Imponuje mi heroizm, z jakim Przemysław Czarnek przyjął straceńczą misję. Tym bardziej że on naprawdę w sytuacji wygranej prawicy w wyborach parlamentarnych mógłby być wyciągniętym przez Jarosława Kaczyńskiego z rękawa królikiem i przyjąć rolę integratora potencjału PiS i obu Konfederacji. I wtedy mógłby naprawdę zostać premierem. Granie jego kartą dzisiaj, na półtora roku przed wyborami, oznacza raczej odpalenie ładunku na długo przed tym, jak na moście pojawią się wrogie czołgi. Misja Czarnka z zasady jest straceńcza, a jego polityczny profil tylko pogłębia problem.
Dlaczego Przemysław Czarnek nie zostanie premierem?
Po pierwsze, nie jest człowiekiem w polityce nowym. Był członkiem gabinetu Mateusza Morawieckiego i ponosi odpowiedzialność za działania tamtego rządu. Na dodatek był ministrem edukacji i nauki. Niespecjalnie popularnym w kręgach młodzieży szkół średnich, a przypomnijmy, że ludzie, którzy w czasach jego ministrowania (2020–2023) byli uczniami, dziś są już pełnoprawnymi wyborcami i zapleczem Konfederacji Krzysztofa Bosaka i Sławomira Mentzena.
Czytaj więcej
Lider PiS wybrał: Przemysław Czarnek, czyli przede wszystkim partia. Jarosław Kaczyński rezygnuje tym samym z jakichkolwiek starań o centrum. Kandy...
Ten ostatni zresztą był przez Czarnka często atakowany, więc trudno sobie wyobrazić, że usiądzie z nim do rozmów koalicyjnych. Dla pokolenia młodzieży, które po raz kolejny w 2027 r. rozstrzygnie o wyborach, Czarnek jest nie do uratowania. Nie zna jej języka, nie rozumie, jakie panują w tych kręgach elektoratu trendy, bo nawet jeśli młodzież od Konfederacji burzy się przeciw migrantom czy środowiskom – nazwijmy to – LGBT, to zwykle ma poglądy rynkowe i nie kwestionuje sensu związków partnerskich. W obu sprawach Czarnek działa na nią jak płachta na byka.
Czytaj więcej
Poseł PiS Przemysław Czarnek, który w sobotę został kandydatem swojej partii na premiera, zaprezentował projekt ustawy obniżającej VAT i akcyzę na...