Pytany o hipotezy, jakie stawia prokuratura w śledztwie wszczętym po zdarzeniach na trasie kolejowej Warszawa–Lublin, minister Żurek stwierdził, że śledczy biorą pod uwagę wszystkie ewentualności.
Waldemar Żurek o akcji sabotażu na kolei: tego nie zrobił ktoś, kto przeczytał tylko instrukcję
– Możemy sobie wyobrazić, że jest jakaś osoba, która jest samotnym wilkiem i ma tutaj jakiś cel destabilizacji. Widzimy, że pojawiają się, także w mediach, informacje o tym, że ktoś notorycznie zgłasza zawiadomienia, do różnych instytucji, żeby destabilizować państwo. I często to są osoby, które to robią dla funu. Natomiast tutaj jest zbyt dużo takich elementów, które świadczą o tym, że to jednak był efekt sabotażu, bo pewne przedmioty, które zostały użyte – o których nie mogę mówić – ewidentnie wskazują, że to jest robota profesjonalisty – powiedział Waldemar Żurek.
Czytaj więcej
W sprawie aktów dywersji na trasie kolejowej Warszawa-Lublin odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie rządowego Komitetu do spraw Bezpieczeństwa - zap...
Jego zdaniem wszystko wskazuje na to, że była to bardzo szczegółowo zaplanowana akcja. Świadczą o tym m.in. precyzyjnie rozmieszczone ładunki wybuchowe, zapalniki przy nich. – Nie mógł tego zrobić ktoś, kto przeczytał tylko instrukcję – uważa Żurek..
Minister mówił, że trwa bardzo szeroko zakrojona akcja, by ustalić, ile osób było zaangażowanych w przygotowanie akcji sabotażu. – Technicznie mogła to wykonać jedna osoba, ale z reguły jest tak, że tego typu akcje są organizowane zespołowo. Natomiast materiały, które zostały użyte, wskazują na to, że to nie mógł być cywil. Chyba że był bardzo dobrze przeszkolony – ocenił minister.
Wybuch na torach. Żurek: sprawcom nie udało się wywołać paniki
Na pytanie o nieoficjalne informacje mówiące o tym, że były też inne ładunki wybuchowe, które jednak nie eksplodowały, minister nie chciał jednoznacznie odpowiedzieć. Przyznał jednak, że sprawy mogły potoczyć się dużo gorzej.
– Nigdy nie wiemy, jaki był cel sprawcy, bo czasem jest tak, że celem sprawcy jest po prostu ostrzeżenie. Tak, jak z tymi dronami, nadlatującymi nad Polskę – czy była to akcja, która miała zdestabilizować państwo, czy coś uszkodzić? Czasem jest tak, że po prostu służby obcego państwa chcą wywołać destabilizację i panikę – powiedział Żurek.
Czytaj więcej
Członkowie rządu przekazali najnowsze informacje na temat aktów dywersji na kolei, przede wszystkim tego z powiatu garwolińskiego, gdzie doszło do...
– Więc ja myślę, że my musimy przede wszystkim dbać o to, żeby nasze społeczeństwo zobaczyło, że służby działają sprawnie. Bo rzeczywiście można powiedzieć, że tutaj cały system zadziałał w pewnym momencie. Choć nie jesteśmy w stanie zabezpieczyć wszystkiego i wszystkich w stu procentach. Mamy świadomość, że państwa, które od lat walczą z aktami terroru i mają bardzo duże doświadczenie, też nie są w stanie zapobiec wszystkim takim aktom. Można powiedzieć, że my się uczymy, ale ja bym chciał bardzo, żebyśmy przy tej okazji trenowali odporność polskiego społeczeństwa na tego typu sytuacje – dodał minister sprawiedliwości.
W ocenie Waldemara Żurka, incydenty na kolei były do tej pory jednymi z najpoważniejszych aktów sabotażu. – Oczywiście, była też Marywilska. Nie było ofiar śmiertelnych, ale straty finansowe w tamtym przypadku są ogromne i być może to też miało uderzyć, bo przecież wiemy, że wszyscy ci, którzy tam handlowali, to są ci, którzy odprowadzają podatki do budżetu państwa i być może właśnie na tym służbom wrogiego państwa zależy najbardziej – na destabilizacji i wywołaniu paniki. To też był, wydaje mi się, taki pokaz, że gdyby taki duży skład osobowy wypadł z torów pod wpływem wybuchu i stoczył się, no to mogło dojść do wielkiej katastrofy kolejowej – stwierdził minister.
– Ale proszę zauważyć, że nasze społeczeństwo dzisiaj widzi, że władza jest skonsolidowana – przynajmniej władza wykonawcza – i moim zdaniem nie ma paniki. Służby będą robić swoje, idziemy dalej. W aresztach i więzieniach siedzą już ludzie, którzy byli odpowiedzialni za przygotowania aktów sabotażu – mówił minister.