Ważni politycy PiS prowadzą dziś debatę za pośrednictwem mediów – przez kontrolowane przecieki, wzajemne szpilki i publiczne sygnały o tym, kto ma większe znaczenie, kto powinien pracować nad programem i jakie frakcje mają decydujący głos. Jak opisywaliśmy w „Rzeczpospolitej” jeszcze przed wyborami prezydenckimi, starcie partyjnych buldogów było nieuniknione – i tak się też teraz dzieje.
W tym wszystkim ginie jednak podstawowe pytanie: jak PiS właściwie zamierza wygrać kolejne wybory i w jaki sposób chce poszerzyć swój elektorat, zwłaszcza o młodych. A może młodzi wcale nie są PiS-owi potrzebni? Albo – jak sugerują niektórzy – pracę za partię wykona lub ją bardzo wspomoże prezydent Karol Nawrocki?