fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Frankowy koszt nie będzie aż tak wielki

123RF
Banki z niepokojem czekają na orzeczenie Trybunału UE. Kluczowe będzie, ilu klientów ruszy do sądów, których orzeczenia nie muszą być w pełni spójne.

Niebawem Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyda orzeczenie w sprawie polskiego klienta mającego kredyt frankowy. Najprawdopodobniej będzie ono spójne z majową opinią rzecznika TSUE, który orzekł, że klauzula niedozwolona w umowie oznacza nieważność całej umowy lub przekształcenie jej w złotową, ale ze stopą procentową nadal w LIBOR CHF.

Wyrok w podobnym duchu wydał w kwietniu także Sąd Najwyższy. To mocno zaniepokoiło banki, bo oznaczałoby dla nich ogromne koszty, które Związek Banków Polskich szacuje nawet na 60 mld zł. Dla porównania roczny zysk branży to około 15 mld zł netto.

Wiele zmiennych

Szacunki kosztów mogą być znacznie zawyżone. Przede wszystkim wyrok TSUE odnosi się do kredytów indeksowanych do waluty, a nie denominowanych. Te pierwsze według szacunków stanowią około 45 proc. wartości wszystkich, zatem ewentualne pozwy mogą dotyczyć hipotek frankowych wartych 45 mld zł. Pulę potencjalnie zagrożonych stratami kredytów mogą obniżać także specyficzne zapisy w umowach. TSUE wskazuje, że inne poza klauzulą abuzywną postanowienia umowy stosuje się bez zmian. Niektóre banki w kredytach denominowanych zastrzegały, że oprocentowanie określa się w zależności od waluty takiego kredytu.

Jeśli więc był to frank, to stosowano LIBOR CHF, jeśli złoty, będzie to WIBOR itp. Dlatego niektóre banki wskazują, że orzeczenie TSUE nie będzie miało aż tak wielkiego wpływu, bo umowa po przewalutowaniu na złote będzie oparta na stawce WIBOR. Bank poniósłby oczywiście stratę na przewalutowaniu, musiałby zwrócić klientowi różnice od początku obowiązywania takiego kredytu ze względu na mniejszą wartość bilansową, ale z drugiej strony zastosowałby WIBOR, a różnica między polską a szwajcarską stawką w przeszłości była jeszcze większa niż teraz i sięgała nawet 5 pkt proc., więc rozwiązanie nie byłoby aż tak korzystne dla klientów.

Co zrobią sądy

Banki oficjalnie nie komentują sprawy i czekają na wyroki TSUE oraz polskich sądów. Jednak z naszych informacji wynika, że znacznie bardziej przejęły się tym zagadnieniem niż ostatnią ustawą frankową. Obawiają się, że aktywne w sprawach frankowych kancelarie prawne mogą nakręcić spiralę pozwów, których ostatnio przybywa, ale wciąż jest ich niewiele, bo ok. 10 tys. w porównaniu z 466 tys. umów hipotek frankowych.

Istnieje spór co do tego, czy i na ile polskie sądy będą musiały stosować się do wyroku TSUE. – Może się on przyczynić do ujednolicenia linii orzeczniczej, w tym do częstszego orzekania o przewalutowaniu kredytów indeksowanych do franka szwajcarskiego, czyli oprocentowania kredytów wyrażonych w złotych w oparciu o LIBOR. Jednak trudno spodziewać się osiągnięcia pełnej spójności na skutek spodziewanego wyroku – mówi Jarosław Szewczyk, adwokat w Kancelarii RKKW.

Kluczem do uzyskania spójności orzecznictwa sądów polskich będzie przesądzenie, czy na skutek wyeliminowania niedozwolonej klauzuli indeksacyjnej umowa kredytowa może być nadal wykonywana, co toruje drogę do przewalutowania, czy też jej eliminacja prowadzi do upadku całej umowy. – Tego typu ocena będzie nadal w gestii sądów orzekających w konkretnych sprawach – dodaje.

Rynek nie wierzy w drastyczne koszty

Na razie notowania banków nie zareagowały mocno na obawy o sądowe batalie. Najbardziej wydają się zagrożone banki mające najwięcej hipotek walutowych, szczególnie tych z klauzulą indeksacyjną, czyli Millennium i mBank. – Póki klienci nie ruszą do sądów, a te nie zaczną orzekać na ich korzyść, nie należy spodziewać się odpisów. Jeśli zacznie przybywać spójnych, korzystnych dla nich orzeczeń, banki będą prawdopodobnie zmuszone do objęcia rezerwami całego portfela, nawet tego nieobjętego sprawami sądowymi. Frankowicze, widząc korzystne rozstrzygnięcia, mogą wytaczać coraz więcej spraw, bo gra toczy się tutaj o setki tys. zł – mówi Kamil Stolarski, analityk Santander BM. Wskazuje, że rynek nie spodziewa się realizacji scenariusza nakreślonego przez ZBP, bo jego konsekwencje dla sektora bankowego byłyby drastyczne i zagroziłyby stabilności systemu finansowego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA