Reklama

Anita Błaszczak: Demograficzny efekt motyla

O ile w pełni popieram wprowadzenie obowiązku oceny wpływu planowanych ustaw na demografię, o tyle mam sporo obaw o jej rzetelność. Chyba, że w jej przygotowaniu obowiązkowo będą uczestniczyć eksperci politycznej opozycji.

Publikacja: 30.01.2026 04:01

Przegłosowując w 2016 r. ustawę, która umożliwiła wprowadzenie z początkiem kwietnia niezwykle kosztownego dla budżetu i podatników programu Rodzina 500+, rządząca ekipa PiS kreśliła świetlane wizje, jak to place zabaw i żłobki zapełnią się dzieciaczkami, które z czasem będą pracować na nasze emerytury. I faktycznie, przez pierwsze dwa lata z 500+ liczba urodzeń wzrosła. Najlepszy był 2017 r., gdy przybyło nam ok. 402 tys. maluchów, a rządzący mogli z dumą ogłosić sukces swojego programu.

Czytaj więcej

Polska straci 10 mln ludzi. „Łatwiej żyć w parze z psem niż z niemowlakiem”

Jednak w kolejnych latach, począwszy od 2018 r., liczba urodzeń spadała. Triumfowali krytycy programu, którzy również w kolejnych latach mogli politykom PiS wytykać, że flagowy punkt ich kampanii wyborczej z 2015 r. nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Demografii nie pomogło nawet rozszerzenie 500+ na pierwsze dziecko w 2019 r., choć pewnie pomogło utrzymać władzę PiS. Liczba urodzeń nadal spadała, pomimo podwyżki świadczenia do 800 zł, która nie uratowała PiS przed wyborczą klęską w 2023 r. Nie uratowała też dzietności.

Polityczne myślenie życzeniowe

W 2024 r. liczba urodzeń zmalała do 255 tys., co było ponoć najgorszym wynikiem od 200 lat. W zeszłym roku ten negatywny rekord stuleci zapewne został pobity, bo do listopada urodziło się w Polsce niespełna 220 tys. dzieci. Przykład programu 500+ pokazuje, jak trudno jest przewidywać wpływ regulacji prawnych na kluczowe wskaźniki demograficzne, czyli dzietność (średnią liczbę dzieci przypadającą na kobietę w wieku rozrodczym), czy liczbę urodzeń. Czy to znaczy, że zgodnie z obecnymi (i krytykowanymi przez ekspertów) praktykami rządowych legislatorów mamy nadal w ocenie skutków regulacji projektów aktów prawnych pomijać rubrykę dotyczącą ich wpływu na demografię?

Na pewno nie. Nie dziwię się jednak, że ta rubryka jest pomijana, bo ocena wpływu jakichś przepisów na zmiany demograficzne nie jest łatwa. W wielu sytuacjach mamy tu tzw. efekt motyla, gdy pozornie mało istotna zmiana wywoła z czasem trudne początkowo do przewidzenia poważne skutki. Szczególnie, jeśli przy wprowadzaniu tej zmiany kierujemy się myśleniem życzeniowym, czyli tak, jak to zwykle robią politycy, radośnie prezentując projekty nowych regulacji.

Reklama
Reklama

Dziecięce SWOT

Trzeba więc nie tylko wprowadzić obowiązek oceny wpływu projektów na demografię, ale też zadbać o rzetelność tej oceny, zwracając przede wszystkim uwagę na ryzyka. Zgodnie z zasadami popularnej w biznesie analizy SWOT stosowanej przy ocenie różnych inwestycji, gdy analizuje się szanse i zagrożenia rynkowe. Obawiam się, że inicjatorzy ustaw będą podkreślali te pierwsze, bagatelizując te drugie. Stąd też ocen powinni dokonywać eksperci strony rządowej i opozycji, którzy tych ryzyk raczej nie pominą.

Czytaj więcej

Paweł Rochowicz: Droselklapa znów ryksztosuje, czyli jak nie mówić o KSeF

Taką analizę SWOT przeprowadza, choć nie zawsze świadomie, wielu rodziców przed decyzją o kolejnym dziecku. Biorą pod uwagę wiele różnych czynników, w tym kwestię mieszkania, stabilności pracy i dochodów, dostępności opieki medycznej i opieki nad dziećmi. Wisząca nad nami niepewność zniechęca nie tylko firmy do długofalowych inwestycji, w tym do inwestycji w dzieci.

Warto jednak uświadamiać politykom, że w walce z kryzysem demograficznym nie chodzi o sam wzrost urodzeń. Szczególnie w obecnej sytuacji, gdy i tak nie mamy szans na szybki ilościowy skok. W demograficznej ocenie ustaw warto więc uwzględnić także ich wpływ na stan zdrowia i psychikę społeczeństwa. Ciekawa jestem, jak w tej ocenie wypadłby budzący duży niepokój wśród firm, wdrażany z pośpiechem projekt KSeF, który przeraża wielu przedsiębiorców. Ciekawe, czy ktoś z ekspertów zwróciłby uwagę na zwiększone z tego powodu ryzyko chorób krążenia, zawałów, co może przełożyć się na kolejny spadek liczby aktywnych zawodowo Polaków.

Opinie Ekonomiczne
Ekspert: Innowacje w świecie uzbrojonej globalizacji. Jaki kierunek dla Polski?
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Niezastępowalny konsument
Opinie Ekonomiczne
Anna Miazga: Quo vadis, zrównoważony rozwoju?
Opinie Ekonomiczne
Marek Kutarba: Mamy szansę nie być już doświadczalnym poligonem Rosji
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Czy prezydent znokautuje aktywnego rolnika?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama