fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Podatek dochodowy

Estoński CIT w Polsce z wieloma zastrzeżeniami

Adobe Stock
W przyszłym roku małe spółki, które inwestują swoje zyski, nie zapłacą podatku dochodowego. To rozwiązanie będzie obwarowane wieloma zastrzeżeniami.

Rozwiązanie to jest nazywane „estońskim CIT", gdyż to właśnie ten kraj wprowadził je – i to na szeroka skalę – już 20 lat temu. W Polsce rząd chce je wprowadzić – choć w ograniczonej formie – od początku 2021 roku.

Ma ono zachęcić do inwestycji polskie firmy, zwłaszcza te mniejsze, które mają utrudniony dostęp do finansowania dłużnego.

Impuls dla inwestycji

– To pozwoli tworzyć miejsca pracy i zmodernizować gospodarkę – zachwalał ten pomysł minister finansów Tadeusz Kościński na czwartkowej konferencji prasowej.

Według przedstawionych przez Ministerstwo Finansów założeń, zwolnieniem z podatku będą objęte zyski spółki, które nie będą wypłacone wspólnikom jako dywidenda, a zainwestowane w jej rozwój. Taka inwestycja nie będzie musiała oznaczać np. budowy nowego zakładu, ale np. wpłatę na specjalne konto.

Jednak nadwiślańska wersja tego mechanizmu będzie się różniła od estońskiego oryginału szeregiem warunków. Zwolnienia mają być dostępne tylko dla spółek zakładanych przez osoby fizyczne, o obrotach nieprzekraczających 50 mln zł rocznie, bez udziałów w innych podmiotach i zatrudniających co najmniej trzech pracowników. Ich przychody pasywne (np. z lokat pieniężnych) nie będą mogły przekraczać tych z działalności operacyjnej. Firmy takie będą musiały wykazywać rosnące nakłady inwestycyjne i to o 15 proc. co dwa lata.

Ministerstwo Finansów tłumaczy wprowadzanie takich obostrzeń chęcią uniknięcia nadużywania tego ułatwienia dla celów optymalizacji podatkowej. – Chcemy, by korzystały z niego firmy realnie działające w Polsce – zastrzegł wiceminister Jan Sarnowski.

Resort finansów szacuje, że wprowadzenie tej ulgi zmniejszy wpływy do budżetu o 5 mln zł rocznie, ale – jak podkreślano na konferencji – gospodarka na tym nie ucierpi, bo zwiększą się inwestycje. Według szacunków MF z rozwiązania tego może skorzystać nawet 253 tys. spółek (bo tyle z nich wykazuje obroty niższe niż 50 mln zł). Nie przedstawiono projekcji, ile ich będzie realnie.

Tu trzeba prostoty

– To krok w dobrą stronę, ale obawiam się, że te dodatkowe wymogi, w tym ten dotyczący rokrocznego wzrostu inwestycji, mogą wypaczyć ten pomysł – powiedział „Rzeczpospolitej" Ryszard Florek, prezes firmy Fakro, producenta okien. Powołana przez niego fundacja „Pomyśl o przyszłości" postulowała wprowadzenie takiego podatku już kilka lat temu. – Jednak prawdziwą zachętą do inwestowania powinna być prostota rozwiązań prawnych. Dlatego mam nadzieję, że podatek estoński zostanie wprowadzony w jak najszerszym stopniu, a zapowiadane przez MF ograniczenia będą stopniowo znoszone – powiedział Florek.

Szczegóły nowego rozwiązania mają się pojawić w lipcu w stosownym projekcie ustawy.

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Agata Dziwisz, adwokat w kancelarii Kochański & Partners

O popularności „estońskiego CIT" zdecydują szczegółowe rozwiązania, których jeszcze nie znamy. Na podstawie informacji ogłoszonych przez Ministerstwo Finansów można pokusić się o twierdzenie, że np. po zakazie posiadania udziałów w innych spółkach czy ograniczeniu przychodów pasywnych z tego rozwiązania nie będą mogli skorzystać wszyscy przedsiębiorcy, do których potencjalnie jest ono kierowane. Oczywiście propozycja promowania inwestycji w polskie firmy zasługuje na uznanie. Niemniej inwestycje najskuteczniej wspiera się redukcją obciążeń biurokratycznych. Oby zatem finalnie zaproponowane rozwiązanie nie zawierało zbyt wielu szczegółów komplikujących korzystanie z „estońskich" udogodnień.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA