Piłka nożna

Polska-Irlandia 1:1: Więcej strojenia niż grania

AFP
Remis 1:1 z Włochami w Bolonii to dobry wynik. Taki sam z Irlandią we Wrocławiu - słaby. Tym bardziej, że w piątek Polacy grali nieźle, a we wtorek beznadziejnie. Włosi zmuszali nas do aktywności, a Irlandczycy patrzyli co zrobimy.

A Polacy nic nie robili. Wymieniali dziesiątki podań na swojej połowie, nie przybliżających do irlandzkiej bramki, każdy zawodnik oddawał piłkę najbliższemu partnerowi, bo to najprostsze i mało ryzykowne. Taka tiki taka po polsku. Nie można tak grać jeśli chce się przekonać trenera o słuszności jego powołań. Przez długie minuty miałem wrażenie, że widzę na boisku kilku Cionków naraz, a przecież tego oryginalnego, w którym tylko Adam Nawałka coś widział, już szczęśliwie nie ma.

Wyszły w tym meczu wszystkie  bolączki nadwiślańskiej szkoły futbolu. Żaden polski piłkarz nie umie dryblować, więc nie potrafi sam - jak Luka Modrić w Chorwacji czy Eden Hazard w Belgii - minąć dwóch - trzech przeciwników z piłką u nogi, robiąc w ten sposób przewagę. Polscy trenerzy zakazują chłopcom „kiwania się”, a nie ma już placyków, na których mogą to robić w grach po szkole. Tym bardziej, że po szkole to „grają w gry” elektroniczne, a nie fizyczne.

Polski piłkarz unika dalekich podań, bo to związane jest z ryzykiem. Jako zazwyczaj niedouczony technicznie może kopnąć za daleko, za blisko, a prawie na pewno niecelnie. Skoro niewiele umie zrobić z piłką to może chociaż by powalczył. Ale on woli „rozkładać siły”.

Ulubioną formą ataku jest kontra, bo wystarczy do niej dalekie podanie do przodu i szybkie nogi. Z powodu ułomności technicznych zawodników atak pozycyjny w naszym kraju nie istnieje, więc kiedy przeciwnik stoi na swojej połowie to nie wiadomo jak się do niego dobrać. Tak właśnie działo się w meczu z Irlandią.

Dlaczego większość reprezentantów oglądanych we Wrocławiu w swoich klubach zbiera pochwały, a po włożeniu koszulki reprezentacyjnej traci wszelkie atuty? Nie potrafię tego wytłumaczyć. Odrzucam wredną myśl, że klub jest ważniejszy, bo on płaci. Kiedyś mówiło się, że zawodnicy z klubów zagranicznych w reprezentacji się oszczędzają.

Tak raczej nie było i dziś nie jest tym bardziej. Każdemu zależy na grze w kadrze, chociaż na pewno po tych dwóch meczach nie wszyscy w niej zostaną. Na pewno wpływ na grę miało ustawienie drużyny. Jerzy Brzęczek musi próbować, zawodnicy jeszcze się nie znają, nim będą ze sobą grać z zamkniętymi oczami (jeśli w ogóle) musi sporo czasu upłynąć.

Krzysztof Piątek jest na pewno bardzo zdolnym napastnikiem, a mimo to nie miał ani jednej sytuacji strzeleckiej. Nie dostawał piłki, bywał samotny w ataku jak Robert Lewandowski w niejednym meczu w przeszłości. Ale Grzegorz Krychowiak powinien grać lepiej, Karol Linetty musi  pokazać kto rządzi, bo go na to stać. Rafał Kurzawa biega jakby miał jakiś problem zdrowotny. Arkadiusz Milik zbyt często przysypia. Kuba Błaszczykowski będzie lepszy jeśli będzie grał w klubie.

Miałem wrażenie, że Jerzy Brzęczek chciał aby zawodnicy przekonali się jak to jest, kiedy na boisku nie ma Roberta Lewandowskiego i Piotra Zielińskiego. No i już wszyscy wiemy, że nie jest dobrze. A mimo to wyrównującą bramkę strzelili, kiedy na boisku pozostała sama młodzież.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL