Reklama

Kreml patrzy z niepokojem na Bliski Wschód. W Rosji pytają, kto będzie następny po Iranie

Konflikt USA z Iranem chwilowo pomaga Kremlowi, ale w rosyjskich elitach narasta strach. Sojusznicy Moskwy słabną, a w otoczeniu Putina pada pytanie: czy w skrajnym przypadku użyjemy broni atomowej?
Władimir Putin i Ali Chamenei, fotografia z 2017 r.

Władimir Putin i Ali Chamenei, fotografia z 2017 r.

Foto: PAP/EPA/DMITRY AZAROV / SPUTNIK / KREMLIN POOL

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie obawy mają rosyjskie elity w kontekście konfliktu USA z Iranem?
  • W jaki sposób obecne napięcia na Bliskim Wschodzie wpływają na strategiczne interesy Rosji?
  • Jakie krótkoterminowe korzyści i długoterminowe ryzyka dla Kremla wiążą się z obecną sytuacją międzynarodową?
  • W jaki sposób zmienia się układ sił geopolitycznych w wyniku konfliktu USA z Iranem?
  • Jakie jest postrzeganie przez Moskwę możliwości użycia broni atomowej jako środka obrony?
  • Jakie są reakcje i obawy w Rosji wobec potencjalnych zmian reżimów sojuszników na całym świecie?

Na pierwszy rzut oka Władimir Putin na konflikcie Izraela i USA z Iranem zyskuje. Indie wracają do zakupu rosyjskiej ropy, zwiększa się w tym zakresie zależność Chińczyków od Rosji (kupowali lwią część irańskiej ropy), cena sprzedawanego z dużą zniżką z powodu sankcji rosyjskiego surowca może wzrosnąć, zasilając tym samym budżet Kremla.

Rosyjski dyktator próbuje wycisnąć z tego konfliktu jak najwięcej i zagroził ostatnio, że w najbliższym czasie może nagle wstrzymać dostawy gazu (głównie chodzi o LNG) do Europy, przenosząc i kierując surowiec na bardziej opłacalne w tym momencie dla Rosji rynki. Wcześniej pojawiały się też doniesienia o przetransportowaniu do Rosji części zapasów złota z irańskiego Banku Centralnego.

Czytaj więcej

Złoto Iranu zasili kieszeń Władimira Putina? Jak reżimy przenoszą miliardy do Rosji

Wojna na Bliskim Wschodzie postawiła pod dużym znakiem zapytania przyszłe dostawy nad Dniepr pocisków do systemów obrony przeciwlotniczej Patriot i innego niezbędnego dla armii ukraińskiej amerykańskiego uzbrojenia. Nie jest tajemnicą, że wojna z Iranem oraz wsparcie Izraela są priorytetem dla Stanów  Zjednoczonych i tam w pierwszej kolejności będą kierowane wszystkie siły, środki i uwaga Donalda Trumpa. Wojna Rosji z Ukrainą dzisiaj odchodzi na dalszy plan.

Reklama
Reklama

To wszystko wymierne zyski Kremla, ale krótkoterminowe. Upadek reżimu ajatollahów w Iranie jest już tylko kwestią czasu. A wtedy ustabilizuje się cena ropy, amerykańskie uzbrojenie znów popłynie nad Dniepr, a Trump znów zacznie przeglądać mapę świata.

Moskwa wobec wojny na Bliskim Wschodzie. Krótkoterminowe zyski, długoterminowe ryzyko

Upadek irańskiego reżimu tylko przyspieszy wypchnięcie Rosji z Bliskiego Wschodu, co zresztą postępuje od obalenia Baszara Asada w Syrii. Wenezuela, która jeszcze niedawno była twierdzą rosyjskich interesów w Ameryce Południowej, krok po kroku zostaje podporządkowana USA.

Eksplozja w Bejrucie po ataku Izraela, 6 marca 2026 r.

Eksplozja w Bejrucie po ataku Izraela, 6 marca 2026 r.

Foto: REUTERS/Khalil Ashawi

W Waszyngtonie nie ukrywają, że następna będzie Kuba. Siłowe obalenie władz w Hawanie, wsparte przez potomków kubańskich imigrantów (z szefem amerykańskiej dyplomacji Marco Rubio na czele), jest scenariuszem całkiem prawdopodobnym. To ostatecznie odsłoniłoby bezradność reżimu Władimira Putina, za rządów którego Rosja straciła całe regiony, na obecność w których „ciężko pracowała” cała dyplomatyczno-polityczno-wywiadowczo-wojskowa machina Związku Radzieckiego.

Od kilku lat Kremlowi umyka Kaukaz Południowy, gdzie Putin stracił Górski Karabach, poprzez który mógł zarządzać konfliktem w regionie, wywierając presję zarówno na Azerbejdżan, jak i na Armenię. Władze w Baku dzisiaj są jednym z najważniejszych sojuszników Turcji, która jest członkiem NATO. Armenia zaś, mimo obecności militarnej Rosji (bazy w Giumri) i powiązań gospodarczych z Moskwą, już dzisiaj coraz głośniej puka do drzwi państw zachodnich, deklarując chęć przystąpienia do UE.

Nawet Białoruś urzędującego od ponad trzech dekad Aleksandra Łukaszenki zaczyna wątpić w przyszłość swojego patrona. Pod presją USA dyktator uwolnił z więzień już niemal wszystkich liderów opozycji demokratycznej. W czwartek wypuścił kolejnych 15 więźniów politycznych, za co podziękował mu odpowiedzialny za negocjacje USA z Mińskiem John Coale. Korzyści materialne (w postaci poluzowania amerykańskich sankcji) nie są jak na razie dla Łukaszenki oszałamiające. Dlaczego więc ugina się pod presją Trumpa?

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Kłopoty sojusznika, wzrost cen ropy. Putin zyska czy straci na wojnie USA i Izraela z Iranem?

– Kto będzie po Kubie? – pyta retorycznie czołowy propagandysta Łukaszenki Aleksandr Szpakouski. Inny, Grigorij Azaronak, wpadł w furię i wykrzykiwał w telewizji „Allahu Akbar” opatrując swoje wystąpienie filmikami irańskich bombardowań. Łukaszenka najwyraźniej jest w rozterce. Na razie skupił się na kontroli warunków hodowli krów.

Wojna z Iranem zmienia układ sił. W Moskwie pada pytanie: czy Rosja będzie następna?

Niebezpieczne, a wręcz prowokacyjne, pytania padają też w Rosji. Zaczynają zadawać je osoby z bliskiego otoczenia Putina. – W tej sytuacji następni w kolejce jesteśmy my. Wenezuela, Iran, Syria, Hezbollah – to wszystko są reżimy lub systemy polityczne, podobnie jak Kuba, na którą obecnie wymierzone są działania USA. Są to nasi sojusznicy. W istocie, jeśli tak można postępować z naszymi sojusznikami, jeśli wszystko uchodzi bez konsekwencji i jeśli Trumpowi wszystko się udaje, to na kolejnym etapie, podczas negocjacji Kiriłła Dmitrijewa z Jaredem Kushnerem i Stevem Witkoffem, może dojść do podobnej operacji zmiany reżimu także u nas – powiedział w rozmowie z radiem Sputnik Aleksandr Dugin, uważany za ideologa Kremla.

– Czym jesteśmy zabezpieczeni? Bronią jądrową? W rzeczywistości jednak pytanie brzmi, czy w skrajnym przypadku bylibyśmy gotowi jej użyć? – pyta.

W skuteczność rozmów pokojowych (w których pośredniczą USA) najwyraźniej nie wierzą też wojskowi. Niektórzy w Rosji mówią już o tym głośno. – Musimy wzmacniać nasze państwo, jeszcze bardziej się jednoczyć. Powinniśmy wiedzieć, że jednoznacznie będziemy następni i to nie powinno nikogo dziwić. Jeżeli uda im się dobić Iran, to z całą pewnością wezmą się za nas – stwierdził dowódca czeczeńskich sił specjalnych „Achmat” gen. Apti Alaudinow. Trumpa nazywa „antychrystem” i twierdzi, że Rosja jest obecnie w stanie „świętej wojny” z Zachodem.

Czytaj więcej

Tucker Carlson rozmawiał z „mózgiem Putina”. Filozofia imperializmu rosyjskiego idzie w świat
Reklama
Reklama

W sensowność negocjacji z Amerykanami najwyraźniej wątpi też naczelny propagandysta Kremla Władimir Sołowiow. – Za każdym razem, gdy kraje próbują dogadać się z Zachodem, Zachód próbuje je osłabić, oszukać i zniszczyć. Saddam Husajn zgodził się na wszystkie postawione przez Zachód warunki i to go nie uratowało. Na co tylko się nie godził Muammar Kadafi, zaakceptował wszystkie żądania, ale to go nie uratowało. Nieważne, jak się zachowujecie, i tak zostaniecie zdemonizowani. Drapieżnik rozprawi się z wami – mówił propagandysta, jakby ostrzegając w ten sposób gospodarza Kremla.

– Wszystko dla frontu, wszystko dla zwycięstwa. To powinno być naszą polityką na najbliższe dziesięciolecia – grzmiał.

Konflikty zbrojne
Iran planował zamach terrorystyczny w Azerbejdżanie? „Znaleziono C-4”
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Konflikty zbrojne
Donald Trump chce bezwarunkowej kapitulacji Iranu
Konflikty zbrojne
Przedsiębiorca ugrzązł w Dubaju. Mówi „Rzeczpospolitej”: Nikt się nami nie przejmuje
Konflikty zbrojne
Nowe doniesienia o ataku na szkołę dla dziewcząt w Iranie. Amerykanie się pomylili?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama