Reklama

Maciej Miłosz: Podatek na obronność? Warto rozmawiać

Prawdopodobieństwo, by w najbliższej przyszłości w Polsce został wprowadzony podatek na obronność, jest minimalne. I chociaż są inne sposoby na poprawienie finansów resortu obrony, warto taką dyskusję rozpocząć.

Publikacja: 12.01.2026 04:18

Jasionka. Wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz podczas odwiedzin kompone

Jasionka. Wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz podczas odwiedzin komponentu wojsk holenderskich stacjonujących przy rzeszowskim lotnisku

Foto: PAP/Darek Delmanowicz

Zdecydowana większość Polaków (ponad 58 proc.) nie chce dodatkowego podatku na obronność. „Za” jest jedna trzecia. To wynik sondażu, który na początku stycznia opublikowaliśmy na łamach „Rzeczpospolitej”. Biorąc pod uwagę, że prezydent Karol Nawrocki jasno deklarował sprzeciw jakimkolwiek podwyżkom podatków i udowodnił to, wetując m.in. propozycje podniesienia akcyzy na alkohol, trudno się spodziewać, by coś się szybko zmieniło. Z kolei rządowi Donalda Tuska zapewne też nie będzie się śpieszyć do takich propozycji, ponieważ podwyżka podatków tuż przed zaplanowanymi na jesień 2027 r. wyborami parlamentarnymi, brzmi jak dobry przepis na utratę kilku punktów procentowych poparcia politycznego. A tego unika każdy polityk, niezależnie od tego, czy rządzi, czy jest w opozycji.

Jednak m.in. po naszym tekście wśród polityków opozycji rozgorzała dyskusja na ten temat. I tak były wiceminister obrony, obecnie europoseł PiS Michał Dworczyk, napisał w mediach społecznościowych, że „spotka się to zapewne z powszechną krytyką, ale któryś polityk musi to w końcu powiedzieć: musimy wprowadzić nowy podatek na rzecz budowy Sił Zbrojnych RP”.

Czytaj więcej

Maciej Miłosz: Nie ma darmowych lunchów. Czołgów – tym bardziej

Odpowiedział mu jego partyjny kolega, chyba najdłużej urzędujący minister obrony III RP Mariusz Błaszczak, który nie chce dodatkowych podatków, ale m.in. zaproponował, by 1,5 proc. PIT, które obecnie przekazujemy na organizacje pożytku publicznego mogło trafiać do Wojska Polskiego, a także, by 25 proc. podatku bankowego trafiało na armię. Z tym że to jest w głównej mierze sięganie po te same pieniądze, którymi państwo już dysponuje, a nie zwiększenie tej puli. To oznacza zaś, że jeśli zwiększymy wydatki na wojsko, to siłą rzeczy musimy je zmniejszyć na coś innego, np. na szkoły, szpitale albo program 800+. Jeśli tego nie zrobimy, dług publiczny, który w ostatnich latach dynamicznie rośnie, będzie rósł jeszcze szybciej.

A może dobrowolna zrzutka?

Na początku zadajmy sobie pytanie podstawowe: czy powinniśmy dużo wydawać na obronność? Odpowiedź jest jasna: tak, nie ma innej drogi do tego, by państwo polskie mogło się obronić przed agresywną Rosją. Taniej już było.

Reklama
Reklama

Jeśli założymy, że nie chcemy wydawać więcej na obronność kosztem innych dziedzin społecznych finansowanych z budżetu, to wciąż mamy kilka dróg, by to finansowanie zwiększyć.

Pierwszą jest po prostu dobrowolna zrzutka. – Tak jak zrzucamy się na WOŚP, tak moglibyśmy się zrzucać na konkretne projekty wojskowe. Kiedyś popularne były tzw. cegiełki – mówi nam oficer, od ponad 20 lat w służbie. To zapewne byłoby stosunkowo niewielkie źródło finansowania, ale plusem jest także to, że budowałoby więź między obywatelami i Wojskiem Polskim oraz poczucie zaangażowania.

Czytaj więcej

Trzy mity o wydatkach na obronność. Gdzie te 5 proc. PKB?

Drugą drogą na uwolnienie pewnych pieniędzy których armii brakuje mimo olbrzymiego wzrostu nakładów (planowane wydatki na poziomie 200 mld zł w 2026 r.), jest dokładne przejrzenie tego, na co je wydajemy. I tak np. jeśli chodzi o zakupy uzbrojenia, to wciąż może zdumiewać umowa na 96 śmigłowców AH-64E Apache, za zakup których zapłacimy ok. 40 mld zł. Wydaje się, że  jest pilnie potrzebna rozmowa o zmniejszeniu tego zamówienia do np. 64 sztuk, co już na łamach „Rzeczpospolitej” sugerowaliśmy. By jakoś wybrnąć z tej sytuacji i ułaskawić wielkiego brata z Ameryki, można by te pieniądze przekierować na inny amerykański, ale bardziej potrzebny sprzęt. Takich zakupów jest na pewno więcej.

Pożyczyć jest łatwo, trudniej oddać

Wreszcie, jeśli chcemy zwiększać nakłady na wojsko, ale nie chcemy podnosić podatków, co w moim przekonaniu jest błędem, to naturalnym rozwiązaniem wydaje się pożyczanie tych środków. To oczywiście przekłada się na powiększanie długu państwa polskiego i płacenie odsetek. Tutaj z pomocą przychodzi nam Komisja Europejska i program SAFE, którego zresztą byliśmy jednym z głównych orędowników. W ten sposób możemy pożyczyć prawie 200 mld zł, które są bardzo korzystnie oprocentowane i które będziemy mogli spłacać przez 45 lat.

Nie zmienia to jednak faktu, że te pożyczki trzeba będzie zwrócić. I tu wracamy do kolejnego problemu. Jeśli te i inne pożyczane na obronność pieniądze (np. z Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych), będą spłacane z budżetu Ministerstwa Obrony Narodowej będzie to oznaczać poważne problemy finansowe wojska już za kilka lat. Dlatego by pozbyć się tego ryzyka, Ministerstwo Finansów powinno przestać naciskać na takie rozwiązania i pamiętać, że celem nadrzędnym jest jednak obrona państwa polskiego.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Magdalena Sobkowiak-Czarnecka: Musimy stać się liderem przemysłu obronnego

Ale oprócz pożyczek z UE, wartoby pożyczać także od obywateli RP. Nic nie stoi na przeszkodzie, by emitować i silnie promować obligacje skarbowe dla indywidualnych inwestorów skierowane właśnie na obronność. Być może w pewnym patriotycznym zrywie, obywatele byliby nawet skłonni zrezygnować z części odsetek, które im proponuje rynek – tak, by wesprzeć naszą armię. To wydaje się mało prawdopodobne, ale jeśli nie będziemy rozmawiać o mechanizmach finansowania wojska, to nic się nie zmieni.

Z pustego i generał nie naleje

Warto też pamiętać, że choć finanse to podstawa, to jednak Wojsko Polskie zmaga się także z wieloma innymi kłopotami. Mimo że w ostatnich latach szkolenie rezerw przyspieszyło m.in. poprzez wprowadzenie Dobrowolnej Zasadniczej Służby Wojskowej, to jednak wciąż jest to problem, który wymaga pilnego rozwiązania. Nasi sąsiedzi rozmawiają o przywróceniu poboru i wydaje się, że taka dyskusja także nas czeka.

Jeśli rozmawiamy o zdolności armii do odtwarzania potencjału, to wciąż poważną bolączką jest słabe zaplecze przemysłowe. Choć to się także w ostatnich latach zmienia na plus, a polska zbrojeniówka się rozwija, to trudno nie mieć wrażenia, że powinna się rozwijać szybciej. Ale tu znowu wracamy do początku, czyli do pieniędzy, które musimy wydawać na obronność. Bez nich większość problemów pozostanie bez rozwiązań. To politycy są odpowiedzialni za to, by ich nie zabrakło. Bo z pustego i generał nie naleje.

Opinie Ekonomiczne
Andrzej Krakowiak: Wart 16 miliardów test dla prezydentów
Opinie Ekonomiczne
Paweł Rożyński: „Chiński” manewr z podatkiem cyfrowym w Polsce
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Rekordowo długi odpoczynek
Opinie Ekonomiczne
Anita Błaszczak: Czy uda się wykorzystać 25-miliardowy prezent od losu?
Opinie Ekonomiczne
Drogi pieniądz w epoce starzenia się gospodarek: nowa normalność czy epizod?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama