Przegłosowując w 2016 r. ustawę, która umożliwiła wprowadzenie z początkiem kwietnia niezwykle kosztownego dla budżetu i podatników programu Rodzina 500+, rządząca ekipa PiS kreśliła świetlane wizje, jak to place zabaw i żłobki zapełnią się dzieciaczkami, które z czasem będą pracować na nasze emerytury. I faktycznie, przez pierwsze dwa lata z 500+ liczba urodzeń wzrosła. Najlepszy był 2017 r., gdy przybyło nam ok. 402 tys. maluchów, a rządzący mogli z dumą ogłosić sukces swojego programu.
Czytaj więcej
Ludność Polski skurczy się do 28,4 mln osób już w 2060 r., pokazał w symulacji GUS. Tymczasem rod...
Jednak w kolejnych latach, począwszy od 2018 r., liczba urodzeń spadała. Triumfowali krytycy programu, którzy również w kolejnych latach mogli politykom PiS wytykać, że flagowy punkt ich kampanii wyborczej z 2015 r. nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Demografii nie pomogło nawet rozszerzenie 500+ na pierwsze dziecko w 2019 r., choć pewnie pomogło utrzymać władzę PiS. Liczba urodzeń nadal spadała, pomimo podwyżki świadczenia do 800 zł, która nie uratowała PiS przed wyborczą klęską w 2023 r. Nie uratowała też dzietności.
Polityczne myślenie życzeniowe
W 2024 r. liczba urodzeń zmalała do 255 tys., co było ponoć najgorszym wynikiem od 200 lat. W zeszłym roku ten negatywny rekord stuleci zapewne został pobity, bo do listopada urodziło się w Polsce niespełna 220 tys. dzieci. Przykład programu 500+ pokazuje, jak trudno jest przewidywać wpływ regulacji prawnych na kluczowe wskaźniki demograficzne, czyli dzietność (średnią liczbę dzieci przypadającą na kobietę w wieku rozrodczym), czy liczbę urodzeń. Czy to znaczy, że zgodnie z obecnymi (i krytykowanymi przez ekspertów) praktykami rządowych legislatorów mamy nadal w ocenie skutków regulacji projektów aktów prawnych pomijać rubrykę dotyczącą ich wpływu na demografię?
Na pewno nie. Nie dziwię się jednak, że ta rubryka jest pomijana, bo ocena wpływu jakichś przepisów na zmiany demograficzne nie jest łatwa. W wielu sytuacjach mamy tu tzw. efekt motyla, gdy pozornie mało istotna zmiana wywoła z czasem trudne początkowo do przewidzenia poważne skutki. Szczególnie, jeśli przy wprowadzaniu tej zmiany kierujemy się myśleniem życzeniowym, czyli tak, jak to zwykle robią politycy, radośnie prezentując projekty nowych regulacji.