Włochy, Szwajcaria, Słowacja, Czechy, Niemcy już kilka tygodni temu ogłosiły zasady korzystania ze stoków zimą 2021/2022. Podstawą korzystania ze stoków ma być u nich paszport covidowy lub w niektórych sytuacjach negatywny test na covid.

A jak jest u nas? Nikt nic nie wie.

Tomasz Paturej, prezes Związku Właścicieli Stoków Narciarskich, mówi „Rzeczpospolitej", że od tygodni zabiegają o zainteresowanie zarówno ministra rozwoju, jak i ministra zdrowia w tej sprawie.

Czytaj więcej

Czwarta fala pandemii wzbiera. Jakie będą obostrzenia?

– Chcemy wiedzieć, co dla nas szykują. Tym bardziej że rok temu zostaliśmy kilka razy zaskoczeni w ostatniej chwili – mówi Tomasz Paturej. Dodaje, że przedsiębiorcy zrzeszeni w związku piszą pisma do ministrów oraz premiera. Odzewu nie słychać, choć pojawiła się informacja o jakimś spotkaniu. Czas robi się coraz bardziej gorący. Koniec października i początek listopada to dla przedsiębiorców z branży narciarskiej czas najbardziej gorący.

Gromadzenie wody w specjalnych zbiornikach przez dziesięć dni, z których potem produkowany jest sztuczny śnieg, dla stacji narciarskiej generuje duże koszty.

Jędrzej Łukasiński, właściciel 22 wypożyczalni sprzętu narciarskiego na Podhalu, napisał do naszej redakcji, że nie wie, co robić. Czy kupować hurtowo sprzęt – narty i deski – tak jak co roku czy raczej w tym roku się wstrzymać?

– Ten brak informacji nas zabija – twierdzi. – Klienci są coraz bardziej wymagający. Oczekują sprzętu najnowszej generacji. Jeśli go wypożyczę, to będzie się zwracał, jeśli nie – ogłoszę bankructwo.

W podobnym tonie wypowiada się Wacław S., właściciel kilkudziesięciu szkółek narciarskich.

Autopromocja
Rozlicz PIT z "Rzeczpospolitą"

W łatwy i wygodny sposób wypełnij zeznanie podatkowe

Pobierz za darmo

– Muszę zatrudnić na grudzień, styczeń i luty instruktorów, wielu ze specjalnymi kwalifikacjami, np. dla małych dzieci. Nie wiem, ilu ich powinno być, wszystko zależy od zapotrzebowania. I dodaje, że kilku sprawdzonych od lat instruktorów narciarstwa pyta o pracę w sezonie. – Niestety, nic konkretnego nie potrafię im odpowiedzieć – mówi Wacław S. Kiedy proponuje wpis na listę rezerwową, mówią wprost: ja zarobić muszę, szukam dalej.

Spory problem ma też gastronomia.

– Posiłkujemy się lokalnymi kucharzami, kelnerkami itd. Ale w szczycie pełnego sezonu to zbyt mało. Jeśli mamy być gotowi na 100 proc., to musimy dziś wiedzieć, by się dobrze przygotować. Prosta informacja dla branży, na jakich zasadach zadziała, nie powinna przekraczać możliwości rządu – twierdzą przedsiębiorcy z gór.