fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo dla Ciebie

Zamiast dezaprobaty lepsze będzie pojednanie - komentuje Krzysztof Szczucki

123rtf
Wszyscy, niezależnie od poglądów, mamy obowiązki wobec Rzeczypospolitej.

Niedawno w mediach społecznościowych oraz na łamach jednego z dzienników prof. Wojciech Sadurski ogłosił „Akt oskarżenia przeciw najważniejszym osobom w państwie PiS". Kilka dni później opublikował projekt uchwały o powołaniu Obywatelskiego Trybunału Stanu. Możliwe są oczywiście różne komentarze i odpowiedzi na ww. dezyderaty. Wydaje się jednak, że wyrażenie całkowitej dezaprobaty dla tych przedsięwzięć może przybrać w zasadzie tylko jedną formę – apelu o pojednanie. Apeluję zatem o pojednanie społeczne, które pozwoli nam wszystkim na nowo podpisać się pod brzmieniem art. 1 Konstytucji RP: „Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli".

Czytaj także: Bartłomiej Nowotarski: Demokracje muszą reagować na niepraworządność, inaczej nie przetrwają

Różnorodność nie jest dzisiaj czymś nadzwyczajnym. Dyskutujemy o ważnych dla nas wartościach oraz ideach. Mamy też różne patenty na wdrażanie naszych pomysłów. Wcale nie musimy się ze sobą zgadzać. Nawet gdyby społeczeństwo składało się wyłącznie z ludzi cnotliwych, kierujących się tylko dobrem publicznym, wciąż zapewne pojawiałyby się różnice na tle hierarchii wartości, czy też spraw bardziej praktycznych. Tym bardziej mogą się one pojawiać, jeżeli oprócz cnót mamy wady. Różne poglądy nie usprawiedliwiają jednak trwałych konfliktów społecznych.

A wreszcie palenie książek...

Spory polityczne, normalne zjawisko w systemie demokratycznym, nie powinny prowadzić do trwałych podziałów, wykraczających poza ich naturalne granice. Debata polityczna nie powinna niszczyć relacji międzyludzkich, które budujemy w życiu osobistym oraz w życiu zawodowym. Jej skutkiem nie może być to, że przestaniemy ze sobą rozmawiać, podawać sobie ręce, czytać publikacje przedstawiające inny światopogląd. Co czekałoby nas później? Listy proskrypcyjne? Wykaz ksiąg zakazanych? A może palenie książek znienawidzonych autorów?

Dyskusję o zasadności pociągnięcia osoby sprawującej władzę do odpowiedzialności konstytucyjnej uważam za mieszczącą się w granicach normalnej debaty politycznej. Nie można jednak zapomnieć, że realizacji tej idei służą odpowiednie procedury. Pomysł „Aktu oskarżenia przeciw najważniejszym osobom w państwie PiS" jest natomiast kolejnym narzędziem prowadzącym do trwałego podziału społecznego, lekceważącego obowiązujące prawo, w tym samą ustawę zasadniczą. Już sam jego tytuł wskazuje, że jest jakieś państwo zewnętrzne, a być może nawet obce dla tych, którzy poparli w wyborach stronnictwa inne niż ugrupowania mające większość w obecnej kadencji polskiego parlamentu. Takie podejście do problemu zdradza co najmniej kilka błędnych założeń.

Winni są także wyborcy?

Po pierwsze, w systemie demokratycznym obywatele w wyborach powierzają mandat do sprawowania władzy wybranym przedstawicielom. Powierzają go na cztery lata, po czym następuje okres ewaluacji i podjęcia decyzji o przedłużeniu tego mandatu lub też o powierzeniu go innemu stronnictwu. Oskarżając wyłonionych w ten sposób reprezentantów, oskarża się też de facto ich wyborców. Aktem oskarżenia, jeżeli nawet nie wyrokiem skazującym, jest – w sensie politycznym – w demokracji decyzja wyborców niekorzystna dla rządzących. Wymaga to tylko cierpliwości ich oponentów.

Po drugie, taki twór jak państwo tej czy innej partii politycznej nie istnieje. Wszyscy, niezależnie od poglądów politycznych, wykonujemy obowiązki, które mamy wobec Rzeczypospolitej Polskiej, np. płacąc podatki. Wszyscy także, w mniejszym lub większym stopniu, korzystamy ze świadczeń oferowanych nam przez państwo. Nie chodzi tylko o świadczenia finansowe, aczkolwiek te są najbardziej oczywiste, ale także o posyłanie dzieci do szkół publicznych, pobieranie edukacji w publicznych szkołach wyższych czy korzystanie z działalności służb zapewniających nam bezpieczeństwo. Czy drogi zbudowane przez państwo rządzone przez daną partię polityczną są też drogami tylko tej partii? Może powinni z nich korzystać tylko wyborcy tej opcji politycznej? Takie myślenie może prowadzić tylko do absurdu.

Po trzecie, sam pomysł swoiście społecznego aktu oskarżenia oraz takowego trybunału stanu jest wyrazem odrzucenia ustroju Rzeczypospolitej Polskiej wyrażonego w Konstytucji RP z 1997 r. To przede wszystkim ten akt przewiduje zasady pociągania do odpowiedzialności politycznej i prawnej osób sprawujących najwyższe funkcje publiczne. Warto wiedzieć, że zasady te nie zostały opracowane w tym parlamencie. Każdy obrońca konstytucji powinien przyjmować ją kompleksowo, nie zaś wybiórczo, odrzucając niewygodne elementy. Jeżeli ktoś wykrzykuje hasło „Konstytucja", to krzyczy także o odpowiedzialności na zasadach przewidzianych w niej, a nie w swoistych społecznych formach zastępczych.

Przestrzenie, które się kurczą

W wielu sprawach potrzebne nam jest dzisiaj pojednanie, wielu spraw nie da się dobrze poprowadzić, potykając się ciągle o podziały polityczne. W naszym życiu codziennym, w naszych małych społecznościach, miejscach pracy, podziały polityczne nie mają w praktyce większego znaczenia. Mogę nie zgadzać się ze światopoglądem drugiego, a jednocześnie wciąż prowadzić z nim interesujące debaty, a nawet wprowadzać wspólne projekty. Jeżeli zaczniemy się oskarżać, tworzyć trybunały ludowe, możemy doprowadzić do zaniku tych, coraz mniej licznych, przestrzeni współpracy i porozumienia.

O zasadności niektórych rozwiązań ustrojowych przyjętych w Konstytucji RP z 1997 r. można rozmawiać. Niektóre z nich wymagają przynajmniej ponownego przemyślenia. Do tego jednak też potrzebne jest przynajmniej pewne pojednanie społeczne, które pozwoli nam wykroczyć poza horyzont ograniczony bieżącym sporem politycznym. ?

Autor jest doktorem nauk prawnych, adiunktem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA