fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Sprawa Gorgonowej. Czy była winna?

Rita Gorgonowa ze swoim obrońcą, adwokatem Mieczysławem Ettingerem
NAC
Film Janusza Majewskiego z 1977 r. ukazywał słynną morderczynię niemal jako postać z lodu, której wizerunek powoli pęka w trakcie toczącego się procesu. Jakie w rzeczywistości były dowody winy odrzuconej kobiety?

Rita Gorgonowa, która naprawdę nazywała się Emilia Margerita Gorgon, z domu Ilić, była guwernantką i główną postacią jednego z najbardziej niesławnych kryminałów II Rzeczypospolitej. Przez cały czas trwania procesu, w latach 1932–1934, kobieta – morderczyni 17-letniej Elżbiety Zaremby – dostarczała opinii publicznej wielu emocji. Kraj żył jej sprawą. Obca, o nieunormowanej sytuacji małżeńskiej, żyjąca pod jednym dachem i w jednym łożu z pracodawcą, została uznana za winną, zanim jeszcze sąd wydał wyrok.

Proces Gorgonowej był całkowicie poszlakowy, a wprowadzane dopiero do kryminalistyki badania grupy krwi również budziły wiele zastrzeżeń. Obrona nie miała również tak dużej swobody jak oskarżyciele. Ten fakt wpłynął na wyroki, jakie zapadły w sprawie Gorgonowej – zarówno w pierwszej instancji, jak i później.

Kobieta po przejściach

Rita Gorgon urodziła się jako córka lekarza 7 marca 1901 r. w Oćestowie koło Knina – w Dalmacji, na terenie ówczesnych Austro-Węgier. Podczas procesu 26 kwietnia 1932 r. opowiadała o swoim trudnym losie, co tego samego dnia odnotowała „Gazeta Lwowska" (pisownia oryginalna): „Do zamordowania Lusi Zarembianki Gorgonowa się nie przyznaje. Mówi o swem życiu. Gdy miała dwa lata, umarł jej ojciec. W czwartym roku życia oddana została do zakładu »białych sióstr« w Sarajewie, gdzie przebywała do 1914 roku. Przez 1915 i 1916 mieszkała przy matce. Zamąż wyszła, mając lat 15. Mąż jej był zajęty przy radjostacji morskiej. W r. 1918 wrócił do Lwowa, ale następnie wyjechał do Ameryki, jak podaje oskarżona, skutkiem choroby wenerycznej, która uniemożliwiała mu współżycie, oraz skutkiem braku pracy. Z początku Gorgon przesyłał pieniądze, a nawet w r. 1923 przysłał kartę okrętową, by z dzieckiem mogła przyjechać do niego. Później pokłóciła się z teściami, wyprowadziła się od nich, a dziecko zostawiła im na wychowanie".

Gorgonowa nie miała środków na opiekowanie się synem. Z bólem serca rozstała się z dzieckiem i rozpoczęła poszukiwania pracy jako guwernantka. Początkowo nie mogła nigdzie zagrzać miejsca. Wędrowała od posady do posady, od mieszkania do mieszkania, aż w końcu poznała 41-letniego lwowskiego architekta Henryka Zarembę. Ten zgodził się, żeby wprowadziła się do jego willi w Brzuchowicach pod Lwowem i została do czasu znalezienia nowej pracy. Ten towarzyski układ przerodził się w związek, którego owocem stała się córeczka Roma.

Sytuacja matrymonialna pary była skomplikowana. Henryk starał się o rozwód. Z żoną, przebywającą wówczas w zakładzie psychiatrycznym, miał dwoje dzieci: córkę Elżbietę zwaną przez wszystkich Lusią, urodzoną w 1914 r., i o trzy lata młodszego syna Stanisława. Rita od dawna nie żyła ze swoim legalnym mężem, gdy więc w 1928 r. pojawiło się jednak dziecko – Roma – para postanowiła zalegalizować swój związek. Aby nie stawiać potomstwa w trudnej sytuacji, Rita i Henryk oświadczyli wszystkim dzieciom, że wzięli ślub w Krakowie, co nie było prawdą. Temat rozwodów i ożenku wracał od czasu do czasu. Fastrygowana rodzina żyła spokojnie i dostatnio.

Po paru latach harmonia zaczęła się psuć. Rita dowiedziała się, że jej partner romansuje z jedną z podwładnych. Po wielu sporach zażądała od Zaremby ostatecznego zalegalizowania ich związku. Gorgonowa był piękna, bystra i porywcza. Miała grono wielbicieli i od czasu do czasu Henryk przechwytywał pisane do niej miłosne liściki. Ricie zależało na ustabilizowaniu prawnej sytuacji ich związku i zgodnie ze swoim charakterem głośno oświadczała, że jeśli Zaremba się z nią nie ożeni, zabije jego, siebie i Romę. Nie wspominała wówczas o dzieciach Henryka, bo nie czuła się z nimi wystarczająco związana, by zabierać je ze sobą do grobu. Poza tym były niechętnie macosze i pomysłowi zalegalizowania jej związku z ojcem.

Najgłośniej protestowała prawie już dorosła Lusia. Kłóciła się z Ritą, dawała wiarę romansom przyszłej macochy. W końcu została wysłana na wakacje do Szwajcarii, by odpocząć od domowych awantur. Podczas procesu Gorgonowa starała się złagodzić obraz konfliktów z najstarszą córką partnera, jednak napięcie w ich relacjach było dla wszystkich oczywiste.

Nie wiadomo, czy Rita w pewnym momencie zmieniła taktykę, czy zaczęło się jej załamanie nerwowe spowodowane wieścią o romansie Henryka i jego oporem przed ożenkiem. Jak pisała „Gazeta Lwowska" w pierwszym dniu procesu: „Przez 6 tygodni, poprzedzających zawalenie się budowanej przez Zarembę kamienicy, oskarżona nie zajmowała się domem ani dziećmi Zaremby, one zaś nie zawiadomiły jej o aresztowaniu ojca. Dzieci się na nią gniewały, ale na pytanie przew., dlaczego, odpowiada, że nie wie, może dlatego, że »gdy ojciec się na nią gniewał, to gniewały się na nią i dzieci« [...]. Gdy oskarżona zrozumiała, że Zaremba się z nią nie ożeni, zażądała od niego 10 000 dolarów".

Oczywiście Henryk nie miał zamiaru wypłacać konkubinie żadnych pieniędzy. Wręcz przeciwnie, zaczął rozważać zakup mieszkania dla dzieci, zlikwidowanie swoich interesów we Lwowie i przeniesienie się do Warszawy. Jednak święta Bożego Narodzenia w 1931 r. minęły spokojnie. Rita nadal była nadąsana, a Henryk snuł swoje plany na przyszłość.

Śmierć podczas snu

W nocy z 30 na 31 grudnia 1931 r. Elżbieta była pogrążona w głębokim śnie, gdy uderzono ją w głowę tępym narzędziem – prawdopodobnie dżaganem do kruszenia lodu. Dziewczyna zmarła na miejscu. Morderstwo odkrył brat Lusi – Staś Zaremba. Obudził go skowyt ich psa Luxa, mieszanki owczarka niemieckiego z dobermanem, który wcześniej z jakiegoś powodu nie alarmował, że po domu kręci się ktoś obcy. Chłopiec zawołał siostrę, ale nie było żadnej odpowiedzi. Poszedł do jej pokoju i zapukał do drzwi, dziewczyna nadal nie odpowiadała. Po wejściu do środka zobaczył zarys nieruchomego ciała Lusi. Na jej głowie leżała poduszka. Kiedy ją zdjął, ujrzał dramatyczny obraz. Czaszka siostry była pokryta krwią, a jej szyja mocno skręcona. Ciało było jeszcze ciepłe, ale dziewczyna już nie żyła. Wtedy zaczął się trwający wiele lat koszmar.

Pierwszą osobą, która przybyła na miejsce zbrodni, był doktor Ludwik Csala. Został wezwany wraz z policjantem, który dokonał pierwszych oględzin. Gorgonową natychmiast aresztowano. Przesłuchano również nastoletniego chłopca z Brzuchowic, potajemnie zakochanego w Lusi ogrodnika Zarembów. Wszyscy natychmiast wskazali palcem Ritę. Kobieta podkreślała swoją niewinność, jednak mało kto brał inną wersję pod uwagę.

Policja doszła do wniosku, że morderstwo zostało przeprowadzone przez mieszkańca domu, ponieważ na parapecie i na śniegu wokół budynku nie było żadnych odcisków stop. Ponadto nie znaleziono śladów włamania, a rodzinny pies nie szczekał tej nocy. Według oficjalnego raportu policji Gorgonowa przeszła korytarzem do pokoju Lusi i zabiła dziewczynę. Otworzyła okno, by zasugerować włamanie. Natomiast, by upozorować gwałt, spenetrowała palcem pochwę ofiary. Po wyjściu z pokoju Elżbiety Gorgonowa zauważyła psa i uderzyła go w głowę. Lux zawodził, budząc Stasia Zarembę śpiącego w jadalni. Chłopak przeszedł przez korytarz, zauważając obok choinki osobę ubraną w kożuch. Twierdził później, że to była Rita.

Nie mogąc wrócić tą samą drogą, Gorgonowa miała wybiec przez frontowe drzwi. Wchodząc do swojej sypialni, wybiła małe okienko i skaleczyła się w palec. Potem zmieniła koszulę i przyłączyła się do innych mieszkańców domu, których Staś zdążył już postawić na nogi.

Rankiem znaleziono narzędzie zbrodni – dżagan do lodu. Został wrzucony do basenu. Napastnik zgubił też w tym miejscu świecę. Na niej jednak nie było zbyt wielu śladów i nie wiadomo było, jak się tam znalazła. Później odkryto zagubioną chusteczkę pokrytą krwią grupy A, tą samą, którą miała Rita Gorgonowa, podczas gdy ofiara miała grupę krwi 0. Ta analiza była później jednym z najważniejszych dowodów. Jednak odkrycia ekspertów policji zostały podważone przez słynnego naukowca z Warszawy – Ludwika Hirszfelda.

Poszlaki

Chociaż nie znaleziono żadnego bezpośredniego dowodu na sprawstwo Gorgonowej, 14 maja 1932 r., po krótkiej rozprawie, Sąd Rejonowy we Lwowie skazał ją na karę śmierci. Ze względu na liczne błędy prawne i odwołania jej obrony (Mieczysława Ettingera z Warszawy, Józefa Woźniakowskiego z Krakowa i Maurycego Axera ze Lwowa), wyrok został później skasowany przez Sąd Najwyższy.

Paradoksalnie, zainteresowanie mediów i fakt, że została skazana już przez opinię publiczną, teraz działały na korzyść Rity. Obrona walczyła z werdyktem, twierdząc, że w sprawie Gorgonowej przyjęto opinię emocjonalną opartą jedynie na dowodach poszlakowych. Podjęto zatem decyzję o przeprowadzeniu drugiej rozprawy w innym sądzie rejonowym – ponad 300 kilometrów na zachód – w Krakowie.

Rita miała wyjaśnienie na wszystkie poszlakowe dowody. Mokra od krwi chusteczka znaleziona w piwnicy miała być menstruacyjną szmatką dorastającej dziewczyny. Jeśli chodzi o rankę na dłoni Gorgonowa przekonywała, że skaleczyła się, przygotowując ryby na obiad. A co z mokrymi butami, które były jednym z dowodów? Oskarżona twierdziła, że musiała wyjść na zewnątrz po wodę. Pytanie, dlaczego środku nocy? Policja twierdziła, że po to, by wrzucić narzędzie zbrodni do basenu.

Czy Staś widział Ritę ukrytą za choinką? Tego też nie wiemy. Początkowo nie przypominał sobie nawet, czy była to kobieta, czy mężczyzna. Teraz wiadomo, że ludzka pamięć autobiograficzna jest podatna na deformację pod wpływem wyobraźni i konstrukcji zadawanych pytań. Nie ma zatem pewności, kogo spostrzegł w nocy za choinką brat ofiary.

Obok łóżka Lusi znaleziono kał. A później jego ślady na ciele Gorgonowej. Ta twierdziła, że pobrudziła się nim, zdejmując koszulę nocną, którą wrzuciła do pieca. Według Rity, zrobiła to po morderstwie, nie chciała pozostawiać ubrania przypominającego jej tragedię. Zdaniem policji napastniczka oddała kał pod wpływem emocji podczas dokonywania zbrodni, a później świadomie zacierała ślady. Według świadków zastano ją w tak świeżej koszuli nocnej, że nie mogła w niej wcześniej spać. Te uwagi mogły być zarówno tendencyjne, jak i słusznym spostrzeżeniem. Po latach powstało przypuszczenie, że odchody w ogóle nie należały do człowieka, ale do psa Zarembów.

Dziecko w celi

Tymczasem pojawił się kolejny sensacyjny aspekt sprawy: gdy doszło do morderstwa, Rita była we wczesnej fazie ciąży. 20 września 1932 r. w więzieniu urodziła drugą córkę Ewę. Zdjęcia młodej matki w celi trzymającej niemowlę sprawiły, że opinia publiczna zaczęła mieć wątpliwości. Czy Gorgonowa naprawdę mogła być kobietą, która dokonała tak okrutnej zbrodni na innej córce? Opinia publiczna zaczynała zmieniać kierunek, ale nadal niegdyś piękna kobieta walcząca o wolność była sensacją medialną. Sąd w Krakowie również uznał Ritę Gorgonową za winną zbrodni. Jednak tym razem kara była znacznie lżejsza.

Niejasny był nadal motyw zbrodni. Gorgonowa nic by nie zyskała na śmierci Lusi. Ten atak byłby bezcelowy. Jednak sąd ostatecznie orzekł, że narastające od lat napięcie między partnerami, ostatnie wydarzenia związane ze zdradą, odmową ożenku czy nawet rekompensaty, wrogość dzieci Henryka i ciąża sprawiły, że kobieta dokonała zabójstwa „w stanie silnego wzruszenia".

Dzięki rewizji kodeksu karnego II Rzeczypospolitej kobieta została skazana jedynie na osiem lat więzienia, z uwzględnieniem dotychczasowego pobytu w areszcie. Miała wyjść na wolność 24 maja 1940 r. Stało się to jednak wcześniej. W pierwszych dniach września 1939 r., tuż po napaści Niemiec na Polskę, ogłoszono amnestię, na mocy której 7 września Rita Gorgonowa wyszła z więzienia. Nie było emocjonalnej reakcji opinii publicznej ani intensywnego zainteresowania mediów, bo Polska walczyła o własne przetrwanie. Los Gorgonowej nikogo nie interesował. Być może daje to pewne wyjaśnienie tego, co stało się później.

Dalsze losy Rity Gorgonowej są nieznane. Jej córki twierdzą, że przeżyła II wojnę światową. Według niektórych źródeł przeniosła się na Śląsk lub prowadziła kiosk w Opolu. Krążyły pogłoski, że wyjechała z Polski i osiedliła się w Ameryce Południowej. Pojawiła się również informacja, że Rita Gorgonowa została zamordowana w 1946 r. w pobliżu miejsca zamieszkania. Nikt nie wie, gdzie jest pochowana.

Roma wyparła się matki. Pozostała przy ojcu, wierząc w jego wersję wydarzeń. Henryk nie uznał urodzonej w więzieniu Ewy. Dziewczynka błąkała się po domach dziecka, a później długo walczyła o oczyszczenie imienia matki. Starała się o ponowne otwarcie procesu w nadziei, że ponowne rozpatrzenie dowodów może zmienić werdykt. Jej starania nie przyniosły rezultatów.

Tak wiele się wydarzyło od tej śnieżnej grudniowej nocy, kiedy ktoś wszedł do sypialni Lusi Zaremby i zakończył jej życie. Ciężar dowodu i prawomocny wyrok skazał Ritę Gorgonową, ale nigdy nie będziemy mieć pewności, czy rzeczywiście to ona zamordowała nastolatkę. Nikt już nie jest w stanie przesłuchać świadków, ewentualnych podejrzanych, poszukać nowych tropów. Nadal nie wiadomo, kto mógłby być alternatywnym oskarżonym. Czyżby nieszczęśliwie zakochany w Lusi ogrodnik, którego pies Zarembów doskonale znał? A może Rita Gorgonowa nie mogła znieść własnego bólu, poczucia odrzucenia i zdrady? /©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA