Piłka nożna

Szczepłek: Brzęczek w lesie

AFP
Dwa mecze reprezentacji Polski i dwie skrajne oceny. Nowy selekcjoner spokój miał tylko przez chwilę.

Naiwnością jest myślenie, że nowy trener odmieni reprezentację z dnia na dzień. Jej gra nie zależy tylko od selekcjonera. Dla każdej drużyny pierwsze miesiące po mistrzostwach świata lub Europy są trudne. Jedni jeszcze są pijani sukcesem, inni porażką.

To nie przypadek, że Niemcy przegrali z Polską pierwszy mecz po zdobyciu Pucharu Świata. Nieprzypadkowo wicemistrzowie świata Chorwaci ulegli 0:6 Hiszpanom, którzy pożegnali się z mundialem już w 1/8 finału.

Przypadek Polski jest nieco inny. Adam Nawałka zawiódł w najważniejszym momencie. Podejmował niezrozumiałe decyzje, Polska przegrała, on musiał odejść. Ale zawodnicy zostali, bo to są nadal najlepsi polscy piłkarze.

Jeśli gdzieś są lepsi od nich, należy ich znaleźć. Jerzy Brzęczek zaczął szukać, ale na razie przypomina grzybiarza, który poszedł do lasu na prawdziwki, a wrócił z paroma maślakami. Zaczął od znajomego lasu, bo ma tam swoje miejsca. Ale rok nie jest grzybowy, zebrał to, co znalazł. Nie wiadomo, co z tego zrobić – zupę, sos? Trzeba dodać jakieś sprawdzone składniki i pichcić. Tak to mniej więcej wygląda.

Mało kto tak miesza w głowach kibicom jak dziennikarze i ci, którzy się za nich podają. Gdybym czerpał wiedzę o polskich piłkarzach z portali internetowych lub z tabloidów, spałbym spokojnie. Wynika z tych wiadomości, że niemal każdy robi karierę w zagranicznym klubie, staje się ulubieńcem kibiców, jest na listach życzeń czołowych klubów, popisał się fenomenalnym zagraniem. Promocja i reklama wyprzedzają umiejętności.

Jedyny polski piłkarz, który osiągnął klasę światową nazywa się Robert Lewandowski, a nawet on, bez wsparcia znacznie słabszych partnerów, nie zapisał się niczym w pamięci obserwatorów mundialu.

Łukasz Fabiański i Wojciech Szczęsny są dobrzy, Kamil Glik nieźle trzyma obronę, Piotr Zieliński najlepiej czuje się w Neapolu, nie pamiętam efektownego zagrania Arkadiusza Milika w reprezentacji. Grzegorz Krychowiak albo koncertowo piłkę zagra albo równie widowiskowo ją straci. Pozostali, a więc połowa drużyny są dodatkami, które się zmienia, bez większego wpływu na jakość gry.

Oczywiście są jeszcze takie gwiazdy jak Jakub Błaszczykowski i Kamil Grosicki. Obydwaj zasłużeni, Błaszczykowski zapracował solidnie na rekord występów w reprezentacji. Ale ma problemy w klubie i to widać w reprezentacji, mimo że jest jednym z nielicznych zawodników, którym nie można zarzucić braku ambicji. Grosicki podczas wakacji koncentrował się na podróżach od klubu do klubu, a i tak został w Hull.

Brzęczek miał prawo podać rękę Błaszczykowskiemu, bo wie, że może na niego liczyć. Pokrewieństwo nie ma nic do tego. Natomiast Grosicki, który może jeszcze się kadrze przyda, na razie buja w obłokach.

W meczach z Włochami i Irlandią wystąpiło 21 jeden zawodników, w tym pięciu debiutantów: Arkadiusz Reca (Atalanta), Dawid Szymański (Wisła Płock), Rafał Pietrzak (Wisła Kraków), Damian Kądzior (Dinamo Zagrzeb) i Krzysztof Piątek (Genoa).

Pierwsze jedenastki w Bolonii i Wrocławiu składały się w całości z piłkarzy występujących w klubach zagranicznych. W kraju się wyróżniali, za granicą bywa z tym różnie, bo nie każdy jest przygotowany fizycznie i mentalnie na wymagania nieznane w polskich klubach. We Wrocławiu, zagrali jak na polskim podwórku: na utrzymanie piłki na swojej połowie, bez ambicji, bez pomysłu. To był mecz towarzyski, więc po co się wysilać.

Umiejętności większości reprezentantów Polski są przeciętne. Stara prawda piłkarska mówi, że jeśli przeciwnik przewyższa cię pod względem technicznym i taktycznym, to przynajmniej walcz, żeby te przewagi ograniczyć. Jeśli tego nie robisz – nie wygrasz. Polacy we Wrocławiu nie walczyli i trudno się dziwić, że na stadion mogący pomieścić prawie 43 tysiące osób przyszło tylko 25 tysięcy, a wielu widzów wyszło, nim padła wyrównująca bramka. To się dawno na meczach reprezentacji nie zdarzało.

Jeśli Brzęczek chce, by to się zmieniło, musi zapuścić się głębiej w las. Będzie musiał uważać, by nie zabłądzić, a dobrze nie wiadomo, gdzie szukać prawdziwków. W klubach ligowych zdolnych młodych Polaków wypierają przeciętni cudzoziemcy. Reprezentacje młodzieżowe grają tak, że zęby bolą. Coraz młodsi chłopcy wyjeżdżają za granicę i na ogół tam giną z pola widzenia. Coraz więcej młodych graczy myśli żeby się szybko urządzić, zapominając, że poziom życia może mieć związek z poziomem ich gry.

Prezes PZPN Zbigniew Boniek za mecz z Irlandią polskich piłkarzy prawie wyśmiał. Brzęczek nie będzie miał łatwo, nikt mu zresztą tego nie obiecywał. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL