezpieczeństwa kraju”. Tyle, że uproszczony przetarg nawet w przypadku kilkunastu specjalistycznych maszyn nie sprawi, iż zakontraktowane helikoptery natychmiast wylądują w jednostkach wojskowych. Sprzęt musi w pełni odpowiadać wymaganiom armii i floty, a to oznacza trudne negocjacje z producentami w sprawie drogiego, specjalistycznego wyposażenia. MON zresztą potwierdza, że przyjęcie ofert w nowych helikopterowym postępowaniu na razie tylko uruchomiło żmudne rozmowy z producentami m.in. na temat technicznych rozwiązań zastosowanych w helikopterach ale też potencjalnego offsetu i przemysłowego zaangażowania w Polsce. Nawet jeśli uda się sprawnie ustalić zasady serwisu i napraw gwarancyjnych w kraju (a przypomnijmy, że niedostateczny - z punktu widzenia rządu RP - offset był powodem przekreślenia nadziei Airbus Helicopters, producenta caracali, na biznes w Polsce), wojsko będzie musiało poczekać przynajmniej rok na dostawy pierwszych śmigłowców.

Transportowych wiropłatów nie znajdziesz na półce

- Helikoptery, zwłaszcza w oczekiwanym wariancie wyposażenia nie czekają na półce – mówi Bartosz Głowacki. Jego zdaniem w najlepszym razie wojsko na gotowe do użycia helikoptery musi poczekać minimum 3 lata. Potem rok jeszcze trzeba będzie doliczyć na wyszkolenie załóg aby można było użyć maszyn w warunkach bojowych.

Dlatego, zdaniem eksperta Skrzydlatej Polski należy zawczasu rozpocząć proces pozyskiwania śmigłowców transportowych nowej generacji. – Niedawno na przykładzie zamieszania wokół caracali mogliśmy się przekonać, że wybór dostawcy lotniczego sprzętu nie jest sprawa prostą i trzeba się liczyć z nagłymi zwrotami akcji które spowalniają zakupy nawet najpilniej potrzebnego uzbrojenia – przestrzega Głowacki.

Tekst powstał we współpracy z partnerem serwisu PZL-Świdnik: Rzecz o polskich śmigłowcach.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA