Dziennikarze obecni w Melbourne piszą, że ze szczęśliwego, „Słonecznego Szlema”, jak nazywany był turniej Australian Open, nic nie zostało. Człowiek, który w ogromnym stopniu do powodzenia i wzrostu prestiżu tej imprezy się przyczynił, pochodzący z RPA dyrektor Craig Tiley, podczas czwartkowego losowania turniejowej drabinki miał minę zbitego psa i wyglądał, jakby postarzał się o dziesięć lat.

Sędzia naczelny turnieju Wayne McKewen prowadził ceremonię, ale na jego twarzy też nie było radości. Obaj byli świadomi, że sprawa Djokovicia zepchnęła sport na drugi plan.

Czytaj więcej

Sąd w Australii podtrzymał decyzję o cofnięciu wizy Djokovicia

W niedzielę australijski sąd federalny w trzyosobowym składzie podjął jednogłośną decyzję o definitywnym odebraniu Djokoviciowi wizy wjazdowej, co oznaczało dla Serba natychmiastowy nakaz opuszczenia Melbourne. Tenisista do tego nakazu się zastosował i w niedzielę wieczorem czasu australijskiego odleciał do Dubaju.

Szczęściarz Caruso i nie tylko on

Sportowe konsekwencje usunięcia Djokovicia z rozlosowanej już turniejowej drabinki są poważne (jako lider rankingu ATP rozstawiony on był z nr. 1). Ponieważ decyzja o jego deportacji zapadła już po opublikowaniu przez organizatorów programu gier na poniedziałek, miejsce Serba na górze turniejowej drabinki zajął „lucky loser”, czyli zawodnik, który przegrał w ostatniej rundzie kwalifikacji do turnieju głównego.

Tym szczęśliwcem jest 29-letni Włoch Salvatore Caruso (150 ATP). To on zamiast Djokovicia miał zagrać w poniedziałek wcześnie rano polskiego czasu z Serbem Miomirem Kecmanoviciem, który już zapowiada, że postara się pomścić deportowanego sławnego rodaka. Włoch spośród szesnastu zawodników pokonanych w ostatniej rundzie eliminacji został jako „lucky loser” wybrany drogą losowania. Premia za udział w pierwszej rundzie to równowartość 65 tysięcy euro.

Czytaj więcej

Czy Djoković straci sponsorów? Ma kontrakty warte 30 mln dolarów

Oprócz Caruso jest oczywiście jeszcze kilku graczy, którzy na deportację Serba mogą zareagować śpiewająco. Potencjalnie są to wszyscy tenisiści z górnej połówki turniejowej drabinki, bo to oni nie spotkają dziewięciokrotnego triumfatora turnieju na swej drodze. Praktycznie chyba najwięcej zyskują Alexander Zverev i Rafael Nadal. Jeśli logika wynikająca z rozstawienia będzie respektowana, Niemiec i Hiszpan zagrają ze sobą w ćwierćfinale, a zwycięzca tego meczu miał trafić na Djokovicia. Już nie trafi, i jedno jest pewne: sportowy prestiż turnieju na tym nie zyska.

Pozaprawny argument

Ale już od dawna było wiadomo, że w sytuacji, gdy szczepienia tak bardzo podzieliły świat, w tej sprawie nie chodziło tylko o sport. Dla tych, którzy zgodnie z naukową wiedzą są zwolennikami szczepień, Djoković to bezrozumny celebryta, który stanie się ikoną ruchu antyszczepionkowego, a więc zaszkodzi globalnej walce z pandemią, umocni w oporze tych, którzy szczepić się nie chcą.

Autopromocja
SZKOLENIE

Pozyskiwanie sponsorów przez instytucje nauki, kultury i sportu

WEŹ UDZIAŁ

Czytaj więcej

Djoković "skrajnie rozczarowany", ale nie będzie się odwoływać

Minister do spraw imigracji Australii Alex Hawke, wnioskując o deportację Djokovicia, powołał się właśnie na argument, że jego pozostanie w Melbourne mogłoby przyczynić się do wzrostu nastrojów antyszczepionkowych i wzbudzić niepokoje społeczne w sytuacji, gdy nowy wariant koronawirusa szybko się rozprzestrzenia.

To ocena niemająca wiele wspólnego z prawem ani nawet z zachowaniem Djokovicia przed i po przyjeździe do Melbourne, lecz raczej praktyczne i polityczne potraktowanie tego, jakie byłyby skutki pozostawienia serbskiego tenisisty w Melbourne i jego gra w turnieju.

Zwracają już na to uwagę fachowcy od prawa. Cytowany przez francuski sportowy dziennik „L’Equipe” szef Australijskiego Stowarzyszenia Prawników, doświadczony w sprawach imigracyjnych Greg Barns, powiedział: „Pomimo zrozumienia dla spraw zdrowia społecznego niebezpieczne jest, gdy w demokracji odmawia się prawa wjazdu osobie, której poglądy są sprzeczne z polityką rządu, szczególnie, gdy osoba ta przyjeżdża do Australii w celu niezwiązanym z głoszonymi przez siebie opiniami”.

Z wiary nic nie zostało

Dla tracącego poparcie w sondażach rządu Australii na kilka miesięcy przed wyborami większe znaczenie miało jednak to, że 83 procent mieszkańców kraju ciężko doświadczonego przez Covid-19 (Melbourne miało najdłuższy lockdown na świecie – 262 dni) popierało deportację Djokovicia.

Czytaj więcej

Prezydent Serbii: Australijski rząd sam się upokorzył

Jego sytuację w oczach ludzi szczególnie pogorszyło to, jak zachowywał się w grudniu po otrzymaniu pozytywnego testu na Covid-19, który był podstawą do uzyskania prawa wjazdu do Australii bez szczepienia. Dziś już zresztą, w świetle faktów ujawnionych przez dziennikarzy, można z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że ani wynik tego testu nie był pozytywny, ani jego data nie była taka, jaką podał Djoković, ani jego zachowanie – i tu już nie ma żadnych wątpliwości – nie było takie, jakie powinno być po stwierdzeniu zakażenia koronawirusem.

To wszystko sprawiło, że proceduralne błędy popełnione przez Australijczyków, gdy Djoković przyjechał już do Melbourne, zeszły na drugi plan. Kiedy zatrzymano go na lotnisku, można było jeszcze wierzyć, że przylatując do Australii, działał w dobrej wierze, nie zaszczepił się, ale gospodarze otworzyli mu furtkę, z której skorzystał. Dzisiaj już z tej wiary nic nie zostało.

Serb to triumfator dwudziestu turniejów wielkoszlemowych, tak samo jak Szwajcar Roger Federer i Hiszpan Rafael Nadal. Ze sportowego punktu widzenia może śmiało pretendować do miana najlepszego tenisisty wszech czasów, na nawierzchniach twardych bez wątpienia nim jest. Ale Djoković od lat, wspierany przez rodzinę i rodaków, obnosi swój żal, że w sercach kibiców są przede wszystkim Roger i Rafa. Życzliwi suflują mu narrację, że taki jest jego los, bo jest Serbem, a nie obywatelem narzucającego światu swe opinie Zachodu. Jedną z nich jest to, że choć podczas wojny na Bałkanach zbrodni dopuszczały się wszystkie strony, bombardowani przez NATO byli tylko Serbowie i ich uważa się za jedynych zbrodniarzy. I to Nole ponosi teraz konsekwencje tego stanu rzeczy, czego koronny dowód mieliśmy w Australii.

Ugodowe oświadczenie

Tenisista przed opuszczeniem Australii wydał oświadczenie, w którym czytamy: „Trochę odpocznę i się zregeneruję, zanim pojawią się z mojej strony inne komentarze. Jestem skrajnie zawiedziony decyzją, która oznacza, że nie mogę pozostać w Melbourne i zagrać w Australian Open. Szanuję decyzję sądu, współpracowałem z władzami w sprawie mojego wyjazdu z Australii. Jestem zażenowany tym, że w ostatnich tygodniach zainteresowanie skupiło się na mnie, i mam nadzieję, że teraz wszyscy będziemy mogli skoncentrować się na grze i turnieju, który lubię. Życzę zawodnikom, oficjelom, personelowi, wolontariuszom i fanom wszystkiego najlepszego w związku z turniejem. Chciałbym też podziękować mojej rodzinie, przyjaciołom, mojemu zespołowi i moim kibicom za wsparcie. Byliście dla mnie wielką pomocą”.

Czytaj więcej

Novak Djoković. Natchniony arogant

Na pierwszy rzut oka to oświadczenie bardzo pojednawcze, co może być sygnałem, jaką strategię wybierze 34-letni Djoković na tym nowym etapie swojej kariery, a stanęła ona pod dużym znakiem zapytania. Marcowe prestiżowe turnieje Masters 1000 w USA (Miami i Indian Wells) będą nie dla niego, jeśli się nie zaszczepi. Wiosna na kortach ziemnych w Europie (Monte Carlo, Madryt, Rzym, Roland Garros) jest problematyczna. Trudno liczyć na poluzowanie obostrzeń antycovidowych, na razie sytuacja jest taka, że niezaszczepieni np. w Paryżu mogą zagrać, ale będą musieli przebywać w izolacyjnej bańce, a pozostali mogą robić, co chcą. Organizatorzy Wimbledonu z decyzjami czekają na to, jak potoczy się pandemia koronawirusa.

Trudno przewidzieć, jak zachowają się organizatorzy turniejów z cyklu ATP Tour po tym, co stało się z Djokoviciem w Melbourne, ale wyrozumiałości Serb raczej nie powinien się spodziewać.

Kierownictwo ATP – organizacji rządzącej męskim tenisem – już oświadczyło, że bardzo żałuje tego, co stało się w Melbourne, że deportacja Serba jest szkodliwa dla prestiżu tenisa, ale jednocześnie przypomniało o swym zdecydowanym poparciu dla programu szczepień (97 ze 100 czołowych graczy rankingu ATP jest zaszczepionych). Jak z tego widać, z tej strony Djoković też wsparcia nie otrzyma.

Czy to może oznaczać koniec jego kariery? Takie pytania już padają, ale jest na nie jeszcze za wcześnie. Trzeba poczekać, czy pierwsze, ugodowe, oświadczenie Serba będzie miało dalszy ciąg, jak zareagują jego sponsorzy oraz sponsorzy całego tenisowego przemysłu.

Tylko ona wie, co czuła

Dziś nie ulega wątpliwości, że Serb, broniąc zasad, według których chce żyć, zagrał ostro i przegrał, bo nie docenił tego, jak na jego postawę zareagują Australijczycy, globalna opinia publiczna i zdecydowana większość kolegów z kortu. Dlaczego tak się stało, pozostanie tajemnicą jego serbskiej duszy.

Czytaj więcej

Co gryzie Djokovicia? Przytulanie drzew i sprzeciw wobec szczepionek

Tym, którzy wspominają o jego życzliwości i wspaniałomyślności, warto przypomnieć, że podczas igrzysk w Tokio, gdy przegrał najpierw półfinał, a potem mecz o brąz w singlu, zostawił swą partnerkę i rodaczkę Ninę Stojanović na lodzie, wycofując się pod pretekstem kontuzji z meczu o brąz w mikście. „Tylko ja wiem, co czułam, gdy dowiedziałam się, że nie będę miała szansy zagrać najważniejszego meczu w mojej karierze i walczyć o olimpijski medal” – napisała Nina w mediach społecznościowych.

Taki Nole też bywa i warto o tym przypomnieć wszystkim, którzy przekonują o jego krzywdzie, a nawet o jego boskości.