– To nie jest nasza wojna i nie ma najmniejszego wpływu na moje życie – usłyszałem niedawno od pewnej węgierskiej dziennikarki, pracującej dla związanego z rządem w Budapeszcie medium. Nie chciała słyszeć o tym, że Europa powinna się zbroić, wspierać Ukrainę i zwiększać presję na Kreml, zmuszając tym samym Władimira Putina do zakończenia zbrodniczej wojny. Słuchała, ale udawała, że nie rozumie. Taka postawa może zaskakiwać, ale nie dziwić.
Czytaj więcej
Za prezydentów Leonida Kuczmy i Aleksandra Kwaśniewskiego znaleźliśmy wspólny język z Polską. Z Węgrami tego się nie udało zrobić – mówi „Rzeczposp...
Jak Węgry i Słowacja wspierają Rosję
„Moja chata z kraja” – to hasło przyświeca władzom w Budapeszcie, odkąd Rosja zaatakowała Ukrainę na pełną skalę. A kilka dni temu premier Viktor Orbán udowodnił, że jest w stanie wesprzeć gospodarza Kremla nie tylko słowem czy petrodolarem, ale i czynem. Wysłał antyterrorystów, by na autostradzie zatrzymali przewożone zgodnie ze wszystkimi procedurami z Austrii do Ukrainy kilkadziesiąt milionów dolarów i euro oraz dziewięć kilogramów złota należące do państwa ukraińskiego. Wszystko po to, by zmusić Kijów do wznowienia dostaw rosyjskiej ropy przez rurociąg Przyjaźń, który w styczniu został uszkodzony przez rosyjską bombę. W podobny sposób zachowuje się premier Słowacji Robert Fico, który, domagając się wznowienia dostaw rosyjskiej ropy, wstrzymał wszelkie dostawy prądu dla Ukraińców, którzy i tak żyją w warunkach ciągłych blackoutów. Zagroził też, że jeżeli Kijów nie spełni jego warunków, dołączy do weta Węgier, które blokują unijną pożyczkę dla Ukrainy w wysokości 90 mld euro. A bez niej Ukraina już za kilka miesięcy będzie musiała się zmierzyć z poważnymi problemami finansowymi.
Czytaj więcej
Konflikt USA z Iranem chwilowo pomaga Kremlowi, ale w rosyjskich elitach narasta strach. Sojusznicy Moskwy słabną, a w otoczeniu Putina pada pytani...
Kupując ropę, Europa finansuje wojnę Władimira Putina. Viktor Orbán i Robert Fico rozbijają jedność UE
Przekaz Węgier i Słowacji jest prosty i zarazem niebezpieczny: my będziemy kupowali tanie rosyjskie surowce, zasilając tym samym machinę wojenną Putina (30–35 proc. budżetu Rosji stanowią dochody z eksportu surowców energetycznych), a wy, reszta Europy, zrzucajcie się na odbudowę Ukrainy, kupujcie broń dla Kijowa, szukajcie sposobów ratowania gospodarek w obliczu światowego kryzysu energetycznego wywołanego wojną na Bliskim Wschodzie. Gospodarczo Putin i tak zyskuje na tym konflikcie, przywracając chociażby dostawy ropy do Indii (za pozwoleniem USA, które poluzowały tymczasowo restrykcje). W tej sytuacji Europa nie powinna dorzucać się do rosyjskiego budżetu, a tym samym do produkcji rosyjskich rakiet i dronów.