fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Okultystyczne korzenie liberalizmu

Znany brytyjski alchemik i badacz pism tajemnych Isaak Newton (zajmował się również po trosze fizyką)
Photopower
Zanim niewidzialna ręka stała się symbolem doskonałego działania rynków, była tajemną siłą ratującą Wszechświat przed rozpadem. Łączy ona XVII-wiecznych alchemików ze współczesnymi czarodziejami finansowymi.

Wedle obiegowej opinii świat współczesny – a przynajmniej jego najbardziej rozwinięta cywilizacyjnie część – odrzucił już dawno metafizykę i mistykę. Nic bardziej błędnego. Wciąż możemy spotkać wielu ludzi ślepo wierzących w dogmaty o tajemnych siłach władających Wszechświatem. Jedną z tych mocy jest niewidzialna ręka rynku.

Przykłady? „Etatyści szydzą z niewidzialnej ręki rynku, popierając widzialną rękę polityków i urzędników" – oburza się na Twitterze na „bluźnierców" prof. Leszek Balcerowicz. Z kolei Janusz Korwin-Mikke wścieka się na swoim blogu, że przyzwoici ludzie, którzy narzekają na złodziejstwo i łapownictwo w strukturach państwa, nie rozumieją, iż problem ten zostanie rozwiązany, gdy o wszystkim decydować będzie niewidzialna ręka rynku.

Ludzie określający się jako wolnorynkowi upatrują w tej sile naturalny mechanizm samoregulacji gospodarki. Ma się on opierać – uważają oni – na wolnej konkurencji i swobodnym kształtowaniu się relacji popyt–podaż. Wyznawcy niewidzialnej ręki twierdzą, że państwo powinno w jak najmniejszym stopniu wtrącać się do gospodarki, bo narobi tylko szkód, zakłócając mechanizm działania tej cudownej mocy.

Na przytaczany przez etatystów argument, że do ostatniego globalnego kryzysu finansowego doszło dlatego, iż rządy za mało uregulowały system bankowy (pozwoliły nawet bankom na ordynarne kantowanie zwykłych ludzi), wyznawcy niewidzialnej ręki odpowiadają, że stało się tak, ponieważ „socjalistyczny rząd USA" za bardzo rynek regulował.

Spór o niewidzialną rękę trwa od zarania nauk ekonomicznych. Na ile pozwolić rynkowi na swobodne działanie, a na ile korygować jego błędy? Starcie tych dwóch, wydawałoby się naukowych, koncepcji niekiedy przypomina starcie dwóch doktryn religijnych. Ma ono bowiem wiele wspólnego ze sporem, w którym o racji którejś z jego stron rozstrzyga wiara.

Tomáš Sedláček, czeski ekonomista i filozof, były doradca prezydenta Václava Havla, w wywiadzie dla TOK FM mówił: „Zwracam uwagę na to, że gdy chcesz spytać mnie o »niewidzialną rękę rynku«, to zapytasz mnie, czy w nią wierzę. Podkreślam słowo: wiara. Ono jest fundamentalne. Dla mnie założenia »niewidzialnej ręki« to taka modlitwa. Wishful thinking. Chcielibyśmy, żeby ta »niewidzialna ręka« rzeczywiście tak idealnie działała. Tak, jak mamy jedynie nadzieję, że ludzie są racjonalni". Jeśli tak, to sama teoria niewidzialnej ręki rynku ma bardzo mało wspólnego z nauką, a za to bardzo dużo ze ślepą wiarą w tajemne siły rządzące światem.

Oświeceniowy przesąd

Zwolennicy istnienia niewidzialnej ręki odwołują się do pism XVIII-wiecznego szkockiego ekonomisty Adama Smitha. To on miał jakoby rzekomo udowodnić, że rynek sam się potrafi uregulować i w związku z tym niepotrzebna jest interwencja państwa w gospodarkę.

Tymczasem Smith nie był tak „wolnorynkowo" nastawiony, jak sądzi wielu powołujących się na niego współcześnie liberałów (uważał np., że pracownicy powinni dostawać wysokie płace, bo przemawia za tym interes społeczny). Nauki ekonomiczne poczyniły zaś ogromny postęp od XVIII wieku. Nie zmienia to jednak faktu, że autor „Bogactwa narodów" nadal stanowi dla liberałów równie wielki autorytet, jak ajatollah Chomeini dla radykalnych szyitów. Skoro Smith orzekł, że rynkami kieruje niewidzialna ręka, to tak musi być!

Problem w tym, że ów szkocki ekonomista w swoich dziełach wspomina o niewidzialnej ręce zaledwie kilka razy. I to dosyć zdawkowo. W „Bogactwie narodów" czytamy m.in., że „[każdy człowiek] myśli tylko o swym własnym zarobku, a jednak (...) jakaś niewidzialna ręka kieruje nim tak, aby zdążał do celu, którego wcale nie zamierzał osiągnąć. Społeczeństwo zaś, które wcale w tym nie bierze udziału, nie zawsze na tym źle wychodzi. Mając na celu swój własny interes, człowiek często popiera interesy społeczeństwa skuteczniej niż wtedy, gdy zamierza służyć im rzeczywiście. Nigdy nie zdarzyło mi się widzieć, aby wiele dobrego zdziałali ludzie, którzy udawali, iż handlują dla dobra społecznego".

W innym miejscu tego dzieła padają następujące słowa: „Ponieważ zaś każdy człowiek stara się, jak tylko może, aby użyć swego kapitału do wytwórczości krajowej oraz tak pokierować tą wytwórczością, ażeby jej produkt posiadał możliwie największą wartość, przeto każdy człowiek pracuje z konieczności nad tym, by dochód społeczny był jak największy (...) w tym, jak i w wielu innych przypadkach, jakaś niewidzialna ręka kieruje nim tak, aby zdążał do celu, którego wcale nie zamierzał osiągnąć".

Tyle że nie ma tu żadnego opisu mechanizmu działania tej tajemniczej mocy. Brakuje jakichkolwiek konkretów, jest jedynie luźno rzucona hipoteza z pogranicza ekonomii i filozofii.

Teoria niewidzialnej ręki musi być zatem rozpatrywana w kontekście poglądów panujących w czasach Smitha. Z przekonania szkockiego ekonomisty o istnieniu „jakiejś" niewidzialnej ręki przebija utopijne oświeceniowe przekonanie o tym, że społeczeństwo działa podobnie jak maszyna funkcjonująca według prostych, ale racjonalnych zasad i poruszana możliwymi do zbadania siłami. Żyjący w XIX i XX wieku francuski dominikanin Reginald Garrigou-Lagrange tak komentował myśl Smitha: „Bogatych (...) prowadzi niewidzialna ręka, tak by dokonywali niemalże takiej samej dystrybucji, jaka byłaby, gdyby ziemia była podzielona na równe części pomiędzy wszystkich jej mieszkańców. Nie będąc tego świadomymi, pchają do przodu interes społeczny i sprawiają, że wzrost populacji staje się możliwy".

Z kolei współczesny amerykański historyk Michael Jones w swojej pracy „Jałowy pieniądz" zauważa, że model kapitalizmu opisany przez Smitha był wzorowany na modnym ówcześnie newtonowskim modelu Wszechświata. „Jakaś" niewidzialna ręka jest więc nawiązaniem do drugiej zasady dynamiki Isaaca Newtona, która mówi (w lekkim uproszczeniu), że „w inercjalnym układzie odniesienia, jeśli na ciało nie działa siła lub działające siły równoważą się, to porusza się ono ruchem jednostajnym lub pozostaje w spoczynku".

Smith dokonał więc przeniesienia do ekonomii teorii pochodzącej z fizyki. Za jego czasów establishment z Wysp Brytyjskich po prostu uważał, że takie proste przeniesienia praw fizyki do ekonomii, nauki o polityce, biologii są uprawnione, gdyż newtonowskie teorie są pryncypiami rządzącymi naturą świata materialnego.

Problem w tym, że Newton, formułując te wiekopomne prawa, nie do końca kierował się motywami naukowymi. Dla niego owe teorie miały w większym stopniu znaczenie filozoficzne i religijne. Angielski fizyk zaczerpnął swoją wizję Wszechświata i rządzących nim sił nie tylko z koncepcji Kartezjusza, ale jak wskazują z jednej strony wspomniany Michael Jones, z drugiej – Michael White w książce „Isaac Newton: The Last Sorcerer", również z teorii... alchemicznych.

Kosmiczna moc

Newton uchodzi za odkrywcę prawa powszechnego ciążenia. Problem w tym, że nie potrafił on wyjaśnić, czym w istocie jest siła grawitacji i jak ona funkcjonuje. Trudno mieć mu to za złe, wszak współczesna nauka też do końca nie jest w stanie tego wytłumaczyć. Ówcześni czytelnicy dzieł Newtona, wybitni uczeni Christiaan Huygens i Gottfried Wilhelm Leibniz, uczepili się jednak tej kwestii i zarzucali Anglikowi, że jego teorie zawierają elementy okultystyczne.

A przecież Newton cieszy się opinią racjonalistycznego aż do bólu badacza, któremu obce było uciekanie się w rozważaniach naukowych do jakiejkolwiek metafizyki. To błędne przekonanie. W czasach angielskiego uczonego granica „naukowości" była bowiem dosyć płynna, a on sam był zapalonym alchemikiem, którego kojarzono z okultystycznym stowarzyszeniem różokrzyżowców. Dzieła alchemiczne zajmowały pokaźną część jego biblioteki. Co więcej, sam był uznanym autorytetem w tej dziedzinie, autorem traktatów poświęconych alchemii oraz magii. Skądinąd w 1936 roku wybitny brytyjski ekonomista John Maynard Keynes odkrył je, a Uniwersytet Cambridge sprzedał mu te pisma jako „bezwartościowe papiery".

W swoim rękopisie „O wegetacji metali" Newton pisał, że pewne substancje „wskutek działania jakiejś tajemniczej zasady niełączliwości trzymają się z dala od siebie". Zdaniem Michaela Jonesa, tak jak »tajemnicza zasada niełączliwości« nie pozwalała pewnym substancjom mieszać się z innymi, tak też prawo inercji głosiło, że „ciała były z gruntu niełączliwe", to znaczy, że gdyby nie działała na nie jakaś większa zewnętrzna siła, oddalałyby się od siebie i podążały swymi drogami. Ta „większa siła" była znana jako grawitacja, aktywna zasada „przyciągania", która powstrzymywała Wszechświat przed rozpadem. A zatem tak jak „jakaś niewidzialna ręka" powoduje, że „wolny rynek działa", tak „jakaś większa siła" sprawia, że Wszechświat się nie rozpada.

Jones dostrzega w tym analogie z alchemicznymi zasadami „miłości i waśni", które mają sprawiać, że jedne substancje łączą się z innymi, a inne nie. „Podwójna rtęć jest jedyną pierwotną i najbliższą materią wszelkich metali, a te dwie rtęci to nasiona męskie i żeńskie, siarka i rtęć, rzecz stała i rzecz lotna, węże owinięte wokół kaduceusza, smoki Flamela. Nic nie powstaje jedynie z nasienia męskiego lub żeńskiego. Aby mogła zrodzić się pierwotna materia, te dwie zasady muszą się połączyć" – pisał Newton w innym swoim tekście alchemicznym. Tak w jego czasach powstawały „teorie naukowe".

Newton przyznawał się zresztą do ukrytego przesłania w swoich dziełach. W liście do jednego z przyjaciół wyjaśniał, że w swoim opus magnum „Matematyczne podstawy filozofii naturalnej" tak dużo miejsca poświęcił bardzo skomplikowanym i w zasadzie niepotrzebnym równaniom matematycznym tylko po to, by „zamknąć usta matematycznym dyletantom", próbującym czepiać się jego kosmologicznych teorii.

Uczony nie był w swoich alchemicznych pasjach odosobniony. Sprawiły one m.in., że nawiązał przyjaźń z innym filarem angielskiego oświecenia Johnem Lockiem – jednym z ojców liberalizmu (zresztą wiele z poglądów Smitha ma źródło w pismach tego myśliciela).

Obaj łączyli swoje alchemiczno-okultystyczne zainteresowania ze specyficznie pojmowanym protestantyzmem. Newton ukrywał przed władzami swojej uczelni brak wiary w Trójcę Świętą oraz w bóstwo Chrystusa, ale powiadał, że „żadna inna nauka nie jest tak potwierdzona jak nauka Biblii", i przeprowadził „naukowe" obliczenia, z których wynikało, że koniec świata nastąpi w 2060 roku. Locke zaś, postulując wolność religijną, zastrzegał, że muszą być z niej wyłączeni katolicy i... ateiści jako „burzyciele porządku społecznego". W takiej właśnie mętnej mieszance okultyzmu z nieortodoksyjnym religijnym fanatyzmem narodziła się „naukowa" teoria „samoregulującego się" Wszechświata, która potem została przeniesiona przez Smitha na pole ekonomii.

Teoria w praktyce

Prawdziwym powodem, dla którego niewidzialna ręka rynku wydaje się niewidzialna, jest to, że jest ona nieobecna" – twierdzi amerykański noblista z dziedziny ekonomii Joseph Stiglitz. Krytycy teorii niewidzialnej ręki wskazują, że często rynki zachowują się nieracjonalnie, a proste ekonomiczne wybory nie zawsze prowadzą do rozwiązań, które okazują się dobre. W niektórych przypadkach widzialna ręka rządu staje się siłą, która musi naprawiać skutki rynkowych ekscesów. Raczej niewielu wyznawców niewidzialnej ręki protestowało, gdy w 2008 roku rząd USA wyciągał z kłopotów wielkie amerykańskie banki.

W ostatnich latach wielokrotnie mogliśmy się też przekonać, że branża finansowa czasem martwi się, gdy rządy i banki centralne za mało stymulują gospodarkę i rynki. Spośród wszystkich interwencji najbardziej zaś pożądane przez kapitalistów wydają się interwencje dokonywane przez chiński rząd i Ludowy Bank Chin w podlegającą centralnemu planowaniu gospodarkę Państwa Środka.

„Jakieś regulacje są potrzebne, by rynki mogły działać. Rząd jest również potrzebny, z czym się zgodzi niemal każdy, po to by przynajmniej dbać o to, by wywiązywano się z umów i szanowano prawo własności. Prawdziwa debata toczy się obecnie na temat znalezienia równowagi między rynkiem a rządem (a także trzecim sektorem, czyli organizacjami pozarządowymi). Oba są potrzebne. Mogą się one uzupełniać. Równowaga między nimi zmienia się zależnie od czasu i miejsca" – wskazuje Stiglitz.

Skądinąd sam Adam Smith podchodził z dużą ostrożnością do teorii niewidzialnej ręki. Jego zdaniem, by rynek działał prawidłowo, państwo musiało znajdować się na wystarczająco wysokim poziomie rozwoju. Nie ma sprawnego rynku choćby bez dostatecznej ochrony własności prywatnej i zwalczania kradzieży przez państwo. Równie ważne jak praworządność jest to, by uczestnicy rynku mieli podobny dostęp do informacji. Przede wszystkim jednak do prawidłowego funkcjonowania wolnego rynku potrzeba silnego zakorzenienia norm moralnych w społeczeństwie. Wielu „wolnorynkowców" powołujących się na myśl Smitha o tym zapomina.

Na fałszywy obraz myśli Smitha wpływa to, że została ona z czasem mocno zwulgaryzowana, a ze szkockiego filozofa zrobiono apologetę dzikiego kapitalizmu opierającego się na wyzysku i oszustwie. Szczególnie było to widoczne w państwach postkomunistycznych, gdzie część „elit" zakochała się w neoliberalnych teoriach innego amerykańskiego ekonomicznego noblisty Miltona Friedmana. Stał się on dla nich bożyszczem, m.in. dlatego, że chwalił prywatyzację na wielką skalę i osłabianie prawa pracy. Rodzaj kapitalizmu wprowadzanego w naszym regionie jednak i jego mógł zszokować.

Zarobić pierwszy milion

Guru Kongresu Liberalno-Demokratycznego był Milton Friedman. Dopiero gdy przyjechał do Warszawy i usłyszał, jakie poglądy przypisuje mu Kongres, nie wytrzymał, mówiąc: »Ja tak wcale nie uważam, taki system nie może funkcjonować w praktyce, zrodziłby bowiem nieprawdopodobne patologie«. Nikt nie chciał jednak słuchać gadania Friedmana; widocznie się zestarzał, burknął ktoś z Kongresu, słuchając sprostowań mistrza w Sejmie" – wspominał Paweł Bożyk, były doradca ekonomiczny Edwarda Gierka, w swojej książce „Apokalipsa według Pawła".

Cóż, niewidzialna ręka przeszła długą drogę. Od tajemnej alchemicznej siły rządzącej Wszechświatem do ręki „nowego kapitalisty" sięgającej do cudzej kieszeni, by „zarobić pierwszy milion".

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA