fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Krzysztof Lewandowski: Tantiemy należą do twórców, nie do ZAiKS

Krzysztof Lewandowski
Fotorzepa / Robert Gardziński
ZAiKS zawsze irytował tych polityków, którzy nie rozumieją zasady samorządności – podkreśla dyrektor generalny Stowarzyszenia ZAiKS w rozmowie z Markiem Domagalskim.

Rz: Pojawiają się, panie dyrektorze, sugestie, że nie mając swoich dochodów, obracacie ogromnymi pieniędzmi. Faktem jest zaś, że w sprawozdaniach ZAiKS wykazał inwestycje finansowe przekraczające 1 mld zł. Czyje to pieniądze?

Krzysztof Lewandowski, dyrektor generalny Stowarzyszenia ZAiKS: Wystarczy rozumieć sprawozdania finansowe i wiedzieć, czym jest suma aktywów i pasywów, czasem zwana bilansową. Około 1 mld zł sumy bilansowej odnotowujemy od co najmniej dziesięciu lat. A co powiedzą owi analitycy na 7,7 mld zł wykazywanych w sumie bilansowej przez Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji? A 1 mld zł sumy bilansowej Centrum Onkologii Instytutu im. Marii Skłodowskiej-Curie? Czyje to pieniądze? To m.in. wynik tego, że takie jednostki oraz ZAiKS, nieprowadzące działalności dla zysku, muszą prowadzić rachunkowość jak spółki prawa handlowego.

Wróćmy do miliarda ZAiKS.

Każdego roku jest to inny miliard. Jeśli wziąć inkaso tantiem i ich wypłaty choćby z ostatnich lat, to widać, że pieniądze wciąż wpływają i wypływają. Na przykład w 2013 r. zainkasowano i podzielono 351/416 mln zł, w 2014 r. 345/386 mln zł, a w 2015 r. 320/411 mln zł. Dane te potwierdzili biegli rewidenci. Część pieniędzy, np. ze spektakli teatralnych, imprez estradowych, wypłacana jest na bieżąco. Inne, np. z radia i telewizji, czekają na zakończenie roku kalendarzowego, aby ustalić wszystkich uprawnionych, a także dlatego, że wysokość tantiem zależy od liczby nadań w danym roku. Do kwot wynagrodzeń oczekujących na podział po zakończeniu roku dochodzą kwoty, które na bieżąco wpływają, oraz te na kontach osobistych autorów, samodzielnie decydujących, kiedy je pobrać. Pieniądze leżące na kontach ZAiKS nie należą więc do Stowarzyszenia, lecz do uprawnionych twórców, podobnie jak w bankach do ich klientów, a mimo to są wykazywane w ich bilansach.

Ale przynoszą dochody.

Odsetki od tych kwot dzielone są w całości między uprawnionych. A przy okazji: nieimplementowana jeszcze dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/26/UE w sprawie zbiorowego zarządzania prawami autorskimi i prawami pokrewnymi wskazuje trzyletni termin podziału zainkasowanych wynagrodzeń, uwzględnia więc realne możliwości redystrybucji dla milionów autorów z całego świata. ZAiKS już dziś dzieli większość środków w 6–11 miesięcy od końca roku ich zainkasowania. Wszyscy zainteresowani mogą znaleźć informacje o finansach i zasadach funkcjonowania ZAiKS w ciągu minionych pięciu lat na naszej stronie internetowej.

Porozmawiajmy o opłatach reprograficznych od tzw. czystych nośników, a konkretniej tabletów i smartfonów, który to temat nabrzmiewa. Gdyby nie chodziło o pieniądze, nigdy bym nie uwierzył, że od kilku lat nie można tej kwestii uregulować.

Dokładnie od ośmiu lat. Potrzebna jest tylko zmiana rozporządzenia ministra kultury, którego zobowiązuje do tego ustawa. Kolejnym ministrom „ktoś" – jak sami mówili – przytrzymał rękę przed podpisaniem aktu. Wróciliśmy z tym problemem do obecnego ministra. Liczymy na to, że ręka profesora i wicepremiera jest silniejsza.

Tak się składa, że niedawno zgubiłem komórkę i dopiero w sklepie dowiedziałem się, że teraz takie komórki są tylko dla seniorów, poza tym są wyłącznie smartfony. Czy naprawdę trzeba zmiany przepisów, by pobierać od nich opłatę? By nadążyć za postępem technicznym?

Polskie prawo dało ministrowi kultury kompetencję do określania kategorii urządzeń i nośników oraz wysokości opłat od nich w rozporządzeniu. Byłoby prościej, gdyby regulowała to bezpośrednio ustawa, ustalając opłatę od każdego urządzenia mającego funkcję zwielokrotniania, a ewentualne spory z producentami i importerami rozstrzygał sąd. Przy obecnej polskiej regulacji nigdy nie nadążymy za postępem technologicznym.

Nie jestem ekonomistą i jak większość konsumentów pomyślałbym, że dodatkowa opłata to wzrost ceny tego popularnego sprzętu.

Przytoczę dotyczącą tej sprawy część notatki Ministerstwa Kultury, którą otrzymaliśmy: „Różne produkty mają różne ceny w różnych państwach. Opłaty w Holandii są 7 i 14 razy mniejsze niż w Niemczech, ale ceny sprzętu są nieraz bardzo zbliżone, a gdy są większe – różnica nie odpowiada różnicy w wysokości opłat". I tu przykład Samsunga Galaxy S4 mini 8GB: Niemcy – opłata 36 euro, cena 259 euro, Holandia – opłata 2,5 euro, cena 249 euro; Nokia Lumia 530: Niemcy – opłata 36 euro, cena 89 euro, Holandia – opłata 2,5 euro, cena 99 euro. U nas te same modele kosztowały 236,7 euro i 101,6 euro bez jakiejkolwiek opłaty. I dalej notatka: „Tabela pokazuje brak prostej zależności między ceną urządzenia a istnieniem opłaty (...) Wynika to z tego, że cenę kształtuje tak wiele różnych czynników, że opłata na odpowiednio niskim poziomie nie powinna mieć wpływu na cenę detaliczną". Polskie organizacje zbiorowego zarządzania zaproponowały niezwykle niski poziom tej opłaty, np. 7,5 zł przy smartfonie w cenie 500 zł (16 GB). We Francji byłoby to 66 zł.

Słyszałem jednak argument, że niektórzy posiadacze smartfonów nie korzystają dzięki nim z utworów, dlaczego więc mają płacić? Czy nie ma na świecie dokładniejszego systemu: by płacił ten, kto korzysta z utworów?

Nie ma. Kryterium jest zdolność urządzenia i nośnika do zwielokrotniania utworów, i tak jest niemal na całym świecie. To jest trochę tak jak z ubezpieczeniami zdrowotnymi – każdy obywatel płaci, a nie każdy korzysta. Każdy obywatel, który ma telewizor lub radio, nawet jeśli nie ogląda żadnego programu, jest zobowiązany płacić abonament.

Nie mamy więc w Polsce tematu, czy uiszczać opłaty reprograficzne, tylko od czego i w jakiej wysokości?

O obowiązku wniesienia opłaty reprograficznej przesądziła ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych, ale także prawo unijne. Na tę opłatę składa się opłata od urządzeń i nośników i opłata za zwielokrotnianie. Minister ma ustalić od czego i ile.

O jakich kwotach więc mówimy?

Z danych za 2014 r. Światowej Organizacji Własności Intelektualnej dowiadujemy się, że w Czechach zainkasowano 3,5 mln euro, we Francji 228 mln, w Niemczech 281 mln, na Węgrzech 27,9 mln, a w Polsce 1,5 mln euro! Patrząc na skalę produkcji i importu takich urządzeń i nośników, naszym zdaniem powinna to być w Polsce kwota zbliżona do 50–80 mln euro dla wszystkich organizacji.

Czy wiemy, kto i dlaczego opiera się tym opłatom?

Głównie Związek Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego ZIPSEE, od niedawna z dodatkiem Cyfrowa Polska. Z jego firmówki łatwo odczytać, kogo reprezentuje i dlaczego się opiera. Kiedy rządziła poprzednia ekipa, związek wspierał przedsięwzięcia mu bliskie, publikował artykuły żenująco naginające fakty i prawo, próbował na różne sposoby dotrzeć do ówczesnych decydentów. Teraz wspomaga inicjatywy w sprzyjających rządzącym tygodnikach, zamawia nierzetelne analizy w Fundacji Republikańskiej, organizuje w Senacie konferencje z udziałem lobbystów zachodnich koncernów i organizacji, itp. Manipulacja polega też na tym, że próbuje zdyskredytować wszelkie działania organizacji zbiorowego zarządu, a nie tylko tę opłatę, chociaż większość uregulowań prawa autorskiego nie dotyczy producentów urządzeń. W akcji „Nie płacę za pałace" sugeruje, że zakup pałacu w Janowicach uszczuplił dochody twórców. Tymczasem pałac zakupiony został z odsetek od majątku ZAiKS z przeznaczeniem na Centrum Doskonalenia Talentów młodych, wchodzących w życie twórców. Każdy ekonomista i prawnik wie, że dochodów (odsetek) z majątku stowarzyszenia nie wolno przeznaczać do podziału między jego członków. Zresztą prawidłowość tego wydatku, a także innych, została zbadana przez prokuraturę.

ZAiKS nie jest jedyną organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi, a w batalii o opłatę reprograficzną stoi na czele. Ktoś może pomyśleć, że ma w tym zwyczajnie finansowy interes.

ZAiKS partycypuje w ok. 12 proc. pobieranych opłat. Pozostałe kwoty otrzymują: Stowarzyszenie Filmowców Polskich, ZASP, SAWP, ZPAF, ZPAP, STL, Stoart, Kopipol, Repropol, Copyright Polska. Zasada podziału tych środków między autorów ZAiKS jest przejrzysta – otrzymują je ci, których utwory w tym samym okresie zostały wykazane na sprzedanych nośnikach fonograficznych (np. płytach, kasetach itp.), wyemitowane w radiu, telewizji, internecie, a więc źródłach, w których może dojść do skopiowania. Kwoty z opłaty reprograficznej są dzielone proporcjonalnie do kwot, które otrzymali z ww. źródeł. W 2015 r. ZAiKS przekazał je 9342 twórcom polskim i 26 organizacjom zagranicznym. Jedna dziesiąta tej kwoty trafia na Fundusz Popierania Twórczości, z którego fundowane są stypendia twórcze i dotacje do licznych przedsięwzięć kulturalnych.

A może państwo jest zazdrosne, że obracacie dużymi pieniędzmi? Choć, zdaje się, pobiera podatki?

Podam tylko kwoty podatków, które ZAiKS zapłacił Skarbowi Państwa w pięciu minionych latach: w 2011 r. – 60 mln zł, 2012 r. – 108 mln zł, 2013 r. – 105 mln zł, 2014 r. – 89 mln zł, 2015 r. – 96 mln zł. Ciekawe, który z tych koncernów elektronicznych zapłacił państwu takie podatki, a jak pamiętam, kilka firm z tej branży miało kłopoty z płaceniem VAT. Czasami myślę, że ta bezpardonowa walka z nami wiązała się z zagwarantowanym organizacjom zbiorowego zarządzania ustawą tzw. roszczeniem informacyjnym (art. 105 ust. 2 prawa autorskiego), które pozwala dotrzeć do informacji o liczbie wyprodukowanych i zaimportowanych urządzeń i nośników.

Ostatnio pojawiły się też sugestie o powiązaniu kierownictwa ZAiKS, a przynajmniej jego niektórych członków czy działaczy, z Platformą Obywatelską i byłym prezydentem Bronisławem Komorowskim. W domyśle te koneksje pozwoliły kierownictwu ZAiKS zbudować finansową potęgę.

To manipulacje! Osobiste wybory polityczne twórców są bez znaczenia. Jestem menedżerem i z tego, co wiem, zarząd ZAiKS nigdy nikomu nie udzielił poparcia instytucjonalnego w obszarze polityki. Od 99 lat ZAiKS skupia i wspomaga wszystkich twórców, niezależnie od ich poglądów politycznych. I dla wszystkich inkasuje tantiemy. Faktem jest jednak, że właśnie pod rządami poprzedniej ekipy stowarzyszenie miało ponadpółroczną wnikliwą kontrolę Ministerstwa Kultury, przez trzy lata było sprawdzane przez urząd kontroli skarbowej. W tym właśnie czasie wytoczyliśmy Skarbowi Państwa 11 procesów o podatek. Niektóre jeszcze się toczą. Nie uzyskaliśmy poparcia dla istotnych dla środowiska spraw związanych z opłatami od czystych nośników, przywróceniem twórcom 50-proc. kosztów uzyskania przychodów, zabezpieczeniem emerytalnym twórców. ZAiKS zawsze irytował tych polityków, którzy nie rozumieją zasady samorządności. ©?

Krzysztof Lewandowski, dyrektor generalny Stowarzyszenia ZAiKS od 2011 r. Prawnik, nauczyciel akademicki, specjalista prawa autorskiego, prawa kultury i własności intelektualnej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA