Reklama

Jacek Siewiera dla „Rzeczpospolitej”: Iran dysponuje ekstremalnie niebezpiecznym materiałem

Po zniszczeniu ośrodków wzbogacania uranu nie mamy pewności, gdzie znajduje się irański materiał rozszczepialny. W scenariuszu ataku radiologicznego problemem będzie nawet ustalenie sprawcy – mówi „Rzeczpospolitej” Jacek Siewiera, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
Jacek Siewiera

Jacek Siewiera

Foto: PAP/Leszek Szymański

W jakiej sytuacji jest nasze bezpieczeństwo – Zachodu, Europejczyków, Polaków – po amerykańsko-izraelskim ataku na Iran i po śmierci ajatollaha Alego Chameneiego?

Dr hab. ppłk (rez.) Jacek Siewiera: Na pewno nie można stwierdzić, że Europę ten konflikt omija. I nie chodzi tylko o to, że dzisiejsze wojny stawiają miasta, a nie linie frontu za cel. W przypadku tej wojny skutki dla Europy mają zarówno wymiar geograficzny, jak i zależny od osi czasu. Wszystko będzie zależne od tego, jakim rezultatem zakończy się aktywna faza działań amerykańskich i jak rozstrzygną się kluczowe kwestie: kto kontroluje cieśninę Ormuz? Czy będzie inwazja lądowa? Czy kraj wyłoni nowe, centralne przywództwo polityczne? Czy będzie ono nadal wrogie Zachodowi?

W krótkim horyzoncie dla europejskiego bezpieczeństwa niewątpliwie wzrosły czynniki niepewności, więc i sumarycznie ujęte „bezpieczeństwo” uległo pogorszeniu. Reszta zależeć będzie od rezultatów wojskowo-politycznych.

Na czym to pogorszenie polega?

Ma dwoisty charakter. Dziś debatę publiczną zajmują kwestie najpilniejsze i najbardziej absorbujące uwagę: kwestia ataków na centra miast, wpływ technologii dronowych, liczby rakiet czy kwestia ewakuacji naszych obywateli z Bliskiego Wschodu. W dłuższym horyzoncie pojawia się kwestia cieśniny Ormuz, cen ropy i bezpieczeństwa transportu.

Cele zaatakowane w Iranie i cele irańskich ataków odwetowych (dane z 3 i 4 marca)

Cele zaatakowane w Iranie i cele irańskich ataków odwetowych (dane z 3 i 4 marca)

Foto: PAP

Natomiast w analityce ekspertów umyka aspekt, który był głównym z powodów, dla których Stany Zjednoczone zaczęły tę wojnę, a Izrael obawiał się scenariusza konfliktu przeciągniętego – wojny, która wymknie się spod kontroli.

Reklama
Reklama

Czyli irański program jądrowy?

Tak, to był powód i pretekst zarazem. Dziś to jedno z głównych, długotrwałych i trudnozarządzalnych ryzyk. I to z dwóch powodów: politycznego i wojskowego. Jednym jest kwestia realnego stanu posiadania przez Iran około 460-480 kilogramów wysoko wzbogaconego uranu-235 do poziomu około 60 proc. To materiał przygotowywany w wirówkach w Fordow, Natanz i Isfahanie. Oprócz tego Iran posiada także kilkadziesiąt ton niżej wzbogaconego materiału rozszczepialnego.

Do broni jądrowej potrzebny jest uran wzbogacony do poziomu około 90-95 proc. Nazywamy go poziomem weapon-grade, którego do jednej głowicy potrzebne jest około 40-45 kg. Iran prawdopodobnie nigdy nie osiągnął przemysłowej ilości takiego materiału, ale posiada prawie pół tony uranu wzbogaconego do ponad 60 proc. To poziom zbyt niski, by zbudować bombę, ale jednocześnie ekstremalnie niebezpieczny materiał promieniotwórczy, a nawet rozszczepialny.

Wzbogacanie odbywało się we wspomnianych ośrodkach w Isfahanie, Fordow czy Natanz. Donald Trump twierdził, że po wojnie dwunastodniowej w czerwcu zeszłego roku zostały one poważnie uszkodzone. Czy wiemy, co się stało z materiałem, nad którym tam pracowano?

Operacja Midnight Hammer była skuteczna. Ośrodki w Fordow i Isfahanie zostały zbombardowane niezwykle precyzyjnie i rzeczywiście zatrzymały proces dochodzenia Iranu do posiadania broni jądrowej, ponieważ zniszczono infrastrukturę wzbogacania uranu ukrytą głęboko pod ziemią.

Nie oznacza to jednak, że udało się zniszczyć czy przejąć materiał rozszczepialny. Iran najprawdopodobniej dokonał licznych przemieszczeń tego ładunku poza zbombardowane ośrodki. Dlatego w negocjacjach naciskano, aby Iran przekazał cały zgromadzony materiał rozszczepialny (pow. 20 proc. izotopu 235).

W polskiej przestrzeni publicznej już każdy polityk w ostatnich dniach zajął stanowisko w sprawie „polskiej” broni jądrowej, ale nikt nie zadał sobie trudu, by zrozumieć, jak się przed nią bronić. 

Jacek Siewiera, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Do tego jednak nigdy nie doszło. Ten materiał na pewno składowany był na terytorium Iranu w momencie wybuchu wojny.

Reklama
Reklama

Dziś, po eliminacji części dowództwa politycznego Iranu, w tym Chameneiego, władza została rozproszona między dowódców Korpusu Strażników Rewolucji w 31 prowincjach. W praktyce nie ma jednego organu, który miałby pełną kontrolę nad miejscami składowania tego materiału.

Czyli nie wiemy, co dzieje się z tym materiałem radioaktywnym? 

Chamenei przewidział możliwość swojej śmierci. Pamiętał, jak Izrael przy cichej akceptacji USA na terenie Kataru wyeliminował biuro Hamasu, jak Amerykanie precyzyjnie uderzyli w generała Sulejmaniego.

Ginęli też naukowcy zaangażowani w program nuklearny. Ostatni został ostrzelany ze sterowanego zdalnie działka ukrytego w naczepie stojącej na poboczu drogi, którą jechał do pracy.

Otóż to. Chamenei rozumiał, że jego życie jest zagrożone i przygotował wielostopniowy plan dowodzenia państwem w warunkach wojny. To dzięki temu Iran dziś wcale nie upadł, broni się i atakuje sąsiadów. Plan miał kilka etapów. Pierwszym było rozproszenie dowodzenia wśród dowódców Strażników Rewolucji w prowincjach.

Drugim etapem była blokada Ormuz i uderzenia odwetowe nie tylko w infrastrukturę amerykańską, ale szeroko zakrojone ataki na sojuszników USA. Właśnie to obserwujemy: uderzenia w państwa Zatoki Perskiej oraz próby ataków wykraczające poza sam region, na kierunku cypryjskim, tureckim.

Trzecim elementem planu jest aktywacja potencjalnych sabotażystów i dywersantów na terytorium Stanów Zjednoczonych, Europy i Bliskiego Wschodu. To stare modus operandi tzw. Osi Oporu, czyli organizacji terrorystycznych od lat finansowanych przez Iran: Hezbollah, Hamas, Palestyński Dżihad, Huti czy milicje w Iraku, ale w nowej „wysoko wzbogaconej” wersji.

Połączenie tych czynników – braku kontroli nad dużą ilością materiału promieniotwórczego oraz mobilizacji sieci dywersyjnych – tworzy ryzyko użycia tzw. brudnej bomby. Nie broni jądrowej, lecz brudnej bomby radiologicznej.

Reklama
Reklama

Ktoś może powiedzieć, że pan próbuje przestraszyć opinię publiczną.

Uznałbym go za amatora. I nie ma w tym nic złego, tak długo, jak ktoś taki nie podejmuje decyzji. W działaniach terrorystycznych celem jest przede wszystkim efekt psychologiczny. Świadomość zagrożenia jest najlepszą bronią! Dlatego środki CBRN – chemiczne, radiologiczne, biologiczne i jądrowe – są tak skuteczne w walce hybrydowej: wywołują przerażenie i chaos. Dużo silniejszy efekt destabilizujący społeczeństwa niż broń konwencjonalna.

Czytaj więcej

Cztery punkty kluczowe dla rozwoju ataku na Iran. Co przyniesie operacja Epicka Furia?

Nie chodzi o straszenie. W Europie niewiele krajów ma świadomość tego typu zagrożeń. Niedawno w Monachium oraz w Ambasadzie Szwecji miałem na ten temat bardzo dobrą rozmowę. W tej kwestii to bardzo dojrzały technologicznie i organizacyjnie sojusznik. Ale to wyjątek. W polskiej przestrzeni publicznej już każdy polityk w ostatnich dniach zajął stanowisko w sprawie „polskiej” broni jądrowej, ale nikt nie zadał sobie trudu, by zrozumieć, jak się przed nią bronić. Wiedzą to wyspecjalizowani strażacy i część wojskowych. Polska i Europa musi mieć wyższą świadomość tego zagrożenia. Użycie materiału radiologicznego rodzi nie tylko konsekwencje zdrowotne, ale także ogromne konsekwencje polityczne. Może pojawić się problem przypisania odpowiedzialności, czyli tzw. atrybucji. W scenariuszu użycia brudnej bomby: nie będziemy wiedzieli, kto to zrobił, komu przypisać za to odpowiedzialność.

Rosja już dziś oskarża Ukrainę i państwa Zachodu o przygotowania do użycia brudnej bomby. Niedawno w lutym 2026 r. ambasador Rosji przy ONZ Wasilij Nebenzia wyraził to wprost. I choć wszyscy wiemy, że to bzdura, tego typu narracje pokazują kierunek myślenia w doktrynie, w której środki CBRN są traktowane jako środki walki z dużym potencjałem destabilizacyjnym i wielkim potencjałem politycznym.

Sianie chaosu może polegać właśnie na użyciu materiału rozszczepialnego lub broni chemicznej w miastach europejskich przez niewielką grupę terrorystów, a następnie na manipulowaniu odpowiedzialnością za taki atak. Mogę to sobie wyobrazić na Litwie, w Szwecji czy w centrum Mediolanu.

Reklama
Reklama
Eksplozja w belgijskim Liège

Synagoga w belgijskim mieście Liège została uszkodzona w eksplozji, do której doszło nad ranem w poniedziałek, 9 marca 2026 r. Przyczyna wybuchu, do którego doszło ok. 4 rano czasu lokalnego, pozostaje nieznana – podaje belgijski nadawca publiczny VRT. Burmistrz Liège Willy Demeyer określił incydent mianem „ekstremalnie brutalnego aktu antysemityzmu” – Nie możemy pozwolić, by konflikty toczące się za granicą przenosiły się do naszego miasta – dodał.


Czy bramki na lotnisku są w stanie wykryć taki materiał?

Europa ma względnie dobrze rozwiniętą sieć monitorowania radiologicznego o charakterze środowiskowym: na wypadek awarii elektrowni jądrowej, opadu radioaktywnego czy wielkiej katastrofy ekologicznej. Całkowicie brakuje jednak siatki wykrywającej zagrożenia terrorystyczne, punktowe. W miastach. Pod ziemią. W metrze. Niektóre lotniska, porty, a nawet wysypiska śmieci mają dodatkowe czujniki wykrywające zagubiony materiał rozszczepialny. Czasem całkiem zaawansowane. Nie jest to jednak praktyka dotycząca centrów miast. Węzłów komunikacyjnych, budynków publicznych. Materiał promieniotwórczy umieszczony w centrum handlowym długo może nie zostać wykryty. W Europie nie istnieje system porównywalny z amerykańskim programem Securing the Cities, który obejmuje dziesiątki tysięcy czujników radiologicznych rozmieszczonych w miastach.

Irańskie instalacje nuklearne

Irańskie instalacje nuklearne

Foto: PAP

Na ile prawdopodobne jest, że taki materiał mógł już opuścić Iran?

W czasie wojny nie byłoby to trudne. Tego typu materiały mogą być przemieszczane znacznie wcześniej poprzez czarne rynki terrorystycznego handlu bronią. Czy dotarły do Europy – nie wiadomo. Natomiast czy opuściły ośrodki w Isfahanie, Natanz i Fordow – prawie na pewno.

Czytaj więcej

Kreml oferuje ratunek Iranowi. Chodzi o wysoko wzbogacony uran i groźbę ataku USA
Reklama
Reklama

Jak państwa powinny się bronić przed takim ryzykiem?

Konieczne jest przygotowanie wielowarstwowego systemu obrony i powrót do poważnej dyskusji o strategii CBRN. Mówię to jako lekarz wojskowy, a zarazem planista.  Chodzi o zrozumienie zagrożeń związanych z wykorzystaniem czynników radiologicznych, chemicznych i pełnego spektrum CBRN.

W Europie mieliśmy już przypadki użycia takich środków – próby zabójstwa Skripala, otrucie Nawalnego czy Litwinienki. W Syrii broń chemiczna wpłynęła na wynik wojny, a na Ukrainie odnotowano w zeszłym roku ponad tysiąc razy wykorzystanie broni chemicznej w postaci chloropikryny. Dziwnym trafem nikt w Europie o tym nie mówi, bo to brzmi niewyobrażalnie, ale taka jest rzeczywistość. Jeśli chodzi o przygotowanie miast i infrastruktury, kluczowe są procedury, świadomość decydentów oraz systemy detekcji w węzłach komunikacyjnych – metrze, kolei, portach lotniczych.

Jak może wyglądać użycie brudnej bomby, na co powinniśmy się przygotować? 

Możliwości jest wiele, ale przecież nie chcemy podpowiadać naszym adwersarzom. Warto wspomnieć, że spektrum jest szerokie: od bardzo precyzyjnego wykorzystania niewielkiej ilości materiału do zabójstwa pojedynczej osoby, jak w przypadku Litwinienki, po rozproszenie materiału w przestrzeni publicznej. Najprostsze są ataki w węzłach komunikacyjnych lub w obiektach użyteczności publicznej, na przykład poprzez umieszczenie materiału rozszczepialnego w plecaku lub paczce.

Jeśli w obszarze zurbanizowanym nie ma odpowiednich systemów detekcji, wykrycie takiego zagrożenia jest niezwykle trudne.

Czytaj więcej

Brudne bomby: Co to za broń?
Reklama
Reklama

Czy zwykły obywatel może się jakoś zabezpieczyć?

W tym względzie musi w 100 proc. polegać na zaufaniu do sprawności państwa. Dlatego właśnie domena CBRN tak łatwo może zachwiać całymi społeczeństwami, państwami i rządami. Aglomeracje i miasta – jak w każdej współczesnej wojnie – są na pierwszej linii i dźwigają największą. W przypadku obywateli najważniejsze jest stosowanie się do zaleceń władz i służb. Możliwości działania pojedynczego obywatela są w takich scenariuszach bardzo ograniczone. Do wykrywania i likwidacji tego typu zagrożeń potrzebne są specjalistyczne laboratoria, sprzęt i infrastruktura.

Dlatego kluczowe jest wczesne wykrywanie zagrożeń w miastach, koordynacja między państwami oraz reagowanie na poziomie europejskim. Jeśli gdzieś nie da się zastąpić roli państwa i struktur europejskich, to właśnie tutaj.

Jacek Siewiera

podpułkownik Wojska Polskiego (rez.), doktor habilitowany nauk medycznych, lekarz wojskowy, w latach 2022-25 szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, Senior Fellow w Atlantic Council

Konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie

Konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie

Foto: Infografika PAP

Konflikty zbrojne
Wiadomo, kto zastąpi ajatollaha Alego Chameneiego
Materiał Promocyjny
Bezpieczeństwo to nie dodatek. To fundament systemu płatności
Materiał Promocyjny
Dane zamiast deklaracji. ESG oparte na faktach
Konflikty zbrojne
Turcja: Pocisk balistyczny wystrzelony z Iranu wszedł w naszą przestrzeń powietrzną
Konflikty zbrojne
USA ewakuują dyplomatów z Arabii Saudyjskiej. Pierwsza taka decyzja od początku wojny
Konflikty zbrojne
Czy Trump ma plan dla Iranu? W Waszyngtonie rośnie chaos i krytyka
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama