Reklama

Samotni za życia, samotni po śmierci. Polska mierzy się z rosnącą falą „niewidzialnych zgonów”

Słaba demografia to problem nie tylko dla gospodarki, ale także życia społecznego. Coraz częściej pojawia się pytanie o to, kto wyprawi człowieka w ostatnią podróż. Smutny wniosek jest taki, że jeśli nie zorganizujemy systemu, ciała zmarłych osób mogą tygodniami leżeć w domach.
Według szacunków Stowarzyszenia Mali Bracia Ubogich z 2023 r., co czwarta osoba w wieku 80+ zmaga si

Według szacunków Stowarzyszenia Mali Bracia Ubogich z 2023 r., co czwarta osoba w wieku 80+ zmaga się z samotnością.

Foto: PEOPLEIMAGES/SHUTTERSTOCK

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie wyzwania związane są z rosnącym problemem samotności i „niewidzialnych zgonów” w Polsce?
  • Dlaczego systemowe rozwiązania są kluczowe w kwestii zarządzania samotnością i starzeniem się społeczeństwa?
  • Jakie innowacyjne technologie mogą pomóc w monitorowaniu i wspieraniu samotnych seniorów?
  • W jaki sposób samorządy radzą sobie z problemem samotności starszych mieszkańców?
  • Jakie działania podejmują inne kraje w celu ograniczenia problemu samotnych śmierci?
  • Dlaczego demografia staje się coraz większym wyzwaniem zarówno dla społeczeństwa, jak i gospodarki w Polsce?

Piotrek był naszym znajomym z medialnego światka. Szef grafików, trochę mrukliwy samotnik, przyjaźnił się w młodości z Ryśkiem Riedlem, pięknie rysował. Głównie Ryśka, ale dla mnie na któreś urodziny namalował Makową Panienkę. Do dziś wisi u mnie w domu.

„Małego” już nie ma. Jego ciało znaleziono 29 października w wynajmowanym przez niego domu. Wszystkie informacje na urządzeniach elektronicznych i bankowych kontach wskazują na ostatnią aktywność 12 października. Tego dnia, między 11 a 14.30 odebrał przywiezione przez kuriera zakupy. A potem umarł.

Czyli leżał martwy ponad dwa tygodnie. – Rozstaliśmy się wiele lat temu, ale wciąż mieliśmy wspólne zobowiązania finansowe, które regulował. Teraz był na rencie, ale gdy ta około 20 każdego miesiąca wpływała na jego konto, natychmiast robił przelew. Więc gdy pieniądze nie przyszły, zaczęłam do niego dzwonić. Nie odbierał, a potem telefon się wyłączył. Na początku listopada pojechałam do niego do domu. Od sąsiadki dowiedziałam się, że kilka dni temu policja zabrała jego ciało – opowiada Małgorzata, była partnerka Piotra. – Sąsiadka opowiedziała mi, że to ona wezwała policję, bo zaniepokoiła ją nieobecność sąsiada. Początkowo myślała, że może gdzieś wyjechał – dodaje.

Czytaj więcej

Samotność niszczy gospodarkę po cichu. Pracownicy dotknięci poczuciem izolacji
Reklama
Reklama

Ciało Piotra zapisano w policyjnej kartotece jako osobę o nieznanej tożsamości. – Miał przy sobie dowód osobisty, ale dla nich to był po prostu „denat”. Był zameldowany w domu u rodziców, ale jakoś „się schodziło” by poszukać kogoś, kto by zidentyfikował ciało – opowiada Małgorzata.

Czy ta historia to wyjątek? Niestety nie. Funkcjonariusze straży pożarnej i policji mówią nam w nieoficjalnych rozmowach, że coraz częściej zdarza im się otwierać drzwi do lokalu, za którymi znajdują się ludzkie zwłoki na różnym etapie rozkładu. Policja jest zazwyczaj zawiadamiana przez sąsiadów, zwłaszcza z uwagi na wydobywający się zza drzwi zapach. Łatwiejszy do wychwycenia w blokach niż w wolno stojących domach.

Ale nie zawsze sąsiedzi reagują. Tak było na osiedlu Bolesława Śmiałego w Poznaniu, gdzie w mieszkaniu na VII piętrze przez cztery lata leżał zmarły 86-letni mężczyzna (znaleziono go na początku tego roku). Jak to się stało, że przez ten czas nikt z mieszkańców nie zauważył zniknięcia mężczyzny, a ze skrzynki wysypywała się korespondencja? Tłumaczyli, że byli przekonani, iż staruszek wybrał się w daleką podróż.

Ciało mężczyzny odkrył komornik sądowy. Zmarły nie płacił za prąd i stąd właśnie postępowanie sądowe i nakaz egzekucji. Czynsz był natomiast regulowany – lokator miał ustawione stałe zlecenie, opłacane było z wciąż spływającej na konto emerytury. – W lokalu nie było robaków, ciało nie wydzielało zapachu, uległo mumifikacji – relacjonuje jeden z policjantów. Wstępnie oszacowano, że mężczyzna zmarł około czterech lat wcześniej. Wskazywała na to m.in. data znalezionej w mieszkaniu codziennej gazety. Była z 2022 r.

Tsunami samotności

– Niestety, bywa tak, że jeśli ktoś żyje samotnie i nie utrzymuje z nikim kontaktów, istnieje ryzyko, że społeczeństwo po prostu o nim zapomni – uważa Dariusz Nowak, emerytowany policjant, były rzecznik Komendy Głównej Policji. Spraw przybywa, bo ludzie żyją coraz dłużej i coraz częściej ostatnie lata spędzają w samotności po śmierci współmałżonka, rodziny czy przyjaciół.   

Według szacunków Głównego Urzędu Statystycznego na koniec 2025 r. liczba mieszkańców Polski była o 157 tys. mniejsza niż rok wcześniej. W sumie jest nas dziś 37,332 mln. Średnia wieku w 2024 r. wynosiła 43,5 roku. Mediana wieku osób zmarłych w 2024 r. to prawie 77 lat (73 lata dla mężczyzn, 82 lata dla kobiet).

Reklama
Reklama

Według prognoz w połowie wieku seniorzy będą stanowili aż 37 proc. społeczeństwa , a liczba osób w wieku 85 lat i starszych przekroczy 1,7 mln osób.

W 2024 r. ponad 20 proc. Polaków miało co najmniej 65 lat, a niemal 17 proc. – 80. Dziś co czwarte gospodarstwo domowe w Polsce prowadzone jest przez pojedyncze osoby. Ile starszych jest samotnych? Według szacunków Stowarzyszenia Mali Bracia Ubogich z 2023 r., co czwarta osoba w wieku 80+ zmaga się z samotnością.

Czytaj więcej

Estera Flieger: Demografia nową geopolityką

Ale samotność to nie tylko problem osób starszych. Według badań CBOS z sierpnia 2024 r. „bardzo często” lub „zawsze” samotności doświadcza aż 8 proc. Polaków – co stanowi dwukrotny wzrost od 2017 r. I jak czytamy w badaniu, poczucie osamotnienia najczęściej dotyka osoby młode (18-34 lata), mieszkańców dużych miast oraz osoby żyjące w pojedynkę.

Dzieci też rodzą się rzadko. Obecnie współczynnik dzietności w Polsce wynosi 1,1. By doszło do zastępowalności pokoleń, musi on wynosić co najmniej 2. Brak dzieci to nie tylko więc kłopoty dla gospodarki z rękoma do pracy, ale także te bardziej przyziemne, społeczne. Już nie tylko przysłowiowe „kto poda szklankę wody na starość”, ale także kto pochowa. Bo każdy umiera w samotności i nikt dnia ani godziny nie zna, ale chyba ważne, by po śmierci znaleźli człowieka dość szybko.

– Przyzwyczailiśmy się do tego, że sprawą pochówku zajmuje się rodzina. Ale coraz więcej osób żyje w samotności i musimy stworzyć rozwiązania, które pozwolą nam uniknąć sytuacji takich, jakie miały miejsce, np. w Japonii, gdy w domach znajdowano już nawet nie ciała, ale ludzkie szczątki – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Marzena Okła-Drewnowicz, odpowiedzialna w rządzie za politykę senioralną.

Reklama
Reklama

Potrzebne rozwiązanie systemowe

Jak to zrobić? – Potrzebne są rozwiązania systemowe. Uważamy, że powinno to leżeć w gestii samorządów, które są najbliżej osób starszych i mają największe możliwości wskazania osób starszych na swoim terenie i ich monitorowanie. My, ze strony rządu, możemy tworzyć programy i wspierać lokalne działania finansowo poprzez dofinansowywanie samorządów i NGO-sy– mówi Okła-Drewnowicz.

Czytaj więcej

Mimo fatalnej demografii rząd nawet nie sprawdza, czy nowe ustawy mają na nią wpływ

Opieka nad seniorami w coraz większym stopniu spada więc na samorządy, które muszą zarówno zidentyfikować starsze i samotne osoby mieszkające na terenie gminy, ale także otoczyć ich opieką. – W programie „Aktywni seniorzy” , czyli ASY, który został przyjęty na lata 2026-2030 w grudniu ubiegłego roku postawiliśmy duży nacisk na aktywizację seniorów. Chcemy, by między osobami starszymi mieszkającymi w sąsiedztwie wytworzyła się więź, dzięki której osoby te będą miały na siebie baczenie. Również walka z samotnością osób starszych jest jednym z podstawowych kryteriów przyznawania dofinansowania – mówi Okła-Drewnowicz.

Łączny budżet programu wynosi 610 mln zł. Z pieniędzy mogą korzystać zarówno samorządy, jak i NGO-sy.   

Jak dziś radzą sobie samorządy? Joanna Żabierek, rzeczniczka prezydenta Poznania mówi wprost, że w przypadku osób samodzielnych, ale żyjących samotnie, miasto nie ma narzędzi umożliwiających systemowe monitorowanie ich sytuacji. Kluczem jest informacja od sąsiadów. – W sytuacjach budzących niepokój, gdy ktoś obawia się o zdrowie lub życie sąsiada, najwłaściwsze jest powiadomienie Miejskiego Punktu Interwencji Kryzysowej, policji albo MOPR-u – mówi rzeczniczka. – Żadne Każde zgłoszenie jest sprawdzane przez pracowników socjalnych.

Reklama
Reklama

Podobne ograniczenia wskazuje Marcin Szeląg z gdańskiego ratusza. Jak mówi, MOPR może interweniować wyłącznie wtedy, gdy pojawią się zgłoszenia świadczące o możliwej potrzebie pomocy lub zagrożeniu zdrowia bądź życia mieszkańca. – Jeśli o danej osobie nie ma żadnych informacji, a z otoczenia nie napływają sygnały, brak jest podstaw prawnych do podjęcia działań – przyznaje urzędnik. I dodaje, że administratorzy z Gdańskich Nieruchomości podczas kontroli lokali zwracają uwagę na niepokojące sygnały, a w przypadku braku kontaktu z mieszkańcem rozmawiają z sąsiadami. – Trzeba jednak szanować granice prywatności. Część osób może długotrwale przebywać poza domem, co utrudnia jednoznaczną ocenę sytuacji. W razie wątpliwości administrator sprawdza, od kiedy nie są regulowane opłaty za lokal – wyjaśnia. Tyle że te – jak pokazał poznański przykład – bywają regulowane z automatu.

Gdański urzędnik podkreśla, że w praktyce to właśnie sygnały z otoczenia najczęściej umożliwiają dotarcie do osób potrzebujących pomocy. – Dlatego tak ważna jest sąsiedzka uważność i reagowanie na sytuacje budzące niepokój. Jedno zgłoszenie może realnie zapobiec tragedii albo pozwolić udzielić wsparcia osobom, które same po nie nie sięgają – zaznacza Marcin Szeląg.

Czytaj więcej

Anita Błaszczak: Demograficzny efekt motyla

Czasami pomaga listonosz. Tak było w kwietniu 2025 r., gdy listonosz Aleksander Wąs, od lat doręczający przesyłki starszemu małżeństwu na krakowskich Azorach, odkrył, że cierpiąca na demencję kobieta nie zauważyła, że jej mąż już od kilku dni nie żyje. – Nasi listonosze wielokrotnie dawali dowody empatii i troski, ratując mienie, zdrowie, a nawet życie klientów. Powiadamiali pogotowie ratunkowe, policję czy straż pożarną, a niejednokrotnie sami ruszali z pomocą, podejmując osobiste ryzyko – komentują tę sprawę dla nas służby prasowe Poczty Polskiej. Ale to możliwe raczej w małych miejscowościach. W dużych miastach listonosze zmieniają się zbyt często i nie znają mieszkańców.

Natomiast pod tym względem trudno liczyć na instytucje finansowe, które przecież widzą nagłe zatrzymanie aktywności na kontach seniorów. – Monitorujemy rachunki klientów wyłącznie na podstawie obowiązków i podstaw prawnych określonych w przepisach prawa bankowego – przekazało biuro prasowe Pekao SA. Bank dodaje, że ma obowiązek sprawdzić w bazie PESEL, czy klient żyje dopiero, jeśli przez pięć lat do jego rachunku nie były składane żadne dyspozycje.

Reklama
Reklama

Były rzecznik Komendy Głównej Policji zwraca uwagę na istnienie luki prawnej w zakresie sprawdzania, czy starsze, samotne osoby nadal żyją, jeśli przez długi czas nikt nie ma z nimi kontaktu. – Nie można wejść do prywatnego mieszkania bez powodu, a egzekucja za niepłacone rachunki trwa bardzo długo – przyznaje. Jego zdaniem nie da się też obciążyć administracji obowiązkiem „pamiętania” o każdej starszej osobie. – Może warto byłoby wprowadzić w gminach system, w którym wydział spraw obywatelskich sprawdzałby przypadki osób, które od dawna nie dają znaku życia i nie regulują rachunków, aby upewnić się, że nic złego się nie stało? – zastanawia się były policjant.

Tak jak jest np. w Katowicach. – W ramach realizowanych przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej zadań przyjęto również zasadę monitorowania środowisk osób starszych, samotnych i z niepełnosprawnościami po zakończeniu korzystania z pomocy społecznej. Czas monitoringu jest ustalany przez pracowników socjalnych. W ramach sprawdzania sytuacji tych osób odbywają się wizyty w środowisku zamieszkania osoby, a w przypadku braku zgody podopiecznego pozyskiwane są informacje ze środowiska lokalnego – poinformował nas Dariusz Czapla, urzędnik z tamtejszego magistratu.

Nowoczesne odpowiedzi na problemy samotności

Ale wsparcie pracowników socjalnych to jedno. Na rynku dostępne są już nowoczesne rozwiązania. W ostatnich miesiącach głośno było o powstałej w Chinach aplikacji o kontrowersyjnej nazwie „Are you dead?” (dziś została ona zmieniona na Demumu) przeznaczonej dla osób żyjących w pojedynkę – niekoniecznie starszych. A wręcz przeciwnie – często korzystają z niej osoby młode, mieszkające samotnie w dużych miastach i mające ograniczony kontakt z rodziną. Jak to działa? Otóż użytkownik musi raz na dwa dni zameldować się, że wciąż jest wśród żywych. Jeśli tego nie zrobi, system od razu wysyła powiadomienie do osoby, która została wcześniej wskazana jako osoba do kontaktu.     

Choć sama aplikacja, a tym bardziej jej nazwa jest kontrowersyjna, widać, że jest potrzebna. W połowie stycznia 2026 r. aplikacja ta stała się najczęściej pobieraną płatną aplikacją w chińskim App Store. A w Stanach Zjednoczonych znalazła się w pierwszej piątce najchętniej pobieranych. Jest dostępna i coraz popularniejsza także u nas.   

W Polsce niektóre samorządy zdecydowały się też na wprowadzenie nowoczesnych rozwiązań. Przykładowo w województwie kujawsko-pomorskim postawiono na teleopiekę – tamtejsi seniorzy mogą otrzymać bransoletki życia. Użytkownicy nie płacą za nie, bo program jest finansowany ze środków unijnych. Koszt jednej opaski to 550 zł, ale do tego trzeba doliczyć także koszty związane z oprogramowaniem, kartami SIM, zatrudnieniem dyżurujących przez całą dobę ratowników medycznych i prowadzeniem Kujawsko-Pomorskiego Telecentrum.

Reklama
Reklama

Jak podaje urząd, w 2025 r. Centrum podjęło blisko 500 interwencji (wezwanie pogotowia, powiadomienie sieci kontaktowej, porada medyczna), w tym ponad 160 zakończonych wezwaniem karetki.  – Zachęcamy, żeby nasi uczestnicy co jakiś czas wciskali SOS tak testowo, w celu oswojenia z urządzeniem, z rozmową z ratownikiem, żeby w sytuacji kryzysowej, wystąpienia zagrożenia dla zdrowia i życia mieli wyrobiony nawyk i bez obaw wcisnęli wezwanie pomocy. Często słyszymy, że usługa teleopieki podnosi ich poczucie bezpieczeństwa, a także samodzielność we własnym domu, gdyż często lęk przed upadkiem, a nawet bardziej, przed jego skutkami, powoduje bierność osób starszych. Obawiają się, co się stanie , jeżeli po upadku nie otrzymają pomocy – mówi Beata Krzemińska, rzeczniczka prasowa Urzędu Marszałkowskiego.

Takie bransoletki życia są też już od siedmiu lat rozdawane w Lublinie. – Urządzenia, które początkowo były pilotażowym rozwiązaniem, szybko zyskały popularność wśród lubelskich seniorek i seniorów, co doprowadziło do sukcesywnego zwiększania ich liczby – mówi Anna Walczak, dyrektorka Zespołu Ośrodków Wsparcia w Lublinie. Obecnie obsługiwanych jest 2061 aktywnych opasek bezpieczeństwa. 

Tylko w 2025 r. lubelskie Centrum Teleopieki odnotowało 7656 zgłoszeń przy użyciu przycisku SOS. W 53 przypadkach zgłoszenia zakończyły się interwencją Zespołów Ratownictwa Medycznego, a w pozostałych wsparciem ze strony pracownika telecentrum lub kontaktem i pomocą ze strony osób bliskich. 

Lublin na teleopaski w latach 2019-2025 wydał ponad 2 mln zł.

Czytaj więcej

Jak stworzyć miasto przyjazne starzeniu

Podobny program od 2022 r. realizowany jest w Łodzi. Przez blisko cztery lata miasto przekazało seniorom niemal 600 takich urządzeń. – Teleopaski sprawdzają się bardzo dobrze. Przede wszystkim dają seniorom większe poczucie bezpieczeństwa – zarówno w domu, jak i poza nim. W razie nagłego pogorszenia samopoczucia senior może nacisnąć przycisk SOS, który natychmiast łączy go z całodobowym Centrum Teleopieki – mówi Tomasz Korowczyk, z oddziału prasowego łódzkiego ratusza. – Opaska monitoruje także podstawowe parametry, takie jak tętno czy poziom aktywności, a dzięki funkcji GPS pozwala ustalić miejsce pobytu użytkownika. To rozwiązanie daje seniorom i ich bliskim pewność, że w sytuacji zagrożenia pomoc może zostać uruchomiona szybko – dodaje Korowczyk.

Są też propozycje nawiązywania kontaktów przez internet i tworzenie w ten sposób siatki znajomości na dobre i na złe. Jan Mencwel, radny Miasto Jest Nasze proponuje, by stworzyć w stolicy „miejską usługę randkową” na wzór popularnych platform. Podobne rozwiązanie funkcjonuje już w stolicy Japonii, gdzie problem z samotnymi śmierciami zauważany był od lat.

W ten sposób miasto mogłoby pomagać mieszkańcom w nawiązywaniu nowych relacji romantycznych, ale i przyjacielskich czy sąsiedzkich. Nowoczesne rozwiązania nie są dla starszych osób? Warto zauważyć, że w wiek senioralny zaczynają powoli wchodzić osoby, które przez znaczną część życia funkcjonowały w świecie, w którym internet był dostępny na każdym kroku.   

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
Społeczeństwo
Prawie 20 stopni, a potem deszcz i burze. Kiedy czeka nas zmiana pogody?
Społeczeństwo
Czy kobietom żyje się lepiej za rządów Donalda Tuska? Wyniki sondażu
Społeczeństwo
Cyberoszuści biorą na cel Polaków w Dubaju? Nie, to MSZ wysyła maile wyglądające jak phishing
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama