Przemysław Czarnek, wygłaszając swoje pierwsze przemówienie w Krakowie, po namaszczeniu przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego na kandydata na przyszłego premiera, bardzo starannie zbudował swój przekaz. Ale gotów jestem postawić tezę, że nie kierował się klasycznym podziałem politycznym, a podziałem klasowym. Tym samym, który w ostatnich wyborach prezydenckich dał zwycięstwo Karolowi Nawrockiemu.
Kim jest „normalny Polak” według Przemysława Czarnka
Właśnie dlatego swoje przemówienie zaczął od figury retorycznej „normalnego Polaka”. Kim jest ten normalny Polak? To ciężko pracujący rolnik, pielęgniarka, kolejarz, mama, tata, babcia, dziadek. Potem Czarnek się zmitygował i przypomniał sobie, że jego zadaniem jest podebranie elektoratu obu Konfederacjom i zaczął mówić o tym, że normalnym Polakiem jest przedsiębiorca. Ale tym, co najważniejsze, jest przeciwstawienie normalnego Polaka zdemoralizowanym elitom. Normalnym Polakiem jest każdy, kto martwi się o swoją sytuację, kto ciężko pracuje na swój chleb, na wychowanie swoich dzieci.
Czytaj więcej
PiS znowu chce narzucać ton debacie politycznej oraz skupić na sobie uwagę opinii publicznej, żeby wrócić do władzy w 2027 r. Krakowska konwencja p...
Kogo bronił Przemysław Czarnek, atakując „OZE-sroze”?
I właśnie z tego powodu Czarnek użył wszystkich strachów, które – jak sobie wyobraził – tych „normalnych” Polaków prześladują. Choć sam kandydat posiada instalację fotowoltaiczną, potępił „OZE-sroze” i stanął w obronie polskiego węgla, bo tak układają się podziały klasowe. Ekologia jest kojarzona z kaprysami dla bogatych, za które muszą płacić wykluczeni energetycznie. Choć każdy wie, że do węgla państwo dopłaca miliardy rocznie i energetyka oparta na spalaniu węgla wcale nie jest tania, chodzi o coś innego: o wysłanie sygnału, że stoimy po stronie ludzi pracujących, a nie elit, które ich kosztem chcą realizować ideologiczne cele. Dokładnie taki sam był cel krytyki polityki klimatycznej, ETS itp.
Podobnie z krytyką systemu kaucyjnego. Przy zakupach osób, które ledwo wiążą koniec z końcem, 50-groszowa opłata na każde opakowanie jest dodatkowym obciążeniem, które jawi się jako ideologiczna fanaberia zamożnych, dla których to kwoty pomijalne. Dla takich osób każda awaria systemu, nieprzyjęcie butelki, za którą zapłaciły, jawi się jako ludzka krzywda wyrządzana przez nieludzkie państwo.