Reklama

A może czasowy podatek wojenny? Co sądzą o tym Polacy?

Większość Polaków nie chciałaby dorzucać się do wydatków na zbrojenia – wynika z badania IBRiS dla „Rzeczpospolitej”. To nie tylko wyraz niechęci do nowych danin, ale też sygnał braku świadomości, ile kosztuje bezpieczeństwo. I kto ma za nie zapłacić.

Publikacja: 05.01.2026 04:03

A może czasowy podatek wojenny? Co sądzą o tym Polacy?

Wojsko Polskie

Foto: Adobe Stock

Czy w związku z rosnącym zagrożeniem ze strony Rosji i wyższymi wydatkami na obronność powinien zostać wprowadzony tymczasowy podatek na sfinansowanie modernizacji polskiej armii? – takie pytanie zadano w sondażu IBRiS na zlecenie Rzeczpospolitej, przeprowadzonym w dniach 19-20 grudnia 2025 r. Co odpowiedzieli Polacy?

Foto: IBRiS

Kto popiera „podatek wojenny”, kto jest przeciw

Łącznie niemal 58 proc. badanych uznało, że taki podatek nie powinien zostać wprowadzony. Odpowiedź „raczej nie” wskazało 30,4 proc. respondentów, a „zdecydowanie nie” – 27,4 proc. Z kolei pozytywnie pomysł oceniło ok. 32 proc. ankietowanych (24,2 proc. „raczej tak” i 8,2 proc. „zdecydowanie tak”). Pozostałe 9,1 proc. nie ma w tej sprawie wyrobionego zdania.

Czytaj więcej

Maciej Miłosz: Nie ma darmowych lunchów. Czołgów – tym bardziej

Najwięcej zwolenników wprowadzenia dodatkowej daniny związanej z wojną można znaleźć wśród osób popierających koalicję rządową – ponad połowa z nich (50,1 proc.) opowiedziała się za takim rozwiązaniem. Podobnie wśród badanych o lewicowych poglądach (56,5 proc.) oraz wyborców Adriana Zandberga, Rafała Trzaskowskiego i Magdaleny Biejat – od 44 do 58 proc.

Reklama
Reklama

Najbardziej sceptyczni są natomiast respondenci o prawicowych poglądach (64,4 proc. łącznie na „nie”), wyborcy partii opozycyjnych (68 proc.), w tym głosujący na Karola Nawrockiego, Sławomira Mentzena, Grzegorza Brauna oraz Szymona Hołownię – w tych grupach sprzeciw wobec podatku sięga 63–67 proc.

Różnice ze względu na miejsce zamieszkania, wykształcenie czy płeć nie są znaczące, choć kobiety są nieco bardziej sceptyczne niż mężczyźni. Uwagę zwraca natomiast bardzo wysoki sprzeciw wśród osób w wieku 30–39 lat – aż 77 proc. odpowiedzi  „nie” – oraz 40–49 lat, gdzie odsetek ten sięga niemal 87 proc.

Czytaj więcej

Unia Europejska ratuje Ukrainę. Ale z własnych środków

Dlaczego Polacy mówią „nie” daninie na obronę

Fakt, że większość Polaków jest niechętna wzrostowi obciążeń fiskalnych, nikogo raczej nie dziwi. – W końcu nikt nie lubi płacić podatków. Z drugiej strony w Polsce jest zdecydowanie za mało dyskusji o stanie finansów publicznych. Zbyt rzadko pytamy, czy skala wydatków państwa nie jest za duża w relacji do poziomu opodatkowania. A politycy wyraźnie unikają tego tematu – mówi Marcin Mrowiec, ekspert ekonomiczny Grant Thornton.

Jak dodaje, zaskakująco duża grupa badanych zdaje się jednak dostrzegać podstawowy mechanizm finansów publicznych. – Pozytywną informacją jest to, że nawet jedna trzecia respondentów rozumie, że jeśli wydajemy publiczne pieniądze, to one skądś muszą się wziąć – podkreśla Mrowiec.

Podobnie sondaż interpretuje Ludwik Kotecki, członek Rady Polityki Pieniężnej. – Mamy do czynienia z nadzwyczajnym wysiłkiem zbrojeniowym, który trwa już od 2-3 lat i będzie kontynuowany. Wyniki badania pokazują jednak, że społeczeństwo nie do końca ma wiedzę, w jakim stanie jest polska armia, na co konieczne są dodatkowe środki i jak kosztownym procesem jest jej modernizacja. Skoro 58 proc. nie chce tymczasowego podatku, to brakuje również świadomości, że ta nadzwyczajna sytuacja wojenna, w jakiej się znajdujemy, wymaga znalezienia dodatkowych źródeł finansowania innych niż dług publiczny – wskazuje Kotecki.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

2026 będzie rokiem okrętów podwodnych i samolotów F-35

Jak duże są wydatki na armię

Skala wydatków na obronność jest rzeczywiście ogromna. Plan na 2026 r. to 200 mld zł, co stanowić ma ok. 4,8 proc. PKB. Dla porównania – w 2022 r. było to 74 mld zł, czyli ok. 2,4 proc. PKB, a przed zbrojną napaścią Rosji na Ukrainę – średnio 2 proc. PKB. Według deklaracji polskiego rządu, na zbrojenia przeznaczanych ma być 5 proc. PKB rocznie. W ciągu dekady może to być co najmniej 2 biliony złotych.

Bezpośrednim źródłem finansowania tych nakładów jest budżet państwa i Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych (zasilany m.in. dotacjami z budżetu czy przez emisję obligacji). Problem w tym, że budżet państwa nie jest z gumy, brakuje pieniędzy na wszystkie potrzeby, stąd wysokie deficyty i rosnący dług publiczny. Deficyt sektora finansów publicznych to już wyraźnie ponad 6 proc. PKB (w 2025 r. ma wynieść niemal 7 proc.) i tak ma pozostać przez kilka lat. Zadłużenie Polski na koniec 2026 r. ma być wyższe ok. 400 mld zł niż w 2025 r., zaś na koniec 2029 r. – o 1,4 bln zł wyższe. W relacji do PKB oznacza to wzrost z 55 proc. w 2025 r. do 75 proc. za cztery lata.

Czytaj więcej

Gorzki bilans w kasie państwa. Deficyt blisko 7 proc. PKB, dług pnie się w górę

Jak mógłby wyglądać podatek wojenny

Jak sfinansować modernizację armii, czy jakaś forma podatku wojennego byłaby najlepszym rozwiązaniem? A jeśli tak, jak mógłby on wyglądać? Zdaniem naszych rozmówców ewentualna społeczna zrzutka na obronność powinna mieć charakter powszechny, płacona przez wszystkich (w odróżnieniu od podatków dla wybranych podmiotów). I jeśli już, to raczej można by podnieść stawki istniejących danin, a nie wprowadzać nowe obciążenia.

O ile należałoby podnieść stawki, to oczywiście zależy od przyjętych parametrów i wyboru źródła podatkowego. Warto jednak podać, że w 2026 r. wpływy z takich podatków jak VAT, CIT, PIT czy akcyza mają wynieść łącznie 19,2 proc. PKB. Gdyby całość wydatków na obronność, czyli 4,8 proc. PKB, miała być finansowana właśnie z tych danin, musiałyby one być o 25 proc. wyższe niż obecnie.

Reklama
Reklama

Ludwik Kotecki, który jako jeden z pierwszych w przestrzeni publicznej podniósł temat podatku wojennego, zaznacza jednak, że to nie forma i kształt są w tej chwili najważniejsze. – Kluczowe jest zwrócenie uwagi na samą ideę, że przy obecnych ekstraordynaryjnych wydatkach, które obciążać będą finanse publiczne nawet przez dekadę, potrzebujemy stabilnego źródła ich finansowania – zaznacza Kotecki. – I takich rozwiązań, które będą zmniejszać inne wydatki publiczne – dodaje.

Potrzebna debata o podatkach i wydatkach

Zdaniem Marcina Mrowca obecna sytuacja powinna stać się impulsem do szerszej debaty. – To dobry moment, by realnie porozmawiać o tym, do jakiego scenariusza wojny się przygotowujemy i jaki jest tego koszt. Ale też o finansach państwa jako całości – mówi ekspert Grant Thornton. – Przez lata utrwalano narrację, że „na wszystko są pieniądze”, że można jednocześnie zwiększać wydatki socjalne i budować silną armię, a deficyt wypychać poza budżet. Tymczasem góra długu i kosztów jego obsługi niebezpiecznie rośnie – ostrzega.

Podobne obawy ma Marcin Zieliński, wiceprezes i główny ekonomista Fundacji FOR. – Przy spowolnieniu gospodarczym ryzyko kryzysu fiskalnego wyraźnie rośnie. Potrzebne są działania na rzecz ograniczenia deficytu i zadłużenia – wskazuje.

Jego zdaniem kluczowe są jednak nie podwyżki podatków, lecz kontrola wydatków. – Wydatki publiczne w Polsce sięgają już niemal 50 proc. PKB – to jeden z najwyższych poziomów w UE i najwyższy w regionie. Co więcej, od 2022 r. najszybciej rosły wydatki socjalne, a nie obronne. I właśnie tam jest dziś największa przestrzeń do szukania oszczędności – podsumowuje Zieliński.

Budżet i podatki
Przedsiębiorcy mogą odetchnąć? Ważna deklaracja ministerstwa w sprawie błędów w KSeF
Budżet i podatki
Gorzki bilans w kasie państwa. Deficyt blisko 7 proc. PKB, dług pnie się w górę
Budżet i podatki
Weto prezydenta a budżet państwa. O co toczy się spór
Budżet i podatki
Ogromny deficyt w budżecie. Czy taki był plan?
Budżet i podatki
KSeF krokiem w stronę dalszej digitalizacji państwa
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama