Z tego artykułu się dowiesz:
- Co spowodowało wybuch awantury o reformę Państwowej Inspekcji Pracy?
- Dlaczego reforma PIP jest kluczowa dla realizacji Krajowego Planu Odbudowy?
- Czy projekt reformy był formalnie rozpatrywany przez rząd podczas ostatniego posiedzenia?
- Jakie są potencjalne konsekwencje dalszych opóźnień w przyjęciu ustawy o PIP?
- Jakie zmiany mogą być konieczne, aby projekt ustawy o PIP został zaakceptowany przez Komisję Europejską?
Polityczna Warszawa tkwiła w świąteczno-noworocznym letargu, gdy zmrożoną atmosferę rozgrzała informacja o tym, że doszło do „zablokowania” prac nad reformą na ostatnim posiedzeniu rządu w ubiegłym roku. Doniesienia medialne mówiły o „potężnej awanturze”. Reforma jest nie tylko kamieniem milowym w realizacji Krajowego Planu Odbudowy (KPO), ale też żywo interesuje pracowników, biznes i prawników. Premier Donald Tusk miał się „wściec”. Co tak naprawdę się wydarzyło? I co ważniejsze: co dalej z projektem?
Czytaj więcej
Prawdziwy podział przy świątecznym stole nie biegnie tylko przez pokolenia, lecz przez media i ic...
Rząd nie rozpatrywał PIP 30 grudnia. Co więc było zapalnikiem awantury?
Na początku grudnia Stały Komitet Rady Ministrów, którego szefem jest minister Maciej Berek – prawa ręka premiera Donalda Tuska, w praktyce wicepremier i najważniejszy po Tusku polityk w rządzie, cieszący się opinią znakomitego prawnika – przyjmuje reformę PIP. Wszystko to dzieje się na specjalnym posiedzeniu, po wielu godzinach obrad i zmianach łagodzących pierwotny projekt.
Dyskusja na ten temat w rządzie i w mediach trwa od wielu miesięcy, z bardzo dużą intensywnością. Zgodnie z naszymi wcześniejszymi informacjami rząd miał przyjąć ustawę do końca grudnia. Minister Berek we wpisie na serwisie X po posiedzeniu SKRM sam zresztą opisywał projekt w złagodzonej wersji i nawet dziękował ministrze Dziemianowicz-Bąk za współpracę przy nim.