Całkiem niedawno instrument finansowy SAFE był popierany także przez polityków PiS, którzy dopiero w ostatnich tygodniach, już po ogłoszeniu przez rząd Donalda Tuska, że Polska dostanie z programu największe środki, wykonali polityczny zwrot: ze zwolenników przekształcając się w zaciekłych wrogów programu.
Program SAFE
Zaskoczeń jest w tej sprawie przynajmniej kilka. Kilka jest też zapewne pełnoprawnych wyjaśnień, sprowadzają się one jednak wyłącznie do czysto politycznych pobudek, które bynajmniej nie wynikają z troski o bezpieczeństwo kraju.
Czy PiS boi się, że pieniądze z SAFE osłabią poparcie partii w jej bastionach?
Jestem przekonany, że SAFE jest dla PiS, Konfederacji i prezydenta Karola Nawrockiego groźny z zupełnie innych niż bezpieczeństwo i suwerenność, egoistycznie politycznych powodów. Projekty wpisane w rządową agendę (których szczegółów jeszcze nie znamy), związane ze środkami SAFE, szczególnie te niezwiązane bezpośrednio z zakupem uzbrojenia, w przeważającej części trafią do prawicowego matecznika na wschodzie i południu kraju, w tym do Stalowej Woli, którą rządzi młoda gwiazda prawicy Lucjusz Nadbereżny.
I tu pojawia się obawa, że to może – choć nie ma dowodów na to, że tak się stanie – w pewnym stopniu zmienić polityczną geografię kraju. Nie wierzę co prawda w jakiś gremialny odwrót od PiS, ale widoczna staje się obawa, że ubytek wiernych wyborców może być odczuwalny. Tak to już jest z poparciem wyborców głosujących portfelem, że ich serce zawsze jest bliżej miejsca, z którego pieniądze płyną. A o to, żeby płynęły właśnie w te części kraju, dbał przecież i sam PiS, kiedy jeszcze był u władzy. Teraz w niejednej głowie zrodziła się obawa, że za pieniądze z SAFE rząd znienawidzonego przez twardy elektorat obecnej opozycji Donalda Tuska może sobie kupić poparcie w regionach, które tradycyjnie popierały partie prawicowe.