W radiu, kawiarniach i sklepach sączy się z głośników „Last Christmas”, choinki – żywe lub sztuczne – pojawiają się na przecenach, a rozmowy krążą wokół braku śniegu i wszechobecnej szarugi. Trwają wyjazdy do rodziny i świąteczne przygotowania, a w mediach społecznościowych politycy publikują jeszcze bardziej niż zwykle kiczowate filmiki. Ale gdzieś w tle narasta poczucie, że zamiast radości spotkanie z dawno niewidzianą rodziną może przynieść polityczne spory. W Polsce gorące dyskusje przy świątecznych stołach wydają się nieuniknione. Do budowy napięcia nie są nawet potrzebne – tak jak dzieje się to obecnie w PiS – dwa spotkania świąteczne. Wystarczy jedno. I w zasadzie nie ma od tego ucieczki. Może poza wyjazdem z kraju.