To, że zostanie premierem, jest raczej niemożliwe. Przemysław Czarnek ma być PiS-owskim zderzakiem na czas kampanii wyborczej. Zbierać ciosy, doprowadzać do kolizji, być chorążym trzymającym sztandar prawicy. A chorążowie – jak pamiętamy z historii – zwykle w bitwach giną.
Imponuje mi heroizm, z jakim Przemysław Czarnek
przyjął straceńczą misję. Tym bardziej że on naprawdę w sytuacji wygranej
prawicy w wyborach parlamentarnych mógłby być wyciągniętym przez Jarosława Kaczyńskiego
z rękawa królikiem i przyjąć rolę integratora potencjału PiS i obu Konfederacji. I wtedy mógłby naprawdę zostać premierem. Granie jego
kartą dzisiaj, na półtora roku przed wyborami, oznacza raczej odpalenie ładunku
na długo przed tym, jak na moście pojawią się wrogie czołgi. Misja Czarnka z zasady
jest straceńcza, a jego polityczny profil tylko pogłębia problem.
Pozostało jeszcze 85% artykułu
Zabookuj najlepsze treści na wakacje!
Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.
Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.